Ashlynn
Siedziałam z mamą na werandzie domu Cody'ego. Kołysałyśmy się na huśtawce, obserwując zachód słońca. Było chłodno, połowa października. Od tygodni pracowałam bez przerwy. Mieliśmy kilka klaczy, które nie zaźrebiły się pomyślnie, a ponieważ Dawson był wyłączony z pracy przez jakiś czas, to głównie ja i technicy weterynarii staraliśmy się ogarnąć wszystko z rozrodem. Niektórzy pomocnicy poma
















