– Wynocha! – wrzasnął na nich potężnym, władczym głosem. Mężczyźni, którzy byli bliscy dojścia, szybko się wycofali, widząc wyraz twarzy Enzo. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, padliby trupem od sposobu, w jaki na nich patrzył.
Wyciągnął telefon i wykręcił numer Cristoforo. – Przyjedź po nich za dziesięć minut, bo inaczej będziesz odbierać tylko ich zwłoki – warknął do słuchawki.
Gdzie, do cholery,
















