POV Elary
Czułam się zdradzona, gdy wstałam następnego dnia i powolnym krokiem zeszła do kuchni, gdzie powitało mnie jedynie wrogie spojrzenie ojca. Świetnie. Przeczuwałam, że wydarzy się coś jeszcze gorszego niż wczoraj, choć trudno mi było sobie wyobrazić, by sytuacja mogła być gorsza.
– Idziesz ze mną dzisiaj na plac treningowy – warknął bez wahania.
A niedoczekanie. – Przecież nie umiem walczyć. Jestem mizerna i słaba – powtórzyłam sarkastycznie.
Świst. Ledwo zdążyłam uchylić się przed pięścią lecącą w moją stronę. Szczerze mówiąc, sama byłam zaskoczona, że mi się to udało. Nawet mój ojciec wyglądał na lekko pod wrażeniem, choć starał się tego nie okazywać.
– Masz prawie osiemnaście lat, możesz dzisiaj trenować z całą resztą. Chcę zobaczyć, czy w twoich żyłach płynie choć kropla krwi Bety – fuknął. – Nie wystawiaj mnie na próbę. Następnym razem nie uchylisz się tak łatwo – zagroził.
Z niechęcią poszłam za nim na plac, zastanawiając się, gdzie podziewa się Vespera i czując się pokrzywdzona tym, że ona nie musiała przychodzić. Czułam lęk, patrząc na małą grupę członków watahy zgromadzonych przy kręgu treningowym. Byli wśród nich Varek i Zaric, przygotowujący się do walki i szlifujący swoje umiejętności. Jako Alfowie musieli wiedzieć, jak walczyć i chronić watahę, której mieli zostać przywódcami.
– Dzisiaj będziemy trenować w ludzkich formach, ponieważ nie wszyscy z nas otrzymali jeszcze swoje wilki – warknął ojciec, wchodząc między zgromadzonych i wymownie patrząc na bliźniaków oraz na mnie, na co spłonęłam rumieńcem. – Ważne jest, byście potrafili się bronić na wypadek, gdybyście z jakiegoś powodu nie mogli się przemienić, czy to z powodu ciężkich obrażeń, czy po podaniu tojadu. To ważna lekcja. Chcę, żebyście podzielili się na grupy – zaczął i wskazał na Zarica i Vareka. – Naturalnie, wy dwaj zmierzycie się ze sobą. Elara, walcz z Tazią – dodał z przeciągłym akcentem, odchodząc, zanim zdążyłam zaprotestować.
Spojrzałam niepewnie na Tazię. Była jedną z koleżanek Vespery i już widziałam, jak ocenia mnie wzrokiem. Przeszłyśmy do narożnika ringu, a usta Tazii już zaczynały wykrzywiać się w złośliwym uśmiechu. Przełknęłam ślinę. Zerknęłam przez ramię, ale wszyscy już zaczęli sparować – bliźniacy ruszyli na siebie z taką prędkością, że niemal stawali się rozmytą plamą. To było imponujące. Moje dłonie stały się wilgotne, gdy znów spojrzałam na Tazię, wiedząc, że zaraz dostanę lanie podane na srebrnej tacy.
– Nie masz szans – zachichotała Tazia i odrzuciła włosy do tyłu, po czym powoli przyjęła pozycję obronną. – Może pokażesz mi, co potrafisz? – wyzwała mnie z drwiącym uśmiechem, pewna, że nie jestem dla niej żadną przeciwniczką.
Powoli pokręciłam głową, a potem zostałam zmuszona do ruchu, gdy Tazia przypuściła atak. Zaskoczyła mnie; jej pięść uderzyła prosto w mój brzuch, wyduszając ze mnie zduszony jęk, a zaraz potem jej kolano mocno trafiło mnie w twarz. Upadłam na ziemię jak worek ziemniaków, podczas gdy ona odskoczyła do tyłu z rozbawieniem w oczach.
– To będzie jeszcze łatwiejsze, niż myślałam – zawołała, śmiejąc się w głos. – Jesteś tak słaba, że to aż żałosne – oświadczyła.
Żałosne. To słowo odbijało się echem w mojej głowie. Nawet Tazia, co najwyżej przeciętna wojowniczka, uważała mnie za żałosną. Widziałam już rozczarowanie i czystą pogardę na twarzy mojego ojca, gdy powoli podnosiłam się z ziemi, wycierając spuchniętą wargę i krzywiąc się z bólu. Znałam podstawowe pozycje obronne, ale ojciec nie przygotował mnie na taką walkę. Prawdopodobnie dlatego, że nie chciał, bym była zdolna do obrony przed takim traktowaniem. Zastanawiałam się, czy to lekcja, czy sposób, by zmanipulować mnie do zgody na zostanie omegą Vespery bez dalszych kłótni.
– Gotowa na więcej? – syknęła Tazia z uniesionymi pięściami, przestępując z nogi na nogę.
Przygryzłam wargę i sama uniosłam pięści. Widziałam, że kilka grup przerwało sparingi, by gapić się na mnie i Tazię, bez wątpienia po to, by móc wspólnie wytykać mnie palcami i się śmiać. Nawet bliźniacy zerknęli z zaciekawieniem. Wyjdę na idiotkę, pomyślałam, zamykając na chwilę oczy, a potem je otwierając, ale nie mogłam nic na to poradzić, prócz dania z siebie wszystkiego i nadziei, że Tazia nie pobije mnie zbyt mocno.
– Będę się dobrze bawić – Tazia zacisnęła usta i ruszyła.
Przelała się przeze mnie złość. Coś instynktownego przejęło nade mną kontrolę. Zszokowałam wszystkich, unikając jej kilku kolejnych ciosów; moja głowa i ciało poruszały się w bok z gracją. Zauważyłam, jak oczy Tazii rozszerzają się z zaskoczenia, mimo że podwoiła wysiłki. Wyprowadziłam własny cios i patrzyłam oniemiała, jakby w zwolnionym tempie, jak trafia w nos Tazii. Rozległ się ohydny trzask, a krew trysnęła wszędzie. Słuchałam, jak wyje z bólu i zatacza się do tyłu, trzymając się za nos w szoku.
O cholera. Złamałam jej nos, nie mając takiego zamiaru. Po prostu wyprowadziłam cios na oślep. Natychmiast poczułam wyrzuty sumienia, gdy Tazia trzymała się za twarz, a jej oczy zaszły łzami.
– Tak strasznie przepraszam – wydusiłam, gdy wydała z siebie kolejny okrzyk, nastawiając nos na miejsce i krzywiąc się, po czym posłała mi mordercze spojrzenie. – Nie chciałam złamać ci nosa – wyjąkałam.
– Ty suko! – krzyknęła na cały głos, niemal histerycznie. – Złamałaś mi nos!
Otworzyłam usta, by zaprotestować, ale rzuciła się na mnie z błyskającymi oczami. Uniosłam ramiona, by zablokować atak, a potem kopnęłam, trafiając ją w brzuch. Zgięła się wpół, rzężąc i kaszląc, a jej oczy powoli zachodziły łzami. Kopnęłam mocno, ze strachu, a ona przyjęła na siebie całą siłę uderzenia. Patrzyłam z lękiem, jak powoli się prostuje.
Byłam martwa i dobrze o tym wiedziałam. Oczy Tazii powoli ciemniały i widziałam w nich czystą groźbę.
– Myślisz, że możesz mnie pokonać? – wyprostowała się, a w jej oczach lśniła nienawiść. – Myślisz, że pozwolę, by taka mała suka jak ty mnie zwyciężyła? – jej ton był pełen niedowierzania.
Gdzie, do diabła, był mój ojciec? Zerknęłam przez ramię, ale nie było po nim śladu. Widziałam jednak, że bliźniacy Alfa zaczynają patrzeć na Tazię z niepokojem. Zaric i Varek ruszyli naprzód, przepychając się przez tłum.
Niski warkot sprawił, że zesztywniałam. Odwróciłam głowę i zamarłam. Tazia zmieniała się w wilczą formę; jej pazury rosły, na kończynach pojawiało się futro, a oczy ciemniały. Gdy transformowała się w wilka, stałam tam, niezdolna do ruchu, podczas gdy ona skoczyła prosto na mnie z warkotem na pyskach. Przygotowałam się na nieuniknione, pewna, że zaraz rozszarpie mi gardło. Nie wolno jej było się zmieniać, nikomu z nas nie było wolno, ale ona nie zamierzała pozwolić, by to ją powstrzymało. Nie spodobało jej się upokorzenie przed wszystkimi i teraz brała odwet. Czekałam w napięciu na ból zębów rozdzierających moje ciało.
– Przestań! – dwa głosy rozkazały jednocześnie, a dwa ciała stanęły między mną a Tazią. Mrugnęłam, czując się oszołomiona i lekko zdezorientowana.
Zaric i Varek użyli swoich głosów Alfy, których żaden członek watahy nie mógł zignorować. Tazia została zmuszona do zatrzymania się, upadła na łapy i wciąż na mnie warczała, podczas gdy Varek i Zaric skrzyżowali ramiona na piersiach, patrząc na nią z obrzydzeniem.
– Zmień się z powrotem – rozkazał Varek z warknięciem i po chwili Tazia wróciła do ludzkiej formy, płacząc cicho i próbując się zasłonić. Inny członek watahy szybko podał jej koszulkę.
– Oszustwo jest zabronione! – zagrzmiał głos mojego ojca. – Odejdź i udaj się do Alfy po karę – ryknął, brzmiąc na zniesmaczonego.
Tazia uciekła, nie patrząc na nikogo, z policzkami płonącymi rumieńcem wściekłości.
– Dobra robota, że ją powstrzymaliście – ojciec skomplementował bliźniaków Alfa, gdy ci odwrócili się do niego. – Ale nie narażajcie się dla kogoś takiego jak ona. Elara jest zbędna – powiedział chłodno, gdy go słuchali. – Podczas gdy wy dwaj, jako przyszli Alfowie, nie jesteście. W przyszłości dyscyplinowanie i interwencje zostawcie mnie – rozkazał.
– Nie chcieliśmy nikogo urazić – mruknął Zaric, podczas gdy Varek jedynie wpatrywał się w mojego ojca z twarzą bez wyrazu. – Wkroczyliśmy po prostu, by zapobiec dalszym obrażeniom.
Ojciec uśmiechnął się, ale uśmiech nie dotarł do jego oczu. – Gdyby moja córka odniosła obrażenia, podjąłbym odpowiednie kroki – zapewnił ich, kłamiąc w żywy kamień.
Gdyby bliźniacy nie powstrzymali Tazii, nie miałam wątpliwości, że byłabym już martwa.
Bliźniacy Alfa nie wyglądali na przekonanych zapewnieniami mojego ojca, ale odeszli bez drugiego spojrzenia w moją stronę. Chciałam im podziękować, ale mój głos odmówił posłuszeństwa.
















