Chciał wyładować swój gniew na czymś innym, zanim ostatecznie wyładuje go na Jerrym... na twarzy Jeremiaha.
Stan babci już i tak ciążył mu na sercu, a poza tym miał na głowie wiele innych problemów; nie chciał dorzucać do nich bogatego, rozpieszczonego bachora.
"Hej" – zawołał ktoś z tyłu, przerywając serię ciosów i kopnięć Liama.
Odwrócił się i zobaczył Jeremiaha stojącego z butelką wody w dłoniach.
"Czego chcesz?" – zapytał Liam, unosząc brew.
"Dobra, możesz mi mówić Jerry" – powiedział Jeremiah z ironicznym uśmieszkiem.
"Słucham?" Liam posłał mu spojrzenie mówiące "Oszalałeś?", prychnął i wrócił do okładania worka treningowego.
Był pewien, że Jeremiah musiał zostać nasłany przez jego wroga, aby go irytować i frustrować. Odmówił grania w ich otwarte karty; zamierzał go ignorować, a gdy tamtemu znudzi się stanie, w końcu sobie pójdzie.
Czy on naprawdę myśli, że obchodziło go, jakkolwiek miał na imię?
"Okej, w porządku, przepraszam za to, że byłem taki sztywny" – powiedział Jeremiah.
Zauważył jednak, że Liam nie przestał wściekle uderzać w worek, celowo go ignorując.
"Hej!" Złapał Liama za ramię, gdy ten cofnął się, by wyprowadzić cios.
"Co jest, kurwa, stary?!" Liam wściekle odepchnął Jeremiaha.
"Hej, uspokój się". Jeremiah podniósł ręce w geście poddania. "Chciałem ci tylko dać trochę wody i przeprosić, tak na poważnie..." – powiedział i wyciągnął wodę w stronę Liama.
Liam spojrzał na niego podejrzliwie i niechętnie wziął od niego butelkę.
Lepiej było zburzyć mur, który ich dzielił. Praca szła wtedy znacznie gładziej.
"Byłem... byłem zazdrosny" – wypalił Jeremiah ni stąd, ni zowąd.
"Słucham?" Liam zdał sobie sprawę, że to już drugi raz, kiedy odpowiada Jeremiah w ten sposób. Miał on tendencję do mówienia dość niejasno.
Co miał na myśli, mówiąc, że był zazdrosny?
"Eee, byłem... Skończyłeś już?" – zapytał Jeremiah, widząc, że Liam kieruje się do szatni.
Pośpiesznie ruszył za nim; musiał oczyścić atmosferę między nimi.
"Dlaczego za mną chodzisz, Jerry?" – zapytał Liam, wyciągając swoją odżywkę białkową i termos z wodą.
"Przepraszam za moje zachowanie, Trenerze..." – powiedział Jeremiah, siadając obok Liama na ławce.
"Trenerze? Co z tobą nie tak, kolesiu?" Liam pokręcił głową ze zrezygnowaniem.
"Tak, jak powiedziałem wcześniej, byłem o ciebie zazdrosny" – wyznał Jeremiah, drapiąc się w tył głowy.
"Co... Dlaczego?" – zapytał Liam z niedowierzaniem.
Nie uważał, by w jego życiu było cokolwiek godnego pozazdroszczenia; był załamanym wrakiem człowieka, z gigantycznymi rachunkami drenującymi jego kieszenie i popieprzonym życiem.
"Eee, jestem starszy" – Jeremiah wzruszył ramionami.
"Niech to szlag! Możesz po prostu przejść do rzeczy?!" – zapytał zdesperowany Liam.
"Wybacz, stary" – zaśmiał się Jeremiah.
"Nie lubię podlegać komuś młodszemu, nie jestem nowicjuszem w boksie i dołączyłem tutaj, ponieważ to miejsce jest dość znane w podziemiu, a płaca jest przyzwoita. Poza tym zamierzałem rzucić wyzwanie najlepszemu zawodnikowi, którym, jak się dowiedziałem, jesteś... cóż... ty" – powiedział Jeremiah, mierząc Liama wzrokiem od stóp do głów.
"Ale zamiast zrobić z nas partnerów albo przeciwników, biorąc pod uwagę moje doświadczenie, Victor przydzielił mnie pod twoje skrzydła, lekceważąc wszystkie moje wysiłki. Kiedy dowiedziałem się, że jesteś młodszy, byłem zły i zazdrosny" – westchnął Jeremiah.
Liam nie mógł powstrzymać cichego śmiechu po przemowie Jeremiaha.
"Poważnie, stary? W takim razie co cię skłoniło do zmiany zdania?" – zapytał Liam, wpatrując się w Jeremiaha z niedowierzaniem.
Nie mógł uwierzyć, że dorosły człowiek może być tak dziecinny i małostkowy, a jednocześnie twierdzić, że jest tym starszym.
Jego życie i tak było już wystarczająco ciężkie, a potem zjawia się Jeremy i postanawia je urozmaicić; nie potrzebował w tym momencie takich irracjonalnych dramatów.
"Zrozumiałem, że zachowuję się irracjonalnie, dlatego tu jestem, żeby przeprosić... Kumple?" Jeremiah uniósł dłoń na wysokość twarzy, czekając, aż Liam przybije mu piątkę.
"Ta, kumple" – zaśmiał się Liam, przybijając piątkę z Jeremiahem.
"Ha! Wiedziałem, że wy dwaj zostaniecie kumplami!" Thomas podszedł i oklapł między nimi, zarzucając im ramiona na barki.
"Zdrowie za przyjaźń naszego trio!" – ogłosił głośno.
"Ał! Hej!" – krzyknął z podłogi Thomas, masując kość ogonową i spoglądając oskarżycielsko na brata za to, że go zepchnął.
Liam pokręcił głową na widok bliźniaka.
Może... może wcale nie byli takimi złymi kandydatami na przyjaciół.
Liam właśnie odebrał wypłatę za ten wieczór i wychodził z biura Victora, kiedy zobaczył bliźniaków czekających na niego przy wyjściu.
"Hej, zbierasz się już?" – zapytał Jeremiah.
Thomas podszedł do Liama i objął go ramieniem.
"Ta, wy jeszcze nie?" – zapytał ich Liam.
"Cóż, myśleliśmy o tym, żeby..."
"Chodź z nami dzisiaj na drinka" – wtrącił Thomas, przerywając bratu.
Jeremiah przewrócił oczami; był pewien, że Liam odmówi. Thomasowi zawsze brakowało wyczucia.
"Ech, nie dzisiaj, chłopaki, mam coś do zrobienia" – powiedział Liam bliźniakom, gdy wychodzili z budynku.
"Jutro?" – zapytał Thomas, nie dając za wygraną.
"Ta, jasne" – odparł Liam, wsiadając na swój motocykl.
"Dobra, stary, dobrej nocy" – rzucił Jeremiah, po czym pomachał Liamowi i pociągnął upartego brata w stronę ich samochodu.
Liam patrzył, jak wsiadają do eleganckiego samochodu z przyciemnianymi szybami i zastanawiał się, dlaczego chcieli tu pracować; wyglądali na dzianych.
"Cześć, Mistrzu" – odezwała się Chloe, podchodząc do niego.
"Chloe, potrzebujesz podwózki do domu?" – zapytał z uśmiechem.
"Kusząca propozycja." Chloe zbliżyła się do niego i uniosła dłoń do jego twarzy, ledwie muskając palcami linię jego szczęki.
"Tylko mnie odwieziesz... Albo..." Zmysłowo przygryzła wargi, zbliżając swoją twarz do jego.
TUTAJ
Liam tylko się do niej uśmiechał. Wiedział, że Chloe była w nim zadurzona, i też nie była niczego sobie, ale po prostu dziwiło go, jak bardzo zuchwała potrafiła czasem być.
"Umm..." Liam udał, że zastanawia się nad odpowiedzią.
"Myślę, że... po prostu cię odwiozę" – uśmiechnął się do niej zadziornie.
"Ugh! Psujesz całą zabawę!" Chloe cofnęła się od niego z grymasem.
"No dalej, księżniczko, odstawmy cię do twojego zamku. Wiesz, że Zane już zmył się z tamtą laską" – powiedział i przegazował silnik, udając, że odjeżdża bez niej.
"Hej, stary, zaczekaj na mnie! Jesteś taki podły" – rzuciła Chloe, doganiając go i wskakując za nim na siedzenie, po czym oplotła ręce wokół jego talii.
"Trzymaj się mocno, księżniczko Chloe" – powiedział i wyjechał na drogę.
Po jakimś czasie zatrzymał się przed apartamentowcem.
"Dzięki za podwózkę, a co do Zane'a, poszedł dziś z jakimś facetem" – Chloe wzruszyła ramionami.
"Ach, nie jestem zaskoczony" – Liam pokręcił głową.
"Dobrej nocy, Mistrzu! Do zobaczenia jutro" – Chloe pomachała, a Liam odjechał spod jej domu.
Liam był zaledwie kilka przecznic od swojego domu, kiedy zauważył, że czarny samochód z przyciemnianymi szybami i bardzo jasnymi reflektorami szybko jedzie za nim.
Początkowo pomyślał, że to jakiś przypadkowy samochód, któremu spieszy się z wyprzedzaniem, więc zwolnił i zjechał ze środka drogi.
Zauważył jednak, że samochód również zwolnił, wciąż podążając za nim w tym samym tempie. Wtedy zrozumiał, że jest śledzony.
"Niech to szlag" – mruknął i przyspieszył.
Przemknął obok swojego domu; nie ryzykował zatrzymania się tam, by ktokolwiek to był, nie dowiedział się, gdzie mieszka.
Cały czas jechał szybko, próbując zgubić samochód, ale ten wciąż się do niego zbliżał.
Był pewien, że zna ulice lepiej od nich, więc prowadził ich coraz głębiej w rejony z dziurawymi drogami. Dotarł do wąskiego zaułka i natychmiast w niego wjechał.
Był przekonany, że samochód nigdy nie zmieści się w tej maleńkiej uliczce. Ale ku jego przerażeniu, zza samochodu wyłoniły się dwa ścigacze i ruszyły jego śladem.
"Kurwa mać!" – zaklął i zwiększył prędkość, którą wcześniej zredukował, bo myślał, że udało mu się ich zgubić.
Cały czas skręcał z jednego rogu w drugi, omijając kosze na śmieci i biorąc ostre zakręty.
Zaryzykował spojrzenie za siebie i zobaczył dwóch ubranych na czarno mężczyzn w czarnych kaskach na motocyklach. Nie mógł przestać się zastanawiać, kim oni są.
Nie naraził się nikomu z wyższych sfer ani mafii, więc był całkowicie zdezorientowany ich tożsamością.
Liam zatonął w myślach i nie zauważył kolejnego motocykla, który wyłonił się zza rogu i pędził prosto na niego.
"Szlag!" – krzyknął w ostatniej chwili, gdy jego maszyna miała zderzyć się z nadjeżdżającą, po czym zręcznie zeskoczył ze swojego motocykla, robiąc salto do tyłu.
Przetoczył się kilka razy po betonowej powierzchni, zanim szybko wstał, a wtedy otoczyło go już trzech ubranych na czarno mężczyzn.
"Pójdziesz z nami" – powiedział ten w środku; był z nich najwyższy.
"To chyba oczywiste, że tego nie chcę" – odparł Liam i wymierzył kopnięcie z wyskoku prosto w klatkę piersiową tego, który przed chwilą przemówił, odrzucając go daleko na ziemię.
Rzucili się na niego z brutalnymi ciosami i kopnięciami, ale on zręcznie unikał większości ich ataków, uchylając się i robiąc uniki.
Precyzyjnie wymierzał swoje ciosy i udało mu się nawet jednego znokautować.
"Argh!" Liam krzyknął i upadł na podłogę.
















