logo

beletrystyka

Księżyc Godowy

Księżyc Godowy

Autor: Winston.W

Rozdział szósty
Autor: Winston.W
20 sty 2026
Ashlynn Byłyśmy na ranczu od tygodnia, a ja nie słyszałam żadnych wieści o tym, co działo się w domu. Wpadałam w rutynę, poznając zasady działania rancza i mój zespół techników weterynarii. Sami mili młodzi mężczyźni, wszyscy pracowici. Z tego byłam zadowolona. Jeden z nich był związany z jedną z kowbojek zajmujących się końmi, pozostali dwaj byli singlami i o wiele za dużo gadali o chęci wyjazdu do miasta, gdziekolwiek ono było. W końcu zapytałam: – Hej Jared, co jest takiego wspaniałego w tym mieście? Co tam jest? – Och, wiesz, rzeczy do robienia. – Taka była jego odpowiedź. – Okej, ale jakie rzeczy? Czy jest niebezpiecznie? Są tam inne wilki? – Chciałam konkretnej odpowiedzi. – A, no tak, kumam, yyy, jest fajny bar i sala taneczna, kino, kilka restauracji, no i jest Pauline – mrugnął do Mike'a, który tylko przewrócił oczami. – Nie jestem pewna, czy chcę wiedzieć o Pauline. A co z ludźmi? – To było to, co naprawdę musiałam wiedzieć. Nie żeby mi przeszkadzali, spędziłam całe studia w ich otoczeniu. Po prostu musiałam wiedzieć, gdzie zachować czujność, jeśli pojadę do miasta. – Pauline to jego sympatia. Pracuje w Starlight Diner – wtrącił Mike. – Co do ludzi, to nie ma ich zbyt wielu. Czasem tylko przejeżdżają, żeby zatankować albo zatrzymać się w jednej z restauracji. Miasto jest właściwie własnością watahy. Nie każdy może mieszkać tutaj na ranczu, tylko kowboje, kowbojki oraz Alfa i jego rodzina. – Mike dostarczał mi sporo informacji. – O tak, a gdzie jest Beta? – zapytałam. – Nie mieszka tam, gdzie Alfa? To dość nietypowe. – A, no tak, Beta też tu mieszka. Ma dom na tyłach mniejszych stajni. Betą jest Cody, znasz go, kierownik do spraw inwentarza. – Jared w końcu zdecydował się wyjawić jakąś przydatną informację. Skinęłam głową ze zrozumieniem, wracając do próbki, którą badałam pod mikroskopem. – Znalazła pani coś, Pani Doktor? – zapytał Mike, podchodząc do mnie. Podniosłam głowę i wskazałam na okular, dając mu znać, że może spojrzeć. – Widzisz te małe białe rzeczy, które wyglądają, jakby pływały? – powiedziałam. Skinął głową. – To rodzaj pasożyta, podobny do tasiemca, ale mniejszy. To oznacza, że chłopcy będą musieli zagonić wszystkie psy pasterskie i przyprowadzić je tutaj, żebyśmy mogli je przeleczyć. Jeśli jeden to ma, prawdopodobnie mają to wszystkie. Mike i Jared narzucili kurtki i wybiegli, by spróbować sprowadzić wszystkie psy do kliniki. Garrett miał dziś nocną zmianę, więc spał w domu, a może pomagał swojej partnerce zmieniać pieluchy. Mieli noworodka w domu. Śliczne maleństwo, rude włosy po tatusiu. Właśnie sprzątałam i przygotowywałam leki dla psów, gdy weszła Mama, wyglądając na nieco podenerwowaną. – Wszystko w porządku, mamo? – Wyszłam zza biurka, żeby ją przytulić. – Właśnie dostałam telefon od twojego wuja Tobiasa. Zrobią to dzisiaj w nocy. – Miała na myśli egzekucję mojego ojca. Pokręciłam głową ze zrozumieniem. Denerwowała się bólem, jaki poczuje, gdy więź zostanie zerwana. Czuła już dość bólu przez jego niewierność. Stała tam, wyłamując sobie palce. Przyciągnęłam ją z powrotem do uścisku. – Co mogę zrobić, mamo? Drżała. – Miałam nadzieję, że możesz mi coś dać? Wiesz, jakiś środek uspokajający? – Miała nadzieję w oczach. – Mamo, wiesz, że jestem weterynarzem, a nie lekarzem watahy. Pytałaś wuja Gabe'a, czy mają tu lekarza? – Gładziłam ją po plecach, próbując pocieszyć. – Pytałam. I on zadzwonił do lekarza watahy. Powiedział, że jeśli się przemienię i podasz mi dawkę w wilczej postaci, powinno być w porządku. Kazał ci przekazać, że musisz poczwórnie zwiększyć dawkę, którą dałabyś zwykłemu wilkowi, więc będziesz musiała zważyć mnie w wilczej formie, a potem podać lek. Powiedział, że jeśli masz pytania, możesz do niego zadzwonić. – Wyciągnęła z kieszeni kartkę z imieniem i numerem. – Mogę zostać dziś w nocy w klinice, przespać to, a rano powinnam czuć się po prostu pusta, ale sam ból powinien ustąpić. Musimy to zrobić niedługo, Tobias powiedział, że skończą o zachodzie słońca, więc muszę być już nieprzytomna do tego czasu. – Patrzyła na mnie błagalnym wzrokiem. Wzięłam głęboki oddech. To była moja Mama i wycierpiała już wystarczająco dużo przez Grady'ego. Czas, żeby to się skończyło. – Dobrze, mamo, zrobię to. Ale zostanę z tobą w klinice. Chcę mieć pewność, że nic ci nie jest. Prześpię się na jednej z leżanek. – Jesteś pewna, Ash? Nie musisz się męczyć z mojego powodu. – W jej głosie brzmiał smutek, którego nie mogłam przeoczyć. – Mamo, w porządku. Spałam w gorszych miejscach i w gorszych warunkach. Zróbmy to. Muszę tylko podać leki psom pasterskim, a potem wyrzucę techników. Nie muszą wiedzieć, co robimy. – Wróciłam do tego, co robiłam, a Mama skuliła się na krześle w odległym kącie. Dwie godziny później wszystkie psy z rancza były przeleczone na pasożyty, a techników nie było widać. Zadzwoniłam do Garretta i powiedziałam mu, żeby wziął sobie wolne w nocy, że ja wezmę dyżur. Było to łatwiejsze niż ryzykowanie, że wejdzie tu w środku nocy, gdy wilczyca mojej Mamy będzie leżeć odurzona na zapleczu. Zaprowadziłam Mamę na tyły; rozebrała się, kładąc ubrania na stole do badań, i przemieniła się. Wskazałam na wagę, a ona na nią weszła. Zapisałam jej wagę, zeskoczyła i zaczęła krążyć w swojej wilczej postaci. Znad podkładki spojrzałam na nią, próbując obliczyć dawkę leku. Nie chciałam tego schrzanić. To była moja Mama. Stukałam ołówkiem o blat, sprawdzając dawkę po raz drugi. – Ok, mam dawkę. Nabiorę lek, ale musisz przestać krążyć i położyć się na tamtej macie. – Wskazałam na dużą, miękką matę w rogu, którą przyniosłam dla niej z magazynu. Przechyliła wilczy łeb w moją stronę, a ja wskazałam palcem, posyłając jej wymowne spojrzenie. Podeszła i z parsknięciem położyła się na macie. Chciałam sprawdzić drzwi, zanim to zrobię, więc obeszłam klinikę, upewniłam się, że rygiel jest zamknięty, a potem wróciłam na zaplecze z dużą strzykawką w ręku. Ręce mi trochę drżały przy nabieraniu środka, niemniej jednak udało się. Podeszłam do wilczej postaci Mamy, mówiąc do niej cicho przez cały czas, mając nadzieję, że się rozluźni. – Będę musiała złapać cię za kark, żeby to wstrzyknąć. Poczujesz ukłucie i lekkie pieczenie. Potem powinno być już dobrze, odpłyniesz w sen. – Przechyliła głowę w moją stronę, a ja podeszłam i chwyciłam ją za kark. Nawet leżąc w wilczej postaci, jej barki sięgały mojego uda. Jako człowiek mogła być drobna, ale jako Alfa, jej wilczyca była ogromna. – Nie ugryź mnie. – Posłałam jej twarde spojrzenie, po czym wbiłam igłę. Skomlnęła, ale się nie poruszyła. Wstrzyknęłam cały środek i cofnęłam się, obserwując ją. Położyła łeb na łapach, a chwilę później jej powieki opadły. Weszła w rytm miarowego oddechu, jakby spała. Podeszłam do biurka i wzięłam komórkę, wybierając numer wuja Tobiasa. – Hej Ash, wszystko tam w porządku? – Tak, w porządku. Słuchaj, właśnie podałam mamie środki nasenne, więc cokolwiek zamierzacie zrobić, czy możecie zrobić to szybko? Nie chcę, żeby obudziła się w trakcie. Cała ta sprawa była dla niej wystarczająco trudna. – Przygryzłam wargę, patrząc na jej śpiącą wilczą postać. Wuj Tobias westchnął po drugiej stronie słuchawki. – Tak, wiem. Chciałbym tylko, żeby nam powiedziała, może sprawy potoczyłyby się lepiej dla was obu. – Przerwał. – Ash, mogę cię o coś zapytać? – Jasne, pewnie – odpowiedziałam szybko. – Jak długo to trwało? Czy kiedykolwiek cię skrzywdził? Mam na myśli poza tym przypadkiem, kiedy do mnie zadzwoniłaś? – Jego głos brzmiał na napięty. – Chyba odkąd miałam jakieś siedem lat. Zdradzał ją z ludźmi z tego baru w pobliskim mieście. Skonfrontowała się z nim kilka razy, a on wtedy zaczął ją bić. Ponieważ pracował w tartaku na nocną zmianę, nie widywałam go zbyt często. Ale odpowiadając na twoje pytanie, to był pierwszy raz, kiedy mnie skrzywdził. Powiedziałabym ci wcześniej, gdyby Mama na to pozwoliła, ale była zawstydzona. Przepraszam, że ci nie powiedziałam. – Próbowałam nie płakać, ale na próżno, gdy stałam tam, myśląc o tych wszystkich razach, kiedy moja Mama była obiektem jego agresji. – Nie obwiniaj się, Ashlynn, nic z tego nie jest twoją winą. Cieszę się po prostu, że zadzwoniłaś. Zajmiemy się tym, utrzymaj Mamę w sedacji przez noc. Wszystko skończy się w ciągu najbliższych kilku godzin. – Rozłączył się po tych słowach. Przygotowałam się na długą noc, mając nadzieję, że to, co jej podałam, wystarczy, by spała do rana. Spędziłam następne kilka godzin, pracując nad dokumentami i przeglądając akta klaczy, które planowaliśmy kryć. Musiałam spotkać się jutro z Codym, żeby omówić kilka rzeczy dotyczących sezonu rozrodczego. Musieliśmy też zaplanować działania dla bydła. Byłam już zmęczona na samą myśl o tym, ale tego właśnie chciałam. Nie mogę powiedzieć, że nie byłam szczęśliwa, w rzeczywistości uwielbiałam to miejsce. Ta praca była błogosławieństwem, a na „ciacha” kręcące się po okolicy też nie można było narzekać. Myśląc o tym, uświadomiłam sobie, że nie zajrzałam dziś do moich koni. Widziałam, jak Dawson wyprowadzał je rano na pastwisko. Miałam zamiar zaprowadzić je z powrotem do boksów, ale wtedy wydarzyła się ta cała sytuacja z Mamą. Spojrzałam na drzwi, a potem z powrotem na nią. Wydawało się, że śpi głęboko. Wyskoczę tylko na pięć minut. Wymknęłam się cicho przez drzwi, zamykając je za sobą na klucz, który bezpiecznie schowałam w kieszeni dżinsów. Pobiegłam przez podwórze do stajni, gdzie były moje konie, i weszłam do środka; światła z czujnikiem ruchu zapaliły się natychmiast. Odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że ktoś łaskawie wprowadził je z powrotem do boksów. Sprawdziłam wiadra z wodą – były pełne. Oparłam się o drzwi boksu, pocierając nos Bailey i przesyłając jej całusy, co sprawiło, że jej nozdrza się rozszerzyły. Kochałam tego konia, była absolutnym tytanem pracy. Zaganiałyśmy i łapałyśmy na lasso bydło, spędzałyśmy je z gór, czasem w śniegu, a ona nigdy mnie nie zawiodła, nigdy się nie zachwiała. Była jedną z niewielu rzeczy w moim życiu, które dawały poczucie bezpieczeństwa. Rozejrzałam się po stajni z uśmiechem na twarzy. To miejsce też wydaje się teraz całkiem bezpieczne. Klepnęłam ją po raz ostatni w szyję i ruszyłam z powrotem do kliniki. Zerknęłam na zegar na ścianie, wchodząc z powrotem. Było tuż po północy. Sama musiałam się przespać, ale po prostu nie mogłam się zmusić do położenia. Dawson Leżę w swoim pokoju, zasłony są rozsunięte, wpuszczając światło księżyca. Mam mieszkanie nad stajnią, w której trzymamy konie robocze, w tym konie Ashlynn. Ponieważ moja zasłona była odsłonięta, zobaczyłem nagłe światło na ziemi przed stajnią. Wiedziałem, że to lampa z czujnikiem ruchu zapaliła się w boksach. Od dłuższego czasu nie mieliśmy żadnych kojotów, więc nie sądziłem, że to one. Westchnąłem, nie mogąc zasnąć, narzuciłem dżinsy i wyszedłem na balkon, który znajdował się tuż nad wejściem. Słyszałem, jak ktoś chodzi po stajni, a potem doleciał mnie jej zapach. Deszcz. Spojrzałem na zegarek na szafce nocnej. Co ona, u licha, robiła na nogach o tej porze? Czy któreś ze zwierząt zachorowało? Spojrzałem w stronę kliniki i zobaczyłem, że światła wewnątrz się palą, ale w jej lofcie jest ciemno. Uznałem, że jeśli będzie potrzebować mojej pomocy, to poprosi. Więc stoję tam w ciemności, słuchając jej cichego głosu szepczącego do koni. Chwilę później wychodzi, wciąż w tych samych ubraniach, które miała na sobie wcześniej w ciągu dnia. Wraca do kliniki, otwiera drzwi kluczem i wchodzi do środka. Widzę ją przez żaluzje, nie są zasłonięte. Idzie na zaplecze, a kilka minut później wraca na przód. Zajmuje się papierkową robotą przy biurku. Tylko kręcę głową. Myślałem, że to ja jestem pracoholikiem. Cóż, nie śpię, równie dobrze mogę zrobić jej kawę i sprawdzić, czy wszystko w porządku.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział szósty – Księżyc Godowy | Czytaj powieści online na beletrystyka