Liam siedział w swoim pokoju z ręcznikiem ciasno owiązanym wokół bioder.
Właśnie nakładał maści na swoje rany, gdy nagle rozległo się pukanie do drzwi.
Zmarszczył brwi na dźwięk nieznanego rytmu pukania. Był pewien, że to nie Dominic – on nigdy nie pukał, a Leo od razu wykrzykiwałby jego imię zza drzwi; nie brzmiało to też jak starannie przemyślane pukanie kamerdynera Charlesa.
Westchnął i podszed
















