PUNKT WIDZENIA KILLIANA
Drzwi zatrzaskują się za mną, a ja opieram się o chłodną ścianę, przeczesując dłonią włosy. Moja klatka piersiowa zaciska się z frustracji, gniew kłębi się we mnie niczym potężna burza, nad którą nie potrafię zapanować. Powinienem być mężem Sery, a nie jej siostry, nie tej dumniarki Addie.
Za każdym razem, gdy patrzę na Addie, widzę zdradę mojego dziadka, manipulacje mojej rodziny i kłamstwa, które uknuli, by usidlić mnie w tym małżeństwie. A najgorsze jest to, że ona po prostu tam stoi, udając, że tego nie chciała. Jakby nie wiedziała dokładnie, co zaplanowali mój dziadek i jej ojciec. Wiem o Addie wystarczająco dużo, by nie dać się nabrać na te jej zagrywki z „niewiniątkiem”. To ja i Sera jesteśmy tu ofiarami, nie ona.
Ale nawet gdy próbuję znieczulić na nią swoje serce, coś wciąż mnie ku niej ciągnie; te jej brązowe, szeroko otwarte oczy nie dają mi spokoju, podobnie jak sposób, w jaki drżały jej ręce, gdy składała przysięgę. Czy ten strach był prawdziwy? Czy ona rzeczywiście mogła być pionkiem w tej grze, tak samo jak ja, czy może po prostu grała ofiarę, jak ma to w zwyczaju?
Kręcę głową, odrzucając tę myśl. Nie. To tylko manipulatorka, która zrobi wszystko, by dostać to, czego chce. Zawsze wiedziała, że kocham Serę, ale zmanipulowała mojego dziadka, by wybrał ją zamiast siostry. Wykorzystała miłość, jaką dziadek ją darzył, by nim pokierować; w jego oczach zawsze była aniołem.
Zszedłem do salonu, potrzebując ucieczki od hałasu tego domu, od tej nocy, od tego duszącego poczucia uwięzienia. Wciąż słyszę w głowie słowa mojego dziadka.
„Potrzebujesz Addie, Killianie. Jest silna, inteligentna i zrobi to, co konieczne, by chronić tę rodzinę. Sera to obciążenie. Kiedyś mi podziękujesz”.
Zaciskam zęby. *Podziękuję mu?* Za zmuszenie mnie do małżeństwa, którego nie chciałem? Za wybranie niewłaściwej siostry?
Moje kroki niosły się głośnym echem w pustym korytarzu, poruszałem się niczym ranny lew. Potrzebuję powietrza, przestrzeni, czegokolwiek, by uciec przed ogromnym ciężarem nazwiska rodowego, który mi narzucono wraz z oczekiwaniami i obowiązkami, o które nigdy nie prosiłem.
Znalazłem się na tarasie. Chłodne nocne powietrze w niewielkim stopniu uśmierzało płonący we mnie gniew. Opieram się o barierkę, wpatrując się w rozległy, pusty ogród. Księżyc rzuca blade światło na posiadłość, ale nie potrafi rozproszyć ciemności i złości, które we mnie rosną.
Przez lata żyłem w cieniu dziadka, robiąc to, co on uważał za stosowne. Myślałem, że akceptuje Serę, ale kiedy przygotowywałem się do ślubu z nią, wyszedł z pomysłem, bym ożenił się z Addie.
Sera to kobieta, do której zawsze miałem słabość i wiedziałem, jak z nią postępować. Ale Addie? Addie to manipulatorka i dzika dziewczyna. Nie jest jak jej siostra Sera, która jest spokojna i powściągliwa; myśl o życiu z kimś takim jak Addie ogromnie mnie irytuje.
**** **** **** ** ****
Wewnątrz domu przyjęcie trwa w najlepsze – rodzina, przyjaciele, partnerzy biznesowi, wszyscy świętują związek zbudowany na kłamstwach i manipulacji. Nienawidzę tego. Nienawidzę sposobu, w jaki się uśmiechają, udając, że to małżeństwo jest czymś wartym świętowania. Nikogo w tym salonie nie obchodzi Addie ani ja. Liczy się dla nich tylko sojusz biznesowy, który reprezentuje to małżeństwo.
Zaciskam pięści. Myślami wracam do chwili, gdy widziałem ją idącą wzdłuż nawy, z oczami szeroko otwartymi z czegoś, co wyglądało na strach. Nie było w nich radości ani szczęścia. Tylko rezygnacja. Przez sekundę pomyślałem, że może się odwróci i ucieknie. I mała część mnie pragnęła, by tak zrobiła.
Ale tego nie zrobiła. I teraz jesteśmy ze sobą związani, na dobre i na złe.
Słyszę zbliżające się z tyłu kroki, były ciche...
– Kill – głos Sery przerywa ciszę. Był pełen słodyczy, ale głęboko pod tą czułością krył się ból. Ona zawsze wie, jak mnie znaleźć, kiedy potrzebuję przestrzeni.
Milczę, nie mam nastroju na jej gierki. Podchodzi bliżej, a jej perfumy unoszą się w powietrzu – zapach, który kiedyś kochałem, a który teraz przypomina mi tylko o tym, jak bardzo wszystko poszło nie tak.
– Nie musisz udawać, wiesz? – mówi cicho. – To całe małżeństwo to żart. Wszyscy o tym wiedzą.
Odwracam się do niej, mrużąc oczy. – Czego chcesz, Sero?
uśmiecha się drwiąco, robiąc krok w moją stronę, a jej oczy lśnią nutką satysfakcji. – Wiesz, czego chcę, Kill. Nie musisz pozostawać lojalny wobec Addie. To małżeństwo to tylko formalność, umowa biznesowa. Ty i ja... wciąż możemy być razem. Nikt nie musi wiedzieć.
Śmieję się, a dźwięk ten jest gorzki. – Myślisz, że będę się z tobą potajemnie spotykał? Po tym wszystkim, co się stało?
Jej uśmiech drga, ale szybko odzyskuje rezon. – Daj spokój, Kill. Obaj wiemy, że Addie nic dla ciebie nie znaczy. Jest nikim dla tej rodziny. Nic jej nie jesteś winien.
Czuję, jak w mojej piersi rozpala się iskra gniewu. Nie jestem winien Addie niczego, ale myśl o zdradzeniu jej, o uczynieniu tej małżeńskiej farsy jeszcze gorszą, budzi we mnie coś, czego nie potrafię do końca wyjaśnić.
– Tobie też nic nie jestem winien – mówię głosem zimniejszym, niż zamierzałem.
Oczy Sery zwężają się, robi krok bliżej, a jej spojrzenie staje się ostre. – Zapomniałeś już, Kill? Uratowałam cię, kiedy o mało nie spadłeś z tamtego mostu. Byliśmy nastolatkami. Jesteś moim dłużnikiem.
Jej słowa mnie uderzają. Pamiętam tamten dzień doskonale. Sera mnie uratowała, a ja zawsze widziałem w tym znak czegoś głębszego, czegoś więcej. Poczucie winy mąci mi w głowie, gdy zmagam się ze swoimi uczuciami.
Otwieram usta, by odpowiedzieć, ale zanim zdążę, ona odwraca się i odchodzi szlochając; widziałem, jak drżą jej plecy. – Jesteś niewdzięczny – rzuca przez ramię.
Wyciągam rękę, ale ona się nie ogląda. Poczucie winy i frustracja narastają, dławiąc mnie. Patrzę, jak odchodzi, żałując swoich czynów; nie powinienem był jej tego mówić.
Opuściłem rezydencję i udałem się do baru. Muszę utopić się w alkoholu, by zapomnieć o tej małżeńskiej parodii, by zapomnieć o zdradzie dziadka. Muszę zapomnieć, znieczulić ten ból wewnątrz. Gdy piję, palący płyn oferuje mi ucieczkę od chaosu, w jaki zmieniło się moje życie. Im więcej piję, tym bardziej zapominam o swoim nędznym losie i pozorowanym małżeństwie. Alkohol dał mi spokój, choćby na chwilę.
Po godzinach picia do nieprzytomności, wstałem chwiejnie na nogi. Mój zamglony wzrok protestował przeciwko ilości alkoholu, gdy zataczając się, wracałem do domu. Do tego czasu wszyscy już dawno wyszli. Działanie trunków dawało o sobie znać. Spodziewałem się tej samej zimnej pustki, którą zostawiłem, ale kiedy pchnąłem drzwi, Addie wciąż tam była, skulona na brzegu łóżka, plecami do mnie. Jej suknia była wokół niej wygnieciona, a welon leżał porzucony na podłodze.
Widok jej sukni podwiniętej do uda był niemal zbyt kuszący. Traciłem nad sobą kontrolę, moje pożądanie płonęło coraz mocniej. Nie mogłem się już powstrzymać. W końcu byliśmy teraz małżeństwem, nawet jeśli stało się to wbrew jej woli. To nie była moja wina, to ona zrujnowała mi życie i zmanipulowała dziadka.
– Kill, jesteś pijany – powiedziała Addie, gdy tylko mnie zobaczyła; podeszła blisko mnie.
Spojrzałem na nią. Było w niej coś, co mnie przyciągało. Przycisnąłem swoje usta do jej ust, delektując się ich smakiem; smakowały inaczej niż wszystko, co do tej pory znałem – były miękkie i słodkie, smakowały jak truskawki.
Addie przerwała pocałunek, patrząc na mnie z tym samym przerażeniem, które zawsze malowało się w jej oczach.
Pchnąłem ją na łóżko, rozdzierając jej suknię, i wszedłem na nią.
– Kill, proszę, nie rób tego... – krzyknęła Addie, ale alkohol we mnie już działał; zignorowałem jej błagania i wszedłem w nią gwałtownie.
– Proszę... proszę, jestem dziewicą – błagała, ale pozostałem głuchy na jej prośby, biorąc ją brutalnie.
– Czy ty nie jesteś dzipką? Lepiej być traktowaną jak jedna z nich – wyszeptałem jej do ucha, nie przestając.
















