Kiedy Seraphina wyszła ze szpitala, zobaczyła ławkę po drugiej stronie drogi. Usiadła na niej zgnębiona, czując żal do samej siebie. Jej życie zmieniło się w ciągu zaledwie kilku dni. Nie zdążyła nawet pożegnać się z Sebem i prawdopodobnie nigdy już tego nie zrobi. Seraphina nie zauważyła, kiedy z jej oczu zaczęły płynąć łzy.
Starsza pani, która przechodziła obok, zobaczyła płaczącą dziewczynę i usiadła obok niej na ławce. „Dlaczego płaczesz, moja droga?”
Gdy Seraphina na nią spojrzała, zdała sobie sprawę, że płacze w miejscu publicznym i szybko przetarła oczy. „Bardzo dziękuję za troskę”, odpowiedziała, „ale proszę się o mnie nie martwić”.
„W porządku, kochanie”, powiedziała kobieta. „Mów śmiało, co ci leży na sercu, na pewno poczujesz się o wiele lepiej”.
„Nie, nie poczuję się lepiej”, odparła Seraphina. „Jestem bardzo smutna, czuję w piersi taki ucisk, którego nie potrafię wyjaśnić, a od teraz moje życie będzie się zmieniać tylko na gorsze. Czuję się, jakby cały ciężar świata spoczywał na moich barkach”.
Kobieta westchnęła i powiedziała: „Tak mi przykro z powodu tego, przez co przechodzisz. Może nie rozumiem dokładnie, co czujesz, ale chcę, żebyś zawsze o tym pamiętała: wszystko dzieje się z jakiegoś powodu i nieważne, jak zła jest nasza sytuacja, zawsze pojawia się jakieś światełko w tunelu”.
Seraphina spojrzała na kobietę i powiedziała: „Jeszcze raz bardzo dziękuję, niepotrzebnie zawracałam pani głowę”.
„Ależ skąd, to żaden kłopot”, odrzekła starsza pani. Seraphina wstała i rzuciła: „Muszę kupić jedzenie dla rodziców. Proszę mi wybaczyć”.
Odeszła, poszła do pobliskiej restauracji, kupiła trzy porcje jedzenia i wodę, po czym wróciła do szpitala.
Tam namówiła rodziców do posiłku, sama również zjadła. Wiedziała, że głodówka nie rozwiąże ich problemów, a wszyscy potrzebowali sił, by przetrwać. Ojciec jeszcze raz błagał ją, by wróciła do Londynu i odrzuciła propozycję Alarica.
„Podjęłam już decyzję, tato, więc proszę, przestań mnie przekonywać, tylko bardziej mi to utrudniasz”, powiedziała stanowczo do ojca.
Ponieważ nie mieli gdzie się podziać, Seraphina i jej rodzina korzystali z zaplecza szpitalnego. Miała w Panamie kilku krewnych, ale ci odmówili pomocy, bojąc się, że staną się celem Alarica.
Seraphina nie miała im tego za złe; w końcu jej właśni rodzice chcieli, by zrobiła to samo. Spędzili noc w szpitalu, na sali ojca, a następnego dnia rano Seraphina obudziła się bardzo wcześnie i wysłała wiadomość na numer zapisany na kartce, którą zostawił Alaric.
„Przyjmuję twoją propozycję”, napisała w SMS-ie. „Spotkamy się w urzędzie stanu cywilnego, bądź przygotowany”.
Po umyciu się i wyszczotkowaniu zębów, założyła prostą białą sukienkę i pozwoliła swoim długim włosom swobodnie opaść na plecy. Jej rodzice mieli smutne miny, gdy wychodziła, ale zapewniła ich, że wszystko będzie dobrze.
Seraphina skontaktowała się z prawnikiem ojca i poprosiła go o sporządzenie umowy, która jasno określała, że jej małżeństwo z Alarikiem jest uwarunkowane zwrotem wszystkich pieniędzy i nieruchomości jej rodziców oraz przywróceniem im dawnej pozycji społecznej.
Nie mogła w pełni ufać Alaricowi, więc poprosiła prawnika, by był obecny przy podpisywaniu dokumentu. O dziewiątej rano Seraphina stanęła przed urzędem stanu cywilnego z prawnikiem u boku.
Alaric przyglądał jej się przez chwilę i nie mógł zaprzeczyć, że była niezwykle piękna ze swoją idealnie jasną cerą i długimi włosami. Wyglądała jednak na drobną i kruchą w porównaniu z jego potężną posturą.
„Zanim weźmiemy ślub, najpierw podpiszemy umowę”, powiedziała pewnie Seraphina, wyjmując dokument z torebki.
Alaric potrząsnął głową i rzekł: „Panno rozpieszczona księżniczko, to ja tu rozdaję karty, nie ty. Więc to ja decyduję, kiedy umowa zostanie podpisana, gdzie zostanie podpisana i co będzie zawierać. A ja mówię, że podpiszemy ją po ślubie”.
„W takim razie chyba nie mamy o czym rozmawiać”, powiedziała dumnie Seraphina i odwróciła się, by odejść.
Alaric zaśmiał się i rzucił: „Czekaj, widzę, że masz charakterek. To sprawia, że jeszcze bardziej chcę się z tobą ożenić.
Tak, księżniczko, będę miał niezłą zabawę przy oswajaniu cię. Dobrze, podpiszmy umowę teraz, jednak podpiszemy tę, którą ja przygotowałem, a nie to coś, co trzymasz w rękach”.
Podszedł do samochodu, wyjął teczkę z umową i podał ją Seraphinie.
Seraphina przeczytała dokument i zauważyła, że korzyści dla jej rodziców po jej ślubie z Alarikiem były takie same, jak te, które sama zapisała.
Istniała jednak ogromna różnica między obiema umowami. Według wersji Alarica, to on miał ostateczny głos w sprawach jej życia. Miała być mu posłuszna w każdej chwili i nigdy nie mogła odejść, chyba że on sam znudzi się nią i ją odeśle.
Seraphina mimowolnie zmrużyła oczy, czytając ten fragment. Wbiła paznokcie w dłonie, zdeterminowana, by nie okazać lęku. Po opanowaniu się, podała umowę prawnikowi ojca. Jego twarz pobladła po przeczytaniu tekstu.
Wziął Seraphinę na bok i szepnął: „Umowa jest pod względem prawnym w porządku. Jednak jeśli ją podpiszesz, skazujesz się na niewolnictwo do końca życia. Przemyśl to dobrze”.
„W porządku, wujku”, odpowiedziała. „Jestem gotowa zginąć za rodziców, jeśli będę musiała, ale jestem pewna, że do tego nie dojdzie. Dam sobie radę, zapomnij o tym, jak groźnie wygląda Alaric, poradzę sobie z nim”.
















