Alessa była w szoku, jak wiernie udało jej się oddać wizerunek bliźniaków; nie potrafiła wydusić słowa nawet po pytaniu syna. Jej serce przepełniała miłość i ból, gdy powoli uniosła drżące dłonie, by dotknąć obrazu, a w oczach stanęły jej łzy.
— Spójrz na nich, Marcello — odezwała się głosem przesiąkniętym dojmującym cierpieniem. — Ci dwaj mężczyźni... to twoi ojcowie. — „I moi panowie” — dodała w
















