Dane wściekle spojrzał na swoją trzęsącą się narzeczoną, która kurczowo trzymała się jego nóg, starając się opanować i nie zabić nikogo.
Jego wzrok skupił się na Raven, lodowaty i twardy.
"Wystawiasz mnie na próbę, kobieto," warknął, obniżając głos do szorstkiego szeptu.
Madeline usłyszała jego słowa, a w jej oczach błysnął paskudny uśmieszek, gdy zerknęła na Raven.
Była pewna, że ta dziewczyna jest skończona – na dobre.
Ale Brynjar i dwaj faceci obok niego? Ich twarze wykrzywiły się dziwnie, jakby powstrzymywali śmiech.
Dla nich ten facet – wielki CEO największej grupy Bastionu – był kompletnym żartem.
Był takim nieświadomym idiotą.
Raven nawet nie poświęciłaby mu spojrzenia wcześniej.
Właściwie to uważali, że Raven mogłaby pstryknąć palcami i sprawić, że cała jego firma zniknęłaby przed śniadaniem, gdyby tylko chciała.
Przesuwanie granic Dane'a? Jasne. Miałby szczęście, gdyby tylko podeptała jego cenną "linię" i zostawiła ją w pyle.
Raven wymieniła pierwszą probówkę z krwią, którą właśnie napełniła, podłączając nową torbę i odrzucając pustą na bok. Wtedy w końcu spojrzała na Dane'a.
"Próbę?" powiedziała, miękko i powoli, a uśmieszek wkradł się na jej twarz.
"Rzecz w tym – lubię sprawdzać, jak nisko ludzie mogą upaść," dodała, spokojna jak zawsze.
Z tym skinęła chłodno na Bynjara.
Brynjar nie zmarnował ani chwili. Wystąpił i stuknął Dane'a butem w kolano.
"Łup!" Zabrzmiało to jak stłumiony dźwięk bębna uderzającego o podłogę.
Nogi Dane'a się ugięły i runął na kolana tuż przed Raven.
Jego kolana krzyczały, ale prawdziwym bólem było upokorzenie, które uderzyło w niego jak pociąg towarowy.
Jego przenikliwe oczy wbiły się w Raven, jakby mógł ją rozerwać samym spojrzeniem.
Jeśli nie uczyni tej kobiety nieszczęśliwą, będzie się wstydził do końca życia.
Tymczasem Madeline – która trzymała się nóg Dane'a – utknęła z opadniętą szczęką.
Nie mogła tego pojąć:
Dane, zimnokrwisty król, który wszystko posiadał, klęczący przed jakąś dziewczyną o połowę od niej młodszej.
Niemożliwe.
Faceci tacy jak Dane nie klękają przed nikim.
Raven nawet nie zauważyła morderczego spojrzenia, które jej posyłał. Po prostu chwyciła dużą, pustą torbę na krew i rzuciła ją u jego stóp.
"Jego narzeczona potrzebuje krwi, prawda? Sprawa życia i śmierci. Wyssać z niego i podłączyć ją," powiedziała, chłodno, jakby zamawiała latte.
"Rozkaz, szefowa!" powiedział Brynjar, cały radosny.
Podniósł torbę z ziemi i zdjął osłonę z igły.
Jeden z facetów za Danem mocno kopnął go w plecy.
Dane wydał z siebie jęk, gdy jego twarz rozbiła się o podłogę.
Gdy już leżał, obaj przypięli jego ramiona, trzymając go mocno jak w ludzkiej pułapce.
Brynjar wsunął igłę w żyłę Dane'a, jakby to było nic.
Krew zaczęła płynąć, stały czerwony strumień wypełniał torbę.
"Co robicie? Przestańcie!" krzyknęła Madeline.
Ocknęła się z szoku, rzucając się, by ich powstrzymać.
Brynjar machnął na nią ręką, obojętnie, jakby odganiał robaka.
Madeline odleciała jak szmaciana lalka, turlając się dobre dziesięć stóp po podłodze, zanim się zatrzymała.
Dane, twarzą wciąż całujący ziemię, usłyszał ten chaos. Jego serce na sekundę stanęło.
Skręcił głowę, sztywny jak diabli, żeby sprawdzić, co z Madeline.
Kiedy zauważył rozcięcie na jej czole, zaczął się szarpać jak dzikie zwierzę.
Ale jego ramiona? Zablokowane na amen – ci dwaj nie ustąpili.
Madeline po prostu wpatrywała się w Dane'a, rozciągniętego i krwawiącego w najbardziej żenujący sposób. Pokręciła głową, ledwo szepcząc.
Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
Niemożliwe. Dane, którego znała – facet, który wszystkim rządził i wszystkich posiadał – nie mógł wyglądać tak słabo.
To był koszmar.
Koszmar bez przebudzenia, które pozwoliłoby uciec.
Gdy cały jej świat zaczął się walić z powodu tego, co widziała, torba z krwią obok Dane'a wciąż się napełniała.
Wkrótce była pełna po brzegi.
Brynjar wyciągnął igłę.
Nie zawracał sobie głowy czyszczeniem czegokolwiek – po prostu chwycił torbę i ruszył w stronę Madeline.
Dane zobaczył, dokąd zmierza Brynjar i wpadł w szał.
"Nawet się nie waż!" krzyknął, a jego głos drżał z wściekłości.
Brynjar uśmiechnął się, ledwo spoglądając wstecz.
"Ważyć się? Stary, jedyne, czego nie ruszam, to plany Raven," powiedział, wzruszając ramionami.
Oczy Madeline rozszerzyły się z paniki, gdy Brynjar się zbliżył.
Wtedy ją to uderzyło – patrzyła prosto na śmierć, która do niej nadchodziła.
Cofnęła się w totalnym szoku.
Krzyknęła, a jej głos załamał się: "Nie, nie ma mowy! Nasze grupy krwi nie pasują – to mnie zabije! To morderstwo!"
Brynjar przykucnął przed nią, a jego duża, szorstka dłoń chwyciła obie jej ręce bez słowa.
"Nie... Proszę, nie..." wymamrotała Madeline.
Potrząsała szaleńczo głową, wkładając wszystko, co miała, w uwolnienie się.
Ale nigdzie się nie wybierała.
Nie mogła się ruszyć o cal.
"Przestań! Cokolwiek chcesz, oddam to – tylko ją puść!" krzyknął Dane.
Widząc igłę zbliżającą się do Madeline, w końcu się poddał.
Brynjar nawet nie drgnął, a jego ręce poruszały się tak, jakby Dane nic nie powiedział.
"Przestań! Powiedziałem, przestań!" krzyknął ponownie Dane, a jego głos był szorstki i zdruzgotany.
"Jeśli cokolwiek jej się dziś stanie, wytropię cię, aż skończysz!" warknął.
"Twoje rodziny, twoi kumple, twoi starzy koledzy z klasy – ktokolwiek, nawet najmniej z tobą związany – są skończeni!" warknął, zaciskając zęby.
Raven obserwowała, jak Dane wpada w szał, a mały uśmiech igrał na jej ustach. "Cóż, to brzmi przerażająco. W takim razie... Chyba nie możemy pozwolić ci stąd wyjść żywym."
















