„Vespera… Vespera…” Vaxen wypowiadał to imię z taką czułością, wbijając się w nią tak głęboko, że ani trochę nie obchodziła go kobieta pod nim. Kobieta, z której czerpał przyjemność.
Vespera.
To nie było jej imię.
Lyra płakała po cichu, przyjmując to okrutne traktowanie ze strony mężczyzny, który miał być jej partnerem. To nie były tylko tortury; on celowo wołał inne imię, imię należące do jej zmarłej starszej siostry.
Osoby, w której Alfa Vaxen był naprawdę zakochany.
Ten katorżniczy akt trwał, dopóki niebo lekko nie pojaśniało, a Lyra przestała czuć własne ciało. Była wrakiem, jej serce rozpadło się na tysiąc, jeśli nie milion kawałków.
Przez całą tę długą, potworną noc Lyra nic nie mówiła. Milczała i na ile to możliwe, nie wydała z siebie nawet piśnięcia. Bez względu na to, jak bardzo cierpiała. Ponieważ Alfa Vaxen ostrzegł ją, że poderżnie jej gardło, jeśli wyda jakikolwiek dźwięk.
Alfa Vaxen nienawidził jej całą duszą, a Lyra uważała, że na to zasłużyła, skoro była przyczyną śmierci swojej siostry. Kobiety, którą alfa kochał.
Lyra drgnęła, gdy Vaxen z niej wyszedł; czuła się zbita i brudna. To zbliżenie powinno być świętością między dwojgiem zmiennokształtnych, ale dla Lyry było jedynie torturą.
Vaxen nie traktował jej dobrze, był brutalny, a każde pchnięcie przepełniała wściekłość.
„Wynoś się z mojego łóżka!” – krzyknął Vaxen, gdy już skończył z Lyrą, ale ona nie mogła się poruszyć. Czuła tak silny ból, że ledwo zachowywała świadomość.
Ostatnią rzeczą, jaką pamiętała, był Alfa Vaxen wrzeszczący na nią, by wyszła, ale zamiast tego zapadła w głęboką ciemność. Straciła przytomność po ich brutalnym zbliżeniu.
„Wynoś się!” – rzucił ponownie Vaxen, ale wtedy zdał sobie sprawę, że Lyra zemdlała. Była blada, a jej ciało pokrywały ślady ugryzień, które dopiero zaczynały się goić.
Dotrzymała słowa, że nie wyda z siebie dźwięku; jedyne, co robiła, to przygryzała wargę i język, by zachować ciszę.
Vaxen zacisnął szczękę. Wstał z łóżka i dopiero wtedy zobaczył, co zrobił swojej przeznaczonej partnerce. Białe prześcieradło stało się czerwone – niezaprzeczalny dowód na to, jak brutalnie potraktował Lyrę podczas ich godów.
Pojawiło się poczucie winy, które natychmiast w sobie zdusił, bo nie mógł litować się nad tą kobietą. To była ta sama kobieta, która zabiła jego Vesperę.
Wychodząc z pokoju, alfa poprosił Elspeth – starszą kobietę, która służyła w jego rodzinie od dziesięcioleci – by zajęła się Lyrą.
Nie wydał żadnych konkretnych instrukcji, chciał po prostu, by ta kobieta zniknęła z jego sypialni. Nie chciał jej więcej widzieć, chyba że znów musiałby dać upust swojej złości.
Vaxen nie wracał przez tydzień, co pomogło Lyrze dojść do siebie po tamtej brutalnej nocy. Miała nadzieję, że już nigdy więcej go nie zobaczy.
Dopiero po dwóch dniach Lyra odzyskała siły. Przez ten cały czas Elspeth była jedyną osobą, z którą mogła rozmawiać, ponieważ jej rodzice nienawidzili jej tak samo jak Alfa Vaxen, zakładając, że to ona zabiła Vesperę.
„Masz, wypij to. Poczujesz się lepiej” – powiedziała Elspeth. Podała jej kubek ciepłej herbaty i usiadła obok. „Nie zasługujesz na to, Lyro”.
„Wiem”. Lyra trzymała ciepły kubek, a łzy płynęły jej po twarzy. „Myślą, że zabiłam siostrę, ale to nieprawda. Nieważne jak bardzo starałam się im tłumaczyć, że nic o tym nie wiem, nigdy mi nie uwierzyli”.
„Ja ci wierzę, Lyro. Nie jesteś kimś takim”. Elspeth przytuliła Lyrę, a ta płakała w jej ramionach. „Niestety moja opinia ci nie pomoże”.
Lyra pokręciła głową. „Dziękuję ci, Elspeth”.
Vaxen wrócił dopiero tydzień później, ale cuchnął alkoholem i natychmiast zaczął szukać Lyry. Wszedł do jej pokoju i wpatrywał się w nią swym przenikliwym wzrokiem, sprawiając, że Lyrę przeszedł dreszcz przerażenia.
„Nie chcę słyszeć ani dźwięku. Zrozumiano?” To było ostrzeżenie, hasło dla Vaxena, by wziąć to, czego chciał, i wyładować swoją nienawiść.
Później tej nocy zrobili to w łóżku Lyry. Skończył w niej i wyszedł. Na szczęście dzisiejszej nocy nie był dla niej zbyt okrutny.
To samo działo się w kółko przez ponad trzy miesiące, aż do momentu, w którym Lyra nie mogła już tego znieść.
„Czy możesz mnie naznaczyć? Moja wilczyca tak bardzo cierpi…” Lyra wyglądała na bardzo słabą. To było naprawdę upokarzające dla jej wilczycy – nie zostać naznaczoną przez przeznaczonego partnera nawet po upływie miesięcy. Lyra cierpiała, bo jej wilczyca pragnęła swojego towarzysza.
„Nigdy cię nie naznaczę”.
Powinna była spodziewać się tej odpowiedzi, ale coś w niej pękło i zaczęła mu wykrzykiwać prawdę.
„Dlaczego po prostu mnie nie zabijesz, żebyśmy byli kwita? Wszyscy myślicie, że zabiłam siostrę, ale bez względu na to, jak bardzo zaprzeczam oskarżeniom, nikt mi nie wierzy!”
Lyra przykryła się kocem, czując się tak brudna, gdy patrzyła, jak Vaxen się ubiera. Obecnie byli w pokoju gościnnym, bo on chciał to zrobić tutaj.
„Śmierć to litość, Lyro. Ja wciąż żyję i wciąż cierpię przez to, jak odebrałaś mi kobietę, którą kochałem. Będziesz cierpieć razem ze mną”.
„Nie zabiłam jej!” – krzyknęła Lyra. Warknęła na niego, ale Vaxen odpowiedział groźnym warknięciem.
„Zawsze byłaś o nią zazdrosna. Naprawdę myślisz, że ci uwierzę? Nawet twoi rodzice ci nie wierzą!”
Lyra przygryzła wargi. Wiedziała, że to nie jest właściwe i że zrani ich oboje, jeśli to zrobi, ale nie mogła już dłużej wytrzymać.
To był koniec. Miała dość.
„Ja, Lyra Evadne Thorne, odrzucam cię…”