Ashlynn
Wuj Gabe zaprowadził mnie do kliniki, która znajdowała się na tyłach stajni. Była ogromna i, jak mówił, wszystko było w niej najnowocześniejsze. Klinika była nieskazitelnie czysta. Gdy weszliśmy, za ladą stał jeden młody chłopak. Wyglądał na jakieś dwadzieścia lat.
– Cześć Mike, to jest Ashlynn Cane. Jest naszą nową weterynarz. Ash, to jest Mike, jeden z twoich techników. – Przywitaliśmy się, a potem oprowadzono mnie po obiekcie. Myślę, że wciąż byłam w szoku. Tyle się działo i tak szybko. To było ekscytujące i cholernie przerażające jednocześnie.
Kiedy zaprowadził mnie do mojego „loftu” nad stajnią, musiałam się roześmiać. To nie był typ loftu, jakie widywałam. To było w rzeczywistości mieszkanie z dwiema sypialniami. Miało dużą kuchnię z wyspą pośrodku, sprzętem ze stali nierdzewnej i granitowymi blatami. Było ładniejsze niż nasz dom w Kalifornii. Miało piękne meble i niesamowity widok. Wielkie panoramiczne okno w salonie wychodziło na arenę i górskie tło, które wznosiło się za nami. Wuj spojrzał na mnie z uśmieszkiem na twarzy.
– Ufam, że to wystarczy?
– I to jak! To jest przepiękne, wujku Gabe. Jestem w szoku. Dziękuję za wszystko. – Rzuciłam się na niego i mocno go przytuliłam. Właściwie nie byłam typem przytulasa, ale on sprawił, że poczułam się ważna i zaopiekowana. Wiedziałam już, dlaczego mama tak entuzjastycznie rzuciła mu się w ramiona, gdy przyjechałyśmy. Naprawdę był świetnym facetem.
Wuj zachichotał. To był głęboki, ciepły dźwięk. Pokochałam go.
– Dobra Ash, przejdźmy się po terenie. Przedstawię cię niektórym ważniejszym osobom. Będziesz sporo współpracować z moim zarządcą rancza. Jest też moim głównym trenerem koni. Musisz poznać mojego kierownika do spraw inwentarza. Zajmuje się bydłem. Mam też kierownika baraku sypialnego, nie żebyś miała tam bywać – posłał mi spojrzenie mówiące „wstęp wzbroniony”, a ja się zaśmiałam. – Będziesz musiała wiedzieć, gdzie znaleźć kowbojów i kowbojki, gdybyś potrzebowała czegoś przy koniach.
– Kowbojki? – zapytałam. Byłam naprawdę podekscytowana, że poznam dziewczyny, które mogą mieć te same zainteresowania co ja, a kowbojka brzmiała jak idealny typ.
– Tak, mamy tu trzy w zespole. Ciężko pracujące damy. Wszystkie trzy dorastały tutaj, więc znają tę ziemię jak własną kieszeń. To byłby dobry sposób, żeby zacząć poznawać okolice góry – powłóczyć się z dziewczynami. Są w zbliżonym do ciebie wieku. – Właśnie wyszliśmy przez łącznik. Cisza, którą widziałam z przodu, była tylko iluzją, bo tutaj wcale nie było cicho. Wszędzie coś się działo. Jakaś kowbojka galopowała na koniu po arenie; wierzgnął kilka razy, ale utrzymała się. Najwyraźniej był dopiero co zajeżdżony, a ona z nim pracowała.
Kilka zagród za areną zobaczyłam czterech kowbojów łapiących cielaki na lasso i powalających je na ziemię do znakowania. Przy innej stajni, po lewej stronie, stało dwóch kowbojów i rozmawiało przy uwiązie. Byli pogrążeni w dyskusji, mówiąc o jałówce, która miała rodzić, gdy podeszliśmy do nich od tyłu. Natychmiast rozpoznałam ten tyłek w tych konkretnych wranglerach. Wyraźnie zesztywniał, gdy się zbliżyliśmy, odwracając się w naszą stronę.
– Alfo – powiedział, dotykając ronda swojego czarnego stetsona. Drugi facet zrobił to samo, po czym przeniósł wzrok na mnie i z powrotem na Alfę.
– Dzień dobry, panowie. Chciałbym przedstawić naszą nową weterynarz, Ashlynn Cane. Jest też moją siostrzenicą, więc nie dawajcie jej zbytnio w kość, chłopcy. – Uśmiechnął się do nich, zarzucając swoje wielkie ramię na moje barki.
– Ashlynn, to jest Dawson, mój zarządca rancza. – Wskazał na najgorętszego faceta, jakiego kiedykolwiek widziałam. Jestem pewna, że moja twarz przybrała pięćdziesiąt odcieni czerwieni. – A to jest mój kierownik do spraw inwentarza, Cody. – Wskazał na drugiego faceta.
Obaj gapili się na mnie przez sekundę, po czym Cody pierwszy wystąpił naprzód z wyciągniętą ręką.
– Witaj Ashlynn. Będziemy dużo razem pracować w sezonie rozrodczym i podczas wycieleń. – Uścisnęłam jego dłoń mocno i pewnie.
– Miło cię poznać, Cody. Nie mogę się doczekać – uśmiechnęłam się.
Dawson posłał Cody'emu wrogie spojrzenie, podchodząc bliżej mnie.
– Dziwne, jak znowu się spotykamy, co? Miło cię oficjalnie poznać, Ashlynn – powiedział z drwiącym uśmieszkiem. Jego oczy zdawały się zaglądać prosto w moją duszę. Trzymał moją dłoń odrobinę dłużej niż to konieczne, po czym ją puścił.
– Spotkaliście się już wcześniej? – zapytał wuj Gabe. – Kiedy?
Dawson spojrzał w górę na mojego wuja; wygląda na to, że wszyscy muszą na niego patrzeć w górę. Dawson też nie był niski, gdybym miała zgadywać, dałabym mu sześć stóp i trzy cale.
– Tak, proszę pana. Widziałem ją na stacji benzynowej w Idaho Falls, w dniu, w którym wracałem od rodziny. Rozmawialiśmy krótko. – To było jedyne wyjaśnienie, jakiego udzielił, po czym dotknął ronda kapelusza w moim kierunku i zaczął odchodzić. – Do zobaczenia, muszę wracać do pracy. – Odszedł, kierując się w stronę jednej ze stajni.
– Cóż, Ash, chyba czas wypuścić twoje konie, nie sądzisz? – Wuj poprowadził mnie z powrotem w stronę frontu głównej stajni. Wydawało się, że nawet nie zauważył dziwnego napięcia między mną a Dawsonem. Hę, więc tak miał na imię. Pasowało. Wysoki, ciemnowłosy nieznajomy z uwodzicielskimi zielonymi oczami. Kto by pomyślał, że znowu na siebie wpadniemy.
Dawson
Musiałem uciec od niej tak szybko, jak to możliwe. Z bliska była jeszcze piękniejsza. I pachniała niesamowicie. Nie mogłem powstrzymać irytacji, gdy Cody pierwszy wziął ją za rękę; z jakiegoś powodu mi się to nie podobało. Musiałem powtarzać sobie w głowie: siostrzenica Alfy. W chwili, gdy moja dłoń dotknęła jej dłoni, poczułem ciepło rozchodzące się po moim ciele. Kiedy zdałem sobie sprawę, że nie puściłem jej ręki tak szybko, jak powinienem, przyznaję, zdenerwowałem się, że Alfa to zauważy.
I tak miałem robotę. Właśnie dostaliśmy ogiera, który wymagał uspokojenia. Obróciłem się na pięcie, czując niekomfortową twardość w dżinsach. Musiałem się od niej oddalić. Żadna kobieta nigdy tak na mnie nie działała. Wiedziałem, że czułem do niej pociąg na tej stacji benzynowej, jej zapach był odurzający, ale teraz, gdy faktycznie miałem pracować w jej obecności, będę musiał postawić mur. To nie wróżyło nic dobrego.
Usłyszałem, jak Alfa ją odprowadza. Odwróciłem się, by spojrzeć; widziałem, jak idą z powrotem korytarzem w stronę frontu. Jej idealny tyłek kołysał się, gdy szła. Widziałem jej profil, gdy patrzyła w górę na wuja; uśmiechała się. Miała mały dołeczek w policzku. Jakże chciałem go pocałować. Bądźmy szczerzy, chciałem całować każdy cal jej ciała. Odwróciłem się z powrotem w stronę stajni, do której zmierzałem; będę musiał iść pobiegać albo wziąć zimny prysznic. Może jedno i drugie. Siostrzenica Alfy. Poza zasięgiem. Ta mantra odtwarzała się w mojej głowie w kółko.
















