Świat Liama rozpada się na kawałki. W wieku dwudziestu trzech lat, na skutek tragicznego wypadku, zostaje osierocony i pogrąża się w desperacji. Jego ukochana babcia leży w śpiączce, rachunki za leczenie rosną w zastraszającym tempie, a on potrzebuje cudu. Zamiast tego otrzymuje ofertę pracy od najbardziej onieśmielającego i bezlitośnie przystojnego mężczyzny w całym Nowym Jorku. Dominic Blackwood nie bawi się w sentymenty. Jest chłodnym miliarderem, wymagającym szefem i zaciekle opiekuńczym samotnym ojcem. Zmienia nianie jak rękawiczki, dopóki do jego penthouse'u nie wkracza Liam. Chłopak jest zbyt uroczy, zbyt promienny i zdecydowanie zbyt kuszący. Dominic trzyma się jednej surowej zasady: nigdy nie łączyć interesów z przyjemnością. Kiedy jednak radosna natura Liama tchnie nowe życie w samotnego syna Dominica, Leo, lód wokół serca miliardera zaczyna pękać. Ukradkowe spojrzenia zamieniają się w przeciągły dotyk, a zawodowe granice zacierają się, prowadząc na niebezpieczne, zakazane terytorium. Dominic to mężczyzna, który zawsze dostaje to, czego pragnie. I nagle jedynym, czego pragnie... jest opiekun jego syna. Czy zdesperowany młody mężczyzna i złamany miliarder zdołają stworzyć rodzinę, której obaj skrycie pragną? A może sekrety imperium Blackwoodów brutalnie ich rozdzielą?

Pierwszy Rozdział

– Panie Liam, stan pana babci jest krytyczny, potrzebujemy pieniędzy, aby rozpocząć leczenie. Na razie kwota, którą pan wpłacił, wystarczy na dwa miesiące, ale nie mogę obiecać, że po tym czasie będziemy kontynuować, jeśli nie zdobędzie pan więcej środków – wyjaśnił Liamowi dr Harrison przed salą nagłych wypadków. – Rozumiem, panie doktorze. Opłacę wszystkie jej rachunki medyczne, błagam, niech pan zaopiekuje się moją babcią! Obiecuję płacić co miesiąc, aż wszystko zostanie pokryte! – błagał Liam. Był załamany; zaledwie dwadzieścia dwie godziny temu stracił rodziców w wypadku. Dziś miała być ich dwudziesta czwarta rocznica ślubu. Jechali odebrać go z domu klienta, by mogli wspólnie wyjść i świętować, lecz niestety spotkał ich potworny los. Jego rodzice zginęli na miejscu, nie zdążywszy się nawet pożegnać, podczas gdy jego babcia doznała ciężkich obrażeń i leżała teraz w śpiączce. – Wszystko zależy od pana, proszę dotrzymać słowa. Powodzenia! – powiedział dr Harrison, zostawiając go samego na korytarzu. Liam stał tam, a cały jego świat walił się w gruzy. Czuł się zagubiony. Przez dwadzieścia trzy lata swojego życia po raz pierwszy miał zostać zupełnie sam. Zawsze otaczali go kochający rodzice i urocza babcia. Teraz został sierotą i stał na skraju utraty jedynego członka rodziny, którego tak bardzo kochał. Odwaga przepłynęła przez jego żyły na myśl o babci; zamierzał zrobić absolutnie wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić jej odpowiednie leczenie. Nie mógł pozwolić jej umrzeć. Tym razem miał wybór; z rodzicami nie dostał takiej szansy. Zamierzał pielęgnować i walczyć o jedyną osobę, którą wszechświat mu pozostawił. Dominic Blackwood miał na sobie drogą, szytą na miarę czarną koszulę i czarne spodnie. Lśniące czarne buty i spersonalizowany zegarek Rolex dopełniały jego chłodnego, onieśmielającego wizerunku miliardera-mafioza. Wysoka sylwetka i ostre rysy twarzy stanowiły dodatkowy atut jego urody. Włosy miał starannie ostrzyżone i zaczesane do tyłu, a tylko dwa kosmyki opadały po obu stronach jego gładkiej twarzy, tuż nad oczami. Stał przed swoją wielką rezydencją, czekając na transport. – Szefie, samochód jest gotowy – zameldował przez słuchawkę mężczyzna ubrany w całkowicie czarny strój. Czarne Lamborghini z jego imieniem na tablicy rejestracyjnej powoli zatrzymało się przed nim, a drzwi uniosły się wolno i gładko jak ptasie skrzydło. Zanim zdążył zejść ze schodów, zatrzymał go wzburzony, dziecięcy głos. – Tatusiu, dlaczego nie mogę tym razem pojechać z tobą?! – z wielkiego domu wybiegł czteroletni chłopiec, dzierżąc w małych rączkach swoją niewielką walizeczkę. Wyglądał wypisz wymaluj jak miniaturowy Dominic. Jego rysy twarzy zdawały się być sklonowane z twarzy ojca, a aura, którą emanował, była identyczna. Wszyscy mężczyźni w czerni wyglądali na przerażonych na widok chłopca. Wiedzieli, że ich szef nie znosił, gdy ktoś nie wywiązywał się ze swoich obowiązków, a oni właśnie zawiedli. Tydzień temu polecił im znaleźć dla chłopca tymczasową nianię i zająć mu czas przed swoim wyjazdem w podróż służbową. Ale ponieśli porażkę. Nikt nie chciał przyjąć posady niani u Dominica Blackwooda. Ludzie się go bali, przerażeni tym, co mogłoby ich spotkać, gdyby pracowali w tak bliskim jego otoczeniu. Na ulicach aż huczało od plotek o tym, jak ludzie, którzy mu podpadli, nagle znikali bez śladu. Nikt nie odważył się podjąć ryzyka pracy w jego domu! – Przepraszam, szefie, zawiodłem. Przyjmę każdą karę – Hayes, jego osobisty asystent, podbiegł i skłonił się przed nim, biorąc na siebie winę za te niedociągnięcia. Hayes nie śmiał powiedzieć, że nie mógł nikogo znaleźć po prostu dlatego, że ludzie mówili, iż się boją. Jego szef wierzył, że pieniądze, które zaoferował, przyciągną kogokolwiek. Dominic znał powód, dla którego nie mogli znaleźć niani dla jego syna. On też słyszał te plotki, cóż... nie do końca plotki. Jedynie kiwnął głową i odwrócił się do rozzłoszczonego syna. – Leo, wrócę, gdy tylko dobiję targu z prezydentem Francji. – Kucnął do poziomu syna i pogładził go po włosach. Leo jedynie wydął usta i odwrócił twarz od ojca. – Będziesz pod dobrą opieką niani. Nie bądź uparty jak ostatnim razem. Dobrze? – Dominic próbował udobruchać syna. – Obojętnie! – Leo odwrócił się w przeciwnym kierunku i ze złością potupał z powrotem do domu. Jego ludzie wiedzieli, że syn był jedyną osobą, która miała prawo mówić i zachowywać się przy szefie w dowolny sposób. Każdy inny znalazłby się dwa metry pod ziemią. – Podwój stawkę, Hayes – rozkazał Dominic swoim głębokim głosem. – Tak jest, szefie – odparł Hayes. Liam właśnie zszedł z ringu bokserskiego. Pot spływał po jego muskularnym ciele, nadając skórze lśniący połysk. Znów odniósł zwycięstwo. Wokół ringu rozlegały się głosy wiwatujących ludzi, którzy trzymali w górze transparent z jego imieniem, energicznie machając nim od lewej do prawej. Cieszyli się, że ich zakłady okazały się wygrane. Liam był zadowolony z tak dużej liczby kibiców; to oznaczało, że wiele osób na niego postawiło. Był pewien, że dzisiejsza wypłata będzie ogromna. Zignorował szefa swojego przeciwnika, który był zajęty oskarżaniem go o faul i domaganiem się rewanżu. Ten stary człowiek był po prostu szalony – jak mógł żądać rewanżu, skoro jego zawodnik leżał na ringu nieprzytomny?! Nie miał nastroju na zabawianie chciwego starca. Jedyne, czego chciał, to spotkać się ze swoim szefem i zgarnąć zapłatę za dzisiejszy wieczór. Potrzebował każdych pieniędzy na pokrycie rachunków medycznych babci. Ściągnął przez głowę czarną koszulkę, podchodząc do swojego szefa. – Panie Victor – Liam zawołał mężczyznę w średnim wieku, który stał do niego tyłem, rozmawiając z młodszym facetem, wyglądającym, jakby był ulepiony z pieniędzy. – A, Liam! Świetna walka, chłopcze! – pan Victor poklepał go po ramieniu, sprawiając, że chłopak skrzywił się z bólu. – Ugh! – stęknął Liam. – Och, wybacz, chłopcze. Zapomniałem, że to było ciężkie starcie – powiedział ze śmiechem pan Victor. – Nic nie szkodzi – odparł Liam. – To jest pan Julian, będziesz go widywał częściej. Julian, to Liam, nasz najlepszy bokser. – To było wszystko, co powiedział pan Victor, zanim odciągnął Liama od pana Juliana. Nawet nie pozwolił im się przywitać. – Proszę bardzo, chłopcze. Wspaniała walka tej nocy. – Wręczył Liamowi lekką kopertę. – Pamiętaj, by w przyszłym tygodniu dać z siebie wszystko, przynieś mi więcej pieniędzy! Ha-ha-ha! – pan Victor zaśmiał się głośno. Liam nie podzielał jego rozbawienia. Stał tylko, ważąc w dłoniach lekką kopertę. Z góry wiedział, ile jest w środku; nieważne jak wielka była walka, nigdy nie dostał więcej niż dwadzieścia dolców. To było mało, ale nie miał wyboru. Za każdym razem, gdy prosił o podwyżkę, słyszał, że zarobione pieniądze idą na utrzymanie obiektu i przekupywanie urzędników, którzy przymykali oko na nielegalne walki. Pozostało mu akceptować to, co dostawał. Nie chciał być nierozsądny. – Dzięki, Victor. – Wsunął kopertę do kieszeni spodenek i odszedł. – Do usług, chłopcze, do usług – rzucił pan Victor do jego oddalającej się sylwetki. Przed budynkiem można było dostrzec palących i rozmawiających mężczyzn i kobiety. – Hej, spójrzcie! To nasz mistrz! – powiedziała dziewczyna z tłumu chłopaków. Miała na sobie sportowy stanik i luźne dżinsy, a w pasie przewiązaną kraciastą koszulę. – Siemasz, stary! Gratulacje za dzisiejszą wygraną! – powiedział chłopak, wypuszczając dym z ust. Liam uśmiechnął się i podszedł do nich. – Dzięki, Chloe, Zane. – Powiedział do nich, wykonując ich tajny uścisk dłoni. Chloe i Zane byli rodzeństwem i jedynymi osobami, które mógł nazwać przyjaciółmi. Przez lata narobił sobie więcej wrogów niż przyjaciół z powodu swojej pracy; po walce przeciwnicy zawsze go nienawidzili. – Hej, mistrzu, zaczekaj. – Chloe podbiegła do niego, gdy właśnie miał wsiąść na swój motocykl. – O co chodzi, Chloe? – zapytał. – Wiem, że jesteś teraz w dołku. Zobaczyłam to ogłoszenie w sieci i postanowiłam zapisać je dla ciebie, masz. – Chloe podała mu swój telefon. Liam niechętnie go wziął. Myślał, że to kolejna nielegalna robota; nie sądził, by zdołał pociągnąć dwie bokserskie fuchy naraz. – Co?! – zapytał z niedowierzaniem. Pierwszą rzeczą, która rzuciła mu się w oczy, była kwota na samym szczycie ogłoszenia. Nie mógł w to uwierzyć. Jaka praca mogła oferować taką sumę w dzisiejszych czasach? Szybko przeczytał całość i w końcu dotarło do niego. – Niania? – zapytał z uniesioną brwią. To musi być jakieś oszustwo. Kto płaci niani dziesięć tysięcy dolarów miesięcznie?!

Odkryj więcej niesamowitych treści