Postanowił spróbować szczęścia, naciskając klamkę i, ku jego zaskoczeniu, drzwi były niezamknięte.
Delikatnie je pchnął i wszedł do środka. Tak jak przypuszczał, malec spał głęboko pod przytulną kołdrą.
Myślał, że jego własny pokój był luksusowy, ale na widok sypialni Leo zdał sobie sprawę, że w życiu nie ma granic luksusu.
„Zadowolenie z tego, co się ma, to szczęście” – jak zawsze mawiała jego babcia.
Podszedł do łóżka Leo i delikatnie postawił kubek na szafce nocnej.
– Leo, kolego, pobudka – lekko poklepał śpiącego chłopca po ramieniu.
Patrząc na malca, dotarło do niego, że mieli zupełnie przeciwne dzieciństwo.
Jego rodzice nie byli miliarderami, a nawet milionerami, ale zawsze trzymali się razem jako rodzina.
Nigdy nie był zostawiany sam w domu i nigdy nie spał sam.
To biedne dziecko miało wszystko, czego inne mogłyby mu pozazdrościć, ale tamte nigdy nie dowiedziałyby się, jak bardzo samotny się czuł.
Jego rodzice byli zajęci gonitwą za pieniądzem, zapominając, że ich dziecko również potrzebuje ich czasu i uwagi.
Dla Liama pieniądze były bezwartościowe, jeśli służyły do zastąpienia obecności bliskich.
Zawsze pozostanie wdzięczny za swoją rodzinę. Być może to, że pochodzili z Południa sprawiało, iż tak cenili wartości rodzinne, a ich więź była nierozerwalna.
Tutaj, w Nowym Jorku, nikogo to nie obchodziło; wszyscy liczyli tylko na dolary.
– Zostaw mnie, idź sobie – wymamrotał sennie Leo.
– No dawaj, kolego. To tylko mały kubek mleka na wzmocnienie kości. Nie chcesz być silny i zdrowy? – zapytał Liam.
– Chcę – odpowiedział Leo, powoli pocierając oczy.
– Proszę bardzo. – Liam widząc, że Leo próbuje usiąść, pomógł mu się podnieść i oprzeć plecami o wezgłowie łóżka.
– Masz – ostrożnie podał małemu chłopcu kubek ciepłego mleka.
Leo wziął go i powoli brał łyk za łykiem.
Liam cierpliwie stał przy łóżku, czekając, aż skończy.
W końcu Leo wypił mleko do ostatniej kropli i oddał kubek Liamowi.
– Idź sobie – powtórzył Leo. Nadal nie akceptował Liama, a mleko wypił tylko dlatego, że chciał mieć mocne kości jak jego tatuś.
– Jasne, kolego. Widzimy się rano – Liam delikatnie otulił Leo kołdrą.
– Dobranoc. – Pogładził go po głowie, po czym zabrał kubek i wyszedł.
Wróciwszy do swojego pokoju, wyczerpany usiadł na podłodze, opierając się plecami o brzeg łóżka.
Zamknął oczy i westchnął; to był długi wieczór. Minął miesiąc, odkąd stracił rodziców, a jego babcia trafiła do szpitala. Jego życie nie było usłane różami.
Nie przypuszczał, że szczęście zaprowadzi go dzisiaj właśnie w to miejsce. Uznał, że Bóg widocznie nie chciał jeszcze zabierać jego babci, więc zapewnił mu środki na jej uratowanie.
Naprawdę był winien Chloe wielką przysługę.
Jego ostatnią myślą było pójście pod prysznic, by zmyć z siebie pot i brud po walce. Zamierzał jutro wpaść do domu po swoje ubrania, ale kiedy otworzył oczy, przez ogromne, prostokątne okno, którego nie zauważył zeszłej nocy, wlewały się promienie słońca.
– Szlag, usnąłem na pieprzonej podłodze. – Przetarł dłonią zmęczoną twarz.
Spojrzał na zegar ścienny i z ulgą stwierdził, że jest dopiero szósta rano. Myślał, że spóźni się pierwszego oficjalnego dnia w roli opiekuna.
Wstał i skierował się do drzwi po lewej stronie pokoju, mając nadzieję, że to łazienka, bo pilnie potrzebował z niej skorzystać.
Zanim jednak tam dotarł, rozległo się pukanie, zatrzymując go w drodze do toalety.
Podszedł do drzwi i je otworzył. Stał tam kamerdyner Charles, trzymając w dłoniach dwie czarne torby podróżne.
– Dzień dobry, proszę pana – przywitał się Liam.
– Dzień dobry, Liamie. Proszę. – Kamerdyner Charles podał mu torby.
Liam wyglądał na zdezorientowanego, ale mimo to wziął je od niego. Nie chciał, by starszy mężczyzna poczuł się źle lub urażony.
– Co jest w...
– Twoje ubrania. Nie musisz opuszczać tego domu aż do powrotu szefa. Wszystko, czego będziesz potrzebować, jest w tych torbach – wyjaśnił kamerdyner Charles i natychmiast odszedł.
Liam stał przez chwilę w drzwiach, zanim wszedł do środka z torbami.
Położył je na łóżku i otworzył pierwszą. Rzeczywiście, wewnątrz znajdowały się ręczniki, odzież – od spodni, przez bokserki, koszule, podkoszulki, bluzy z kapturem, dresy – a nawet przybory toaletowe.
W drugiej były buty, trampki, sandały i skarpetki.
Zastanawiał się ponownie, kim u licha jest ten szef, który traktuje swoich pracowników, jakby mieszkali w pięciogwiazdkowym hotelu. Bycie bogatym to musiało być świetne uczucie.
Wyjął bokserki, czarne spodenki, białą koszulkę, szczoteczkę i pastę do zębów, po czym wszedł do łazienki.
Zgodnie z oczekiwaniami, łazienka była urządzona ze smakiem.
Szybko umył zęby i wziął prysznic. Nie miał czasu na podziwianie estetycznego wnętrza łazienki.
Wyszedł z łazienki, a tablet właśnie pikał powiadomieniem.
Zrozumiał, że tablet pełnił rolę jego osobistego asystenta; zanotował w pamięci, by zawsze nosić go ze sobą, żeby niczego nie przegapić.
Wziął go do ręki i przesunął palcem po ekranie, widząc sześć powiadomień:
• Obudź Leo.
• Umyj mu zęby.
• Wykąp go.
• Przygotuj śniadanie (kanapka z warzywami).
• Rób z nim, na co tylko ma ochotę przez resztę dnia.
• Pod żadnym pozorem nie zabieraj go poza teren rezydencji bez pozwolenia.
Zabrał tablet i wyszedł ze swojego pokoju.
Tym razem nie zapukał, bo wiedział, że Leo wciąż śpi; było dla niego dość wcześnie na pobudkę.
Wszedł do sypialni i zobaczył, jak chłopiec śpi, przytulając się do poduszki. Wpatrując się w malca, Liam poczuł ukłucie w sercu.
Całe oblicze chłopca krzyczało o samotności. Liam przypomniał sobie te nieliczne sytuacje, gdy rodzice wyjeżdżali w podróż służbową; on też tak przytulał poduszkę, ale zawsze miał babcię, więc nigdy nie czuł się naprawdę samotny.
Usiadł na łóżku i delikatnie poklepał Leo po policzku. Chłopiec coś nieskładnie wymamrotał i przewrócił się na drugi bok.
– Hej, mały. Pobudka! Wstajemy! – powiedział nieco głośniej niż zwykle.
Wiedział, że zirytuje to małego szefika, ale miał swoje obowiązki do wykonania.
– Zostaw mnie w spokoju – powiedział Leo, nie otwierając oczu.
– Przykro mi, ale nie mogę. Chodź, idziemy do łazienki. – Podniósł chłopca z łóżka i zaniósł go do łazienki.
– Powiedziałem nie! Zostaw mnie! – Leo szarpał się w ramionach Liama, co wcale nie osłabiło jego determinacji; waga chłopca nie była jakimś wielkim wyzwaniem.
– Proszę bardzo. – Postawił Leo na równe nogi po wejściu do łazienki.
– Przesuń się! – Leo chciał wyjść, ale Liam stanął przed drzwiami, blokując mu drogę.
– Wybacz, młody, ale musisz umyć zęby i wziąć prysznic – powiedział Liam, opierając się swobodnie plecami o zamknięte drzwi, leniwie oglądając swoje palce, jakby miał na to cały dzień.
– Nie chcę. – Leo skrzyżował ręce na piersi.
– Ale musisz. – Liam naśladował jego postawę.
– Dobra, a co powiesz na mały układ? – Liam pochylił się do poziomu Leo.
– Jaki? – zapytał Leo, dąsając się.
– Wiem, że nie lubisz kanapek z warzywami, zgadza się? – zapytał.
– Tak, a co? – zapytał Leo, odwracając twarz na bok, wciąż z założonymi rączkami.
Postanowił, że nie posłucha żadnego polecenia Liama. Nie zamierzał nabrać się na jego sztuczki.
– Umyj zęby, weź prysznic, a zrobię ci słodkie, mleczne gofry i...
– Naprawdę?! – Liam aż odskoczył od ogłuszającego pisku.
Nie wiedział, że Leo miał w sobie tyle energii; patrzył, jak podskakuje w miejscu, czekając na potwierdzenie jego słów.
– Tak, obiecuję – odpowiedział z uśmiechem Liam.
– Umowa stoi! – Leo chwycił za szczoteczkę i stanął nad umywalką. Szorował zęby, jakby wcale nie był tym samym dzieckiem, które jeszcze przed chwilą wzbraniało się przed wejściem do łazienki.
Liam patrzył na niego z cwaniackim uśmiechem. W duchu dziękował babci za to, że nauczyła go wszystkiego o dzieciach i opiece nad nimi. Inaczej nie miałby pojęcia, co począć z Leo.
– Umiesz je zrobić? – zapytał Leo, siedząc na stołku barowym w kuchni.
– Jasne, stary. Patrz i ucz się. – Liam puścił oczko do Leo.
Liam wymieszał składniki i wlał ciasto do rozgrzanej już gofrownicy.
– Sam widzisz, to wcale nie było takie trudne – powiedział Liam, zdejmując fartuch.
– Już gotowe? – dopytywał Leo, kręcąc się z podniecenia na stołku.
– Jeszcze nie, paniczu. Jeszcze jedna minuta – powiedział Liam.
Liam podszedł do Leo i usiadł na stołku obok.
– Powiedz mi, młody, nigdy nie pozwalają ci jeść słodyczy? – zapytał.
Znał już odpowiedź, ale chciał się tylko upewnić, jak surowy był jego ojciec.
– Nie – odpowiedział Leo, kręcąc głową.
– Cóż, jeśli zgodzisz się zostać moim kumplem, moglibyśmy częściej urządzać sobie oszukane posiłki – zaproponował Liam.
Chciał, by chłopiec czuł się przy nim jak najbardziej komfortowo, chciał pomóc mu złagodzić poczucie samotności przez ten czas, gdy będzie jego opiekunem.
– Zgoda! Sam to powiedziałeś, nie wycofuj się ze swoich słów – rzekł Leo, celując w Liama swoim małym, uroczym paluszkiem.
– Przysięga na mały palec? – wyciągnął mały palec w kierunku Leo.
Leo zaplótł swój mały palec o palec Liama, uśmiechając się uroczo.
Zaczynał lubić tego nowego faceta; wydawał się o wiele lepszy niż te wszystkie poprzednie nianie.
Liam zaśmiał się z ekscytacji chłopca.
– Proszę, paniczu. – Liam postawił przed nim talerz gofrów ze świeżo pokrojonymi truskawkami, polanych mlekiem skondensowanym.
– Wow! To wygląda tak pysznie – zawołał Leo, zacierając rączki i oblizując usta.
– To spróbuj – powiedział Liam, mierzwiąc mu włosy na głowie.
















