54 - Kennedy
Muszę być, kurwa, szalona, albo właśnie tracę zmysły. Po zostawieniu Rykera i Benneta stojących jak kretyni przed gabinetem Rykera, pobiegłam prosto do swojego pokoju, aby się przebrać, z pełnym zamiarem pójścia pobiegać do lasu, dokładnie tak, jak chciałam. Jednak, gdy się przebierałam, stwierdziłam, że to zbyt przewidywalne. Skoro utknęłam tu w przewidywalnej przyszłości z tyranem,
















