Gburowaty szef, słodka niania

Gburowaty szef, słodka niania

Autor: Aria Monroe

Rozdział 2
Autor: Aria Monroe
15 cze 2026
– Tak, sama bym to wzięła, ale znasz mnie, nie mam podejścia do dzieciaków. Pomyślałam jednak o tobie, gdy tylko to zobaczyłam. Piszesz się na to? – wyjaśniła Chloe. Liam nie wierzył własnym oczom i uszom. Czy przyjąłby tę pracę? Jasne, że tak! Wiedział, że Chloe kocha pieniądze; gdyby w grę nie wchodziły dzieci, z pewnością nie pomyślałaby o nim. – Dzięki, Chloe! Jestem twoim dłużnikiem. – Przyciągnął dziewczynę do przyjaznego uścisku, całując ją w czubek głowy. – Daj spokój, przestań. Jesteśmy rodziną, nie zapominaj o tym – powiedziała Chloe, ukrywając zarumienione policzki na jego piersi. – Naprawdę jestem ci winien przysługę – obiecał. – Dobra, dam ci znać później, czego chcę w zamian. A teraz idź zgarnąć te pieniądze, zanim uprzedzi cię ktoś inny – powiedziała Chloe z uśmiechem. – Na razie! – Liam wsiadł na swój motocykl i odjechał z piskiem opon. Chloe cieszyła się szczęściem Liama, ale jednocześnie było jej go żal. Nie miał pojęcia, dla kogo z taką radością zamierzał pracować. Szczerze mówiąc, to nie rola niani ją odstraszyła, lecz nazwisko pracodawcy, które dostrzegła pod ogłoszeniem... Miejsce docelowe znajdowało się dość daleko. Liam musiał wjechać do centrum miasta, aby znaleźć ten dom, a raczej... rezydencję. Nie był pewien, czy swobodne podjechanie motocyklem pod tak pilnie strzeżoną bramę to dobry pomysł. Zastanawiał się, dlaczego właściciel tej rezydencji potrzebuje tylu ochroniarzy. Czy był jakimś baronem narkotykowym? – Stój! – strażnik w czarnym mundurze i czarnej masce na twarzy uniósł dłoń, nakazując mu zatrzymać się w połowie drogi do bramy. Liam zgasił silnik i ruszył w stronę strażnika. Miał nadzieję, że trafił pod właściwy adres, w przeciwnym razie... mogło zrobić się gorąco. – Cel wizyty – powiedział strażnik, przeładowując broń, gdy Liam się do niego zbliżył. – Przyszedłem w sprawie pracy jako nianiek – powiedział Liam, unosząc ekran telefonu, by pokazać strażnikowi ogłoszenie, które go tu sprowadziło. – Nianiek? – zapytał strażnik. – Tak, to znaczy, posada dotyczy niani, ale że jestem mężczyzną, to chyba można mnie nazwać "niankiem" – wyjaśnił ostrożnie Liam. Strażnik nie odpowiedział. Jedynie przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, po czym odsunął się, by powiedzieć coś do słuchawki w uchu. – Podejdź! – przywołał Liama. – Ręce do góry – rozkazał strażnik. Liam posłuchał, pozwalając na gruntowne przeszukanie od stóp do głów. – Czysty – rzekł strażnik do osoby po drugiej stronie słuchawki. – Wchodź. – Strażnik nacisnął przycisk na małym pilocie wyciągniętym z kieszeni, a brama rozsunęła się. – Zabierz ze sobą motocykl – dodał strażnik. Liam wrócił do swojej maszyny i wjechał na rozległy teren posiadłości. – Chodź – powiedział do niego jakiś mężczyzna, gdy zsiadł z motocykla. Był to mężczyzna w średnim wieku, ubrany jak kamerdyner. Liam w milczeniu podążył za nim po długich schodach. Zbliżając się do drzwi, Liam usłyszał kobiecy głos dobiegający znikąd. – Witaj, kamerdynerze Charles. Ze względów bezpieczeństwa proszę o identyfikację nieznajomego, który ci towarzyszy. – Mam na imię Liam – odpowiedział chłopak, ubiegając kamerdynera. Wiedział, że nie przedstawił się jeszcze temu mężczyźnie i chciał mu pomóc. – Przykro mi, odmowa dostępu. Głos nierozpoznany – odpowiedział głos. – Zamilcz, inaczej nas nie wpuszczą – skarcił go kamerdyner Charles. Liam poczuł się ośmieszony przez robota z systemu inteligentnego domu. Czuł się głupio. Właściciel tego miejsca musiał obrzydliwie śmierdzieć groszem. – Siri, to jest Liam, nowy opiekun Leo. Zsynchronizuje się z tobą, gdy wejdziemy do środka – wyjaśnił kamerdyner Charles. – Dobrze, dostęp przyznany. Witaj, Liamie – odpowiedziała Siri. Potężne drzwi płynnie się rozsunęły, a światła zapaliły się automatycznie, gdy weszli do środka. Liam ruszył za kamerdynerem Charlesem do trójstronnego korytarza, a następnie poszli prosto. Światło odbijało się od lśniących powierzchni podłogi i ścian. Weszli do ogromnego salonu; zauważył, że na obu jego końcach znajdowały się schody prowadzące na piętro. Wszystko było tu utrzymane w odcieniach szarości i czerni: pluszowa sofa, gigantyczny telewizor, ściany, a jedynie środkowy stolik wykonano z krystalicznie czystego szkła. Liam czuł, że zupełnie tu nie pasuje. W ułamku sekundy później po schodach gniewnie zszedł mały chłopiec. – A to kto, Charles? – zapytał Leo z niezadowoleniem, dąsając się i krzyżując rączki na piersi. – To jest Liam. Będzie się tobą opiekował do powrotu ojca – wyjaśnił kamerdyner Charles nadąsanemu chłopcu. – Nie chcę go! Chcę kobietę! On wygląda niebezpiecznie – zaprotestował Leo. Kamerdyner Charles zaniemówił. To przecież Leo sam zwalniał wszystkie poprzednie nianie, twierdząc, że źle go traktowały, gdy zostawali sami. – Mój drogi Leo, zaufaj mi, zwolnię go jako pierwszy, jeśli będzie cię źle traktował. Ale twój ojciec chce, żebyś miał dobrą opiekę. Nie chcesz sprawić tatusiowi radości? – kamerdyner próbował przekonać chłopca. Leo zamilkł, w duchu rozważając słowa kamerdynera. Chciał sprawić ojcu radość, chciał go zadowolić, bo ten i tak zawsze miał zły humor. Podjął decyzję. – Dobrze! Zostanie, dopóki tatuś nie wróci! – oznajmił Leo, po czym pobiegł na górę i zniknął w korytarzu. Przez cały ten czas Liam stał w miejscu, przysłuchując się ich dyskusji. Dziękował Bogu, że uparty, mały szefik w ogóle go zaakceptował. – Ty, chodź – rzucił kamerdyner Charles i wszedł do jadalni. Położył na stole laptop marki Apple i po zebraniu od Liama niezbędnych danych z powodzeniem dodał go jako użytkownika inteligentnego domu. – Od teraz możesz prosić Siri o pomoc we wszystkim w domu. Za mną – powiedział kamerdyner. Liam zaczął sobie myśleć, że chodzenie krok w krok za kamerdynerem to chyba jego prawdziwa praca. Robił to, odkąd tylko przekroczył bramę. Podążył za nim po schodach, którymi wcześniej pobiegł Leo. – To twój pokój, tuż obok sypialni Leo, żebyś miał do niego łatwy dostęp – poinstruował Charles. – Spróbuj – zachęcił. – Słucham? – zapytał zdezorientowany Liam. – Spróbuj poprosić Siri o otwarcie drzwi – wyjaśnił kamerdyner. – Ach, okej. Siri, otwórz moje drzwi – powiedział Liam, z przyzwyczajenia pocierając kciukiem ekran swojego telefonu. – Dobrze, Liamie. Otwieram twoje drzwi. – I tak po prostu drzwi stanęły otworem. Liam był pod wrażeniem. Żałował, że nie ma tu jego rodziców i babci – pewnie żartowaliby, że rozbił bank i w ogóle. – Jesteś zatrudniony, młody człowieku. Powodzenia, czuj się jak u siebie w domu, ale najwyższe piętro to strefa zakazana. Zrozumiano? – podkreślił kamerdyner Charles. – Tak jest. Dziękuję – odpowiedział Liam. Nie musieli się martwić. Jego jedynym celem w tej rezydencji była ta mała, wybuchowa kuleczka. Próba poskromienia go zapowiadała się na niezłą zabawę. Wnętrze okazało się najwygodniej wyglądającym pokojem, jaki kiedykolwiek widział. Choć łóżko nie miało królewskich rozmiarów, wciąż było wystarczająco duże, by pomieścić dwie osoby. Szara pościel zdawała się wręcz kusić jego słabe i wycieńczone ciało. Szafa była ogromna, podobnie jak telewizor. Zaczął się zastanawiać, czy oni naprawdę potrzebowali niani, czy po prostu chcieli zapłacić komuś, by przyszedł i zakosztował luksusów tej posiadłości. To był najbardziej luksusowy dom, jaki w życiu widział. Jego rodzina nie była biedna, mieli przeciętne mieszkanie z trzema sypialniami, a czasem sypiał w jednym pokoju z babcią. Jego babcia; myśl o niej wyrwała go ze stanu rozmarzenia. Czas zabrać się do pracy. Właśnie gdy chciał się odwrócić i odejść od drzwi, usłyszał cichy dźwięk powiadomienia. Rozejrzał się i zauważył świecący tablet leżący na stoliku nocnym. Podszedł do niego i wziął go w dłonie. Na ekranie mrugało przypomnienie. Dotknął go i wyświetliła się wiadomość: "Pora na ciepłe mleko dla Leo". Odłożył tablet z powrotem na stolik i wyszedł z pokoju. Zszedł na dół i stanął w salonie. Musiał znaleźć kuchnię. – Hej, Siri, włącz światło w kuchni – powiedział, mając nadzieję, że Siri jeszcze nie śpi. – Dobrze, Liamie. Oświetlenie w kuchni włączone – odpowiedziała Siri. Liam poczuł się głupio, bo w sumie mógł się domyślić. Kuchnia znajdowała się tuż za jadalnią. Biały żyrandol sprawiał, że i tak elegancka kuchnia wyglądała niczym plan programu Gordona Ramsaya. Wyrafinowana w każdym calu. Odszedł lśniący, czarny blat kuchenny i wyciągnął kubek. Otworzył dwudrzwiową lodówkę, wyjął karton mleka i nalał trochę do kubka. Wstawił go do mikrofalówki, a gdy podgrzało się do odpowiedniej temperatury, wyjął je i poszedł na górę do pokoju Leo. – PUK! PUK! – zapukał Liam, ale nie było odzewu. – PUK! PUK! – zapukał ponownie, ale wciąż panowała cisza. Była 21:58; chłopiec musiał już zasnąć.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Gburowaty szef, słodka niania | Czytaj powieści online na beletrystyka