Gburowaty szef, słodka niania

Gburowaty szef, słodka niania

Autor: Aria Monroe

Rozdział 5
Autor: Aria Monroe
15 cze 2026
Liam siedział na ławce w poczekalni. Czekał na swoją kolej, by wejść do gabinetu lekarza. Cicho stukał stopą o podłogę, zaczynając tracić cierpliwość; czekał już od godziny, ale żadna pielęgniarka nie przyszła, by go zawołać – jedynie mijały go, zapraszając innych pacjentów do gabinetu. Zapłacił już rachunki medyczne babci, co miało pokryć koszty na kolejne dwa miesiące, ale czas nie działał na jego korzyść. Musiał znaleźć sobie inne zajęcie, które przyniosłoby mu pieniądze na następne miesiące leczenia. Musiał jedynie upewnić się u lekarza co do postępów w leczeniu babci i zaraz potem zniknie; zresztą i tak odmówiono mu widzeń na kolejne dwa tygodnie. Zatonął w myślach, zastanawiając się, jak znowu zdobyć szybką i pokaźną gotówkę. Zastanawiał się również, jak radzi sobie Leo. Czy wciąż był taki smutny? To wielka szkoda, że ten mały chłopiec ma za ojca istnego diabła. Nigdy więcej nie pozwoli sobie wplątać się w znajomość z nim. Nawet na muszce pistoletu. Minął tydzień, odkąd opuścił rezydencję. Pozostało mu jedynie westchnąć z nadzieją, że podczas jego nieobecności malec odnalazł chociaż odrobinę pocieszenia. – Pan Mercer? – zawołała pielęgniarka, trzymająca w dłoniach kartę pacjenta. – Tak, to ja. – Liam podniósł się z ławki, by pielęgniarka mogła go lepiej dostrzec. – Doktor przyjmie pana teraz – poinformowała kobieta, po czym odeszła. Wreszcie. Podszedł do drzwi gabinetu lekarskiego i zapukał. Usłyszał cichą odpowiedź, zapraszającą go do środka. – Dzień dobry, doktorze Harrison – przywitał się Liam, wchodząc. – Dzień dobry, Liam. Proszę usiąść – rzekł dr Harrison. – Jak się miewa moja babcia? – zapytał Liam wprost, nie owijając w bawełnę. Był wystarczająco dorosły, by udźwignąć prawdę o stanie zdrowia swojej babci; czy wieści były dobre, czy złe, chciał je usłyszeć. Dr Harrison zdjął okulary i z westchnieniem odłożył je na biurko. – Przez większość czasu stan pańskiej babci był stabilny, ale w ciągu ostatnich trzech tygodni zaczęliśmy zauważać atrofię mięśniową z powodu ich nieużywania – wyjaśnił spokojnie dr Harrison. – Co to oznacza? – zapytał Liam. – Oznacza to, że jej mięśnie zaczęły zanikać z powodu braku ćwiczeń, ruchu, niedożywienia i samej choroby. Z tego powodu zaczęła również tracić na wadze – odparł szczerze lekarz. – Jesteście w stanie ją wyleczyć, prawda? – zapytał z nadzieją Liam. – Nie ma powodów do zmartwień, to powszechne zjawisko u pacjentów na oddziale intensywnej terapii i w śpiączce. Rozpoczęliśmy nerwowo-mięśniową elektrostymulację, z czasem to powstrzyma atrofię – powiedział dr Harrison. – Obawiam się jednak, że to mocno uderzy w pańską kieszeń, może... – Wszystko w porządku, doktorze, poradzę sobie. Proszę tylko upewnić się, że ma zapewnioną najlepszą możliwą opiekę – przerwał mu Liam. – W porządku, Liamie. Wszystko będzie dobrze – powiedział dr Harrison, posyłając mu ciepły uśmiech. – Dobrze, doktorze. Dziękuję. – Powiedział Liam, wstając. – Do zobaczenia, Liamie – rzekł dr Harrison, tuż przed tym, jak chłopak wyszedł z gabinetu. Wychodząc ze szpitala, Liam rozmyślał nad słowami lekarza. Nie miał wykształcenia medycznego i nie zrozumiał wszystkiego do końca, ale obchodziło go tylko to, by babcia wyzdrowiała. Zrobiłby wszystko, co w ludzkiej mocy, żeby znowu mogła posłać mu ten swój ciepły i uroczy uśmiech. Ufał doktorowi Harrisonowi; wierzył, że ten młody, zdolny lekarz, a zarazem najlepszy specjalista w kraju, to odpowiednia osoba, i że jego babcia jest w dobrych rękach. Liam jechał motocyklem przez wiecznie zatłoczone ulice Nowego Jorku, aż dotarł do pustej i niebezpiecznie wyglądającej okolicy. Inne pojazdy szybko omijały to miejsce, lecz on wjechał głębiej. – No wreszcie, stary. Victor już prawie umarł ze złości, że traci kasę – Zane czekał już na niego przed budynkiem. – "Furia", co? – zapytał Liam, wskazując na nowy szyld wiszący na szczycie budynku, gdy zsiadał z motocykla. – Uwierz mi, wolisz nie wiedzieć dlaczego – Zane pokręcił głową z chichotem. Liam wzruszył ramionami i poszedł za Zane'em do środka. Skoro Victor zdecydował się nadać nazwę podziemnemu ringowi bokserskiemu, to najwyraźniej musiał dostać na to pozwolenie od właściciela. Liam zawsze zastanawiał się, kto był w stanie tak jawnie prowadzić taki interes bez obawy przed zdemaskowaniem przez urzędników. A teraz jeszcze ten ktoś nadał mu nazwę, i to tak zuchwałą: Furia. – Ach! Liam, mój chłopcze! Dzięki Bogu, że wróciłeś! – Victor wstał z krzesła i mocno go uściskał. Liam lekko poklepał mężczyznę po plecach i delikatnie się od niego odsunął. Nie był przyzwyczajony do takich poufałości ze strony tego chciwego faceta; czuł się dziwnie. Wszyscy znali Victora z jego chciwości i Liam doskonale zdawał sobie sprawę, że ten entuzjazm nie wynikał z troski o niego, lecz o pieniądze, które dzięki niemu zarobi. – Dzięki – powiedział Liam. – Dobra, chłopaki, każdemu z was przydzielono jednego z nowych, wybierzcie sobie ulubieńca i nauczcie go podstaw, a potem przygotujcie się do waszych dzisiejszych walk. Julian zaraz tu będzie – zarządził Victor, machając ręką na znak odprawy. – O co mu chodzi? – zapytał Liam. – O kasę, oczywiście, a o co innego? – Zane wzruszył ramionami. – Nie, stary, nie o staruszka, miałem na myśli tego Juliana, o którym wspomniał. Kto to w ogóle jest? – sprecyzował Liam. Zane myślał, że Liam pytał o Victora, więc musiał mu to lepiej wytłumaczyć. – A, ha-ha! Myślałem, że mówisz o tamtym – Zane kciukiem wskazał za siebie. – Nie, stary – Liam pokręcił głową. – Ten Julian... sam nie wiem. Jedni mówią, że jest właścicielem tego miejsca, inni, że chce kupić sobie zawodnika, a jeszcze inni, że pracuje dla właściciela, na przykład pomagając mu szukać szpiegów – wyjaśniał Zane, wchodząc do szatni, by przebrać się w strój bokserski. – Ugh. – Liam ukrył twarz w dłoniach. Otrzymana odpowiedź jeszcze bardziej namieszała mu w głowie. – A ty jak myślisz, kim on jest? – zapytał Liam. – Nie wiem, stary, i guzik mnie to obchodzi. Sam zdecyduj, w którą wersję wolisz wierzyć. Twój wybór – Zane poklepał Liama po ramieniu, podszedł do swojej szafki i ją otworzył. Liam otworzył swoją szafkę i wyjął z niej czarne rękawice, ochraniacz na zęby oraz czerwone spodenki, w których zazwyczaj walczył. – Widzimy się na ringu – powiedział Liam do Zane'a, który wciąż siedział na ławce, wiążąc buty. Liam zauważył Chloe stojącą między dwoma facetami, którzy wyglądali niemal identycznie, tyle że jeden wydawał się wyższy, a drugi nosił okulary. – O mój Boże! Liam! – Chloe rzuciła się w ramiona Liama. Liam objął ją, lekko unosząc ją nad ziemię. – Witaj z powrotem – powiedziała. – Dzięki, Chloe. A kto to taki? – zapytał, wskazując na podobnych do siebie facetów za nią. – O, hej! Chodźcie tu! Przedstawcie się – Chloe przywołała ich ruchem dłoni. – Cześć, jestem Thomas, a to mój brat bliźniak, Jeremiah. Jesteśmy tu nowi, Victor powiedział, że zostaniemy dziś przeszkoleni – przedstawił się jeden z chłopaków. Ten, który się odezwał, był nieco niższy, co było ledwo zauważalne. Bracia wyglądali na dwudziestoparolatków; obaj mieli ciemne włosy, piwne oczy, wąskie usta i zarysowane szczęki. Byli całkiem przystojni. – Cześć – powiedział cicho Jeremiah. – Cześć, Tom i Jerry, jestem Liam – odpowiedział Liam. – Tom i Jerry! Pff! W punkt, stary! – Chloe zgięła się wpół, śmiejąc się do łez; chwyciła Liama za ramię, by nie upaść, i nie przestawała chichotać. – Jestem Jeremiah, nie Jerry – poprawił ją Jeremiah z kamienną twarzą. – OK. Więc który z was idzie ze mną? – zapytał Liam, poprawiając rękawice bokserskie i całkowicie ignorując nieprzyjemne nastawienie Jeremiaha. Chloe pociągnęła nosem. Wycierała łzy, które poleciały jej z oczu od zbyt mocnego śmiechu. Dostrzegła wyraz twarzy Jeremiaha i postanowiła na razie odpuścić sobie żarty. – O co tu chodzi, Thomas, Jeremiah? – zapytał Zane, podchodząc do grupy. – Wyluzuj, stary – szepnął Thomas do brata na widok zbliżającego się Zane'a. – O nic! Chyba pójdę z Zane'em. Miłej zabawy! – odpowiedział Thomas bratu, po czym odciągnął Zane'a na bok. – W takim razie widzimy się później, mistrzu – Chloe pocałowała Liama w policzek i odeszła. Jeremiah i Liam stali przez kilka sekund w milczeniu, po czym Liam odwrócił się i wszedł na ring. Nie miał czasu na pogaduszki. Cieszył się, że Thomas wybrał trening z Zane'em, bo nie wiedział, czy nadążyłby za jego wesołkowatym usposobieniem; ten drugi chociaż był cichy, więc obejdzie się bez zbędnego gadania. Jeremiah westchnął i poszedł w ślady Liama na ring. – Więc, my będziemy... Załóż rękawice, Jerry – rzucił Liam, widząc, jak Jeremiah niedbale opiera się o liny. – Nazywam się Jeremiah – poprawił go chłopak, marszcząc brwi. – Posłuchaj, ja tu tylko wykonuję rozkazy, więc jeśli nie masz ochoty na sprawdzenie się, to idź do domu, Jerry – powiedział Liam. Następnie przeszedł pod linami i ruszył prosto do swojego worka treningowego, by przygotować się do wieczornego starcia.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Gburowaty szef, słodka niania | Czytaj powieści online na beletrystyka