logo

beletrystyka

Księżyc Godowy

Księżyc Godowy

Autor: Winston.W

Rozdział siódmy
Autor: Winston.W
20 sty 2026
Ashlynn Siedziałam przy biurku, przeglądając fakturę za zakupione zaopatrzenie. Próbowałam się czymś zająć, w przeciwnym razie ja też bym padła. Słyszę puk-puk-puk w drzwi kliniki. Podnoszę wzrok i widzę Dawsona stojącego na zewnątrz. Widzi mnie przez małe okienko i unosi kubek. Z westchnieniem wstaję i podchodzę do drzwi. Naprawdę przydałaby mi się kawa. I pewnie jedzenie, ale to musi poczekać. Mam batonik granola, jeśli naprawdę zgłodnieję. Uchyliłam drzwi. – Hej – powiedziałam. – Co tam? Dawson wyciąga kubek z kawą. – Widziałem, że siedzisz tu po nocach, pomyślałem, że może masz ochotę na kawę. – Spogląda za mnie, a potem w dół na moją twarz z łagodnym uśmiechem. – Co porabiasz? Chcesz pomocy, a może towarzystwa? Nie chciałam wyglądać, jakbym robiła coś podejrzanego, więc otworzyłam drzwi szerzej i pozwoliłam mu wejść. Wskazałam na krzesła pod ścianą. – Usiądź. Nie potrzebuję pomocy, ale dzięki za kawę. – Podeszłam i usiadłam obok niego na drugim krześle. – Hmm – patrzy na mnie z zaciekawionym wyrazem twarzy. – Zechcesz mi powiedzieć, dlaczego wciąż tu pracujesz, w tych samych ciuchach, które miałaś na sobie przez cały dzień? Nie masz rano spotkania z Codym? – Upił łyk kawy i spojrzał na mnie znad krawędzi kubka. Poruszyłam się trochę na krześle. – Och, yyy, miałam coś do załatwienia. – Nie mogło poczekać do jutra? – Sięgnął i założył mi za ucho luźne pasma włosów, które dawno temu wypadły z mojego warkocza. To było ujmujące. Nie odsunęłam się. – Nie do końca. Sprawa była pilna. – Nie mogłam nawet spojrzeć mu w oczy. – Interesujące – mówi. Potem po prostu zmienia pozycję na krześle. – Głodna jesteś? Mogę ci zrobić kanapkę czy coś. – Nie – mój zdradziecki żołądek wydał mnie i postanowił zaburczeć wystarczająco głośno, by to usłyszał. Dawson zachichotał. – Wygląda na to, że twój żołądek ma inne zdanie. Wrócę za parę minut, nigdzie się nie ruszaj. – Odstawia kubek na boczny stolik i wychodzi. Wykorzystuję tę okazję, by sprawdzić co u Mamy; wciąż śpi głęboko. Wydaje z siebie cichy skowyt od czasu do czasu, ale to wszystko. Sprawdzam oddech – wciąż równy i głęboki. Wracam na przód, by czekać na moją kanapkę. Kilka minut później Dawson wkroczył z powrotem. Miał w ręku talerz z bardzo dużą kanapką z pieczenią wołową i serem cheddar. – Mam nadzieję, że lubisz pieczeń, tylko to miałem. – Jest z sosem worcestershire? – zapytałam. – Tak, nie lubisz? – zapytał, teraz wyglądając na zmartwionego. – Skąd, uwielbiam. Żaden szanujący się człowiek nie je pieczeni bez niego. – Wyciągnęłam rękę po talerz z wielkim uśmiechem na twarzy. – Dzięki, nie jadłam od śniadania. Dawson rozsiada się z powrotem na krześle, wyciągając swoje długie nogi; dżinsy opinają każdy mięsień jego potężnych ud. Nic nie buduje takich mięśni jak jazda konna. Zorientowałam się, że się gapię, i szybko wróciłam do kanapki, mając nadzieję, że nie zauważył. Mija kilka minut, siedzimy w ciszy. Słychać tylko, jak pochłaniam kanapkę niczym głodny wilk, którym jestem. Po ostatnim kęsie cmokam z satysfakcją i posyłam mu mój najlepszy uśmiech. – To była chyba najlepsza kanapka, jaką jadłam przez cały dzień. – To wywołało spory śmiech, zważywszy, że oboje wiedzieliśmy, iż była to jedyna kanapka, jaką jadłam tego dnia. Dawson pochyla się do przodu, opierając łokcie na udach. – A tak poważnie, Ashlynn, czemu nie śpisz tak późno? Znam Alfę i nie kazałby nikomu pracować o tej porze, chyba że w nagłym wypadku. – Och, yyy, po prostu musiałam coś załatwić. Miałam zamiar przespać się tutaj na leżance na zapleczu. Powiedziałam Garrettowi, że wezmę dyżur w nocy. – Nikt nie musiał spać w klinice, ale miałam nadzieję, że Dawson zapomni o tym szczególe. – Jasne – mówi tonem, który mówi mi, że wie, że kłamię. Wstaje gwałtownie, zbyt szybko, bym mogła go powstrzymać. Idzie prosto do drzwi na zaplecze. Jestem tak blisko niego, że gdy nagle się zatrzymuje, moja klatka piersiowa uderza w jego plecy. Cofam się nieco, a on sięga ręką do tyłu i łapie mnie, by mnie ustabilizować. – Kto to jest? Ash, masz tu śpiącego wilkołaka... po jaką cholerę? – odwraca się do mnie, teraz z poważnym wyrazem twarzy i cieniem niepokoju w oczach. Przestępuję z nogi na nogę. Nie wiem, dlaczego tak bardzo denerwowałam się, że ktoś poza moimi wujami się o tym dowie, ale po prostu czułam, że to jakoś niewłaściwe. – To moja Mama – szepczę. Teraz odwraca się do mnie całym ciałem. – Co? – Spogląda z powrotem na śpiącą wilczycę mojej Mamy, po czym wypycha mnie z powrotem za drzwi do części frontowej. – Dlaczego twoja Mama jest w wilczej postaci i śpi w klinice? Jest chora? Dzwoniłaś do lekarza watahy? – Lekarz watahy o tym wie – przyznałam. – Właściwie nie muszę tu zostawać, ale czuję się z tym lepiej. Nie chcę, żeby obudziła się do rana. – Posyłam mu błagalne spojrzenie, jakby mówiąc: nie zadawaj mi więcej pytań. Dawson kładzie dłoń na moim łokciu i prowadzi mnie z powrotem do krzeseł. Czuję ciepło jego dłoni, dreszcz przebiega mi po kręgosłupie. Musiałam rzeczywiście zadrżeć, bo patrzy na mnie i pyta, czy jest mi zimno. Tylko kręcę głową, że nie. Wilkołaki zazwyczaj nie marzną. – Ashlynn, może to nie moja sprawa, a może jednak. Jestem kierownikiem rancza i muszę wiedzieć, co się tutaj dzieje. Więc proszę cię, nie zmuszaj mnie, żebym poszedł obudzić Alfę. Proszę cię, żebyś powiedziała mi, co się dzieje, teraz. Nie wiem, dlaczego jesteś taka tajemnicza, ale jestem pewien, że ma to coś wspólnego z tymi sekretami, które ukrywasz. Więc pogadaj ze mną, proszę – jego oczy są błagalne, ale ton stanowczy. Biorę głęboki oddech. Wiedziałam, że w pewnym momencie to nastąpi, ktoś musiał się dowiedzieć o nas, o tym, co się stało. – Ja, yyy, podałam jej środki uspokajające. Musi zostać w tym stanie do rana. Jeśli nie, doświadczy potwornego bólu, a ona nie zasługuje na więcej bólu. – Prawie szepczę, gdy pojedyncza łza spływa mi po twarzy. Dawson sięga i ociera moją łzę, jego dłoń zatrzymuje się na moim policzku. – Dlaczego, Ash, dlaczego będzie cierpieć? – jego głos jest teraz łagodny. Siedzi, czekając cierpliwie, aż zbiorę myśli. Patrzę Dawsonowi prosto w oczy. – Ponieważ mój ojciec został dziś stracony. Wyraz twarzy Dawsona był niemal komiczny; słowo „zszokowany” to nawet za mało. – Słucham? – mówi z wyraźnym niedowierzaniem w to, co właśnie powiedziałam. Nieco bardziej stanowczo powtórzyłam. – Mój ojciec został dziś stracony. Właściwie nawet nie nazwałabym go ojcem, może po prostu dawcą nasienia. Jest bezużyteczny, a moja Mama musiała się go pozbyć. Wiesz, jak to jest, gdy umiera twój partner, to straszne, prawda? Wujowie kazali mi ją uśpić, nawet lekarz watahy poinstruował mnie, jak podać jej sedację dla bydła. Dlatego jest w wilczej postaci. Musiałam to zrobić, gdy była wilkiem. – W tym momencie bredzę, a Dawson nic nie mówi ani nie próbuje mi przerwać. Tama pękła i nie mogę się powstrzymać, kolejne łzy toczą się po moich policzkach. – Był okropny, okropny... bił ją cały czas. Zdradzał ją z każdą zdzirą, która rozłożyła nogi. Z ludźmi też. Mama nigdy nie chciała, żeby ktokolwiek wiedział, wstydziła się. Ostatnią kroplą było to, gdy dźgnął mnie nożem, zgłosiłam go wujowi. Tak właśnie tu trafiłyśmy. – Ostatnie zdanie wyszło jako zduszony szloch, który próbowałam powstrzymać. Nawet nie wiedziałam, co się dzieje, kiedy Dawson chwycił mnie i wciągnął na swoje kolana, obejmując mnie ramionami. Zataczał koła na moich plecach i szeptał mi do ucha: – Ciii, już dobrze, Ash. Nie płacz. Tak mi przykro. Jego ramiona były przyjemne, owinięte wokół mnie. Nie czułam się nawet niezręcznie, siedząc mu na kolanach, z głową opartą na jego ramieniu, próbując odzyskać zmysły. Pociągnęłam nosem i odsunęłam się lekko. – Przepraszam. Po prostu wylałam to wszystko na ciebie. Naprawdę nie chciałam, żeby ludzie znali nasze sprawy. Moja Mama jest upokorzona. Obiecaj, że nic nie powiesz – moje oczy błagały go. – W porządku, Ash, nic nie powiem. Ale możesz ze mną rozmawiać, jeśli kiedykolwiek poczujesz, że musisz się wygadać. Obiecuję zamknąć wszystkie twoje sekrety i wyrzucić klucz. – Wykonuje ruch, jakby zamykał usta na kłódkę i wyrzucał klucz. To sprawia, że śmieję się odrobinę, klepiąc go lekko w ramię. Chcę zejść z jego kolan, ale on przytula mnie mocniej, jego żywe zielone oczy wpatrują się we mnie. – Nie rób tego – szepcze, a potem przyciąga moją głowę z powrotem do swojego ramienia. Siedzimy tak, nie wiem jak długo. Wyczerpanie musiało mnie dopaść, bo zasnęłam w jego ramionach, siedząc na krześle biurowym. Dawson zmienia pozycję na krześle. Powoli otwieram oczy, zapominając przez sekundę, gdzie jestem. Zerkam na zegar. Jest czwarta rano. Patrzę na twarz Dawsona, jego ramiona wciąż mocno mnie obejmują, posyła mi uśmiech. – Podobała ci się drzemka? – pyta z uśmieszkiem. Zgramoliłam się z jego kolan. – Tak mi przykro. Musiałam być naprawdę zmęczona. Powinieneś iść, musisz pracować za parę godzin. Wstaje i robi krok w moją stronę. – Ty też, Ashlynn. – Robi kolejny krok w moją stronę. Czuję, jak moja twarz płonie i nagle się denerwuję, czując motyle w brzuchu. Dawson wyciąga rękę, chwyta moją dłoń i przyciąga mnie mocno do siebie. Przykłada dłoń do mojego policzka i zanim się orientuję, jego usta są na moich.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział siódmy – Księżyc Godowy | Czytaj powieści online na beletrystyka