POV Elary
Ojciec ledwie zaszczycił mnie spojrzeniem, odchodząc z placu treningowego i zostawiając mnie tam samą. Zawahałam się, a potem ruszyłam pędem w kierunku bliźniaków Alfa, praktycznie za nimi biegnąc. Zatrzymali się, słysząc odgłos moich kroków, i odwrócili się; obaj unieśli brwi w niemym pytaniu. Położyłam rękę na piersi, lekko kaszląc i próbując złapać oddech.
– Chciałam wam podziękować – wychrypiałam, odzyskując w końcu głos. – Wiem, że nie musieliście mi tam pomagać, ale... – mój głos zamarł na widok wyrazu ich twarzy.
– Źle by to wyglądało, gdybyśmy nie interweniowali – przerwał Zaric, rzucając spojrzenie bratu. – Złamała zasady watahy, a tylko tchórz zmienia postać, by zaatakować kogoś w ludzkiej formie – dodał cierpko.
Spłonęłam rumieńcem. Varek przyglądał mi się z namysłem. – Dlaczego nie trenujesz z resztą z nas? – zapytał niespodziewanie, a ja mrugnęłam na niego zaskoczona.
To był pierwszy raz, kiedy o cokolwiek mnie zapytali z ciekawości czy zainteresowania. Byłam zbita z tropu. Czy to oznaczało, że chcieli wiedzieć o mnie coś więcej?
– Cóż, em, mój ojciec nie widzi w tym sensu, skoro to Vespera miała przejąć jego stanowisko, no, dopóki, wiecie... – wskazałam na nich obu, czerwieniąc się mocno. – Dopóki nie postanowiliście uczynić jej swoją wybraną partnerką.
– Ale to nie oznacza, że nie powinnaś uczyć się bronić ani wkładać wysiłku w trening – głos Zarica był zimny, a jego wyraz twarzy nieubłagany. – Nawet ci o niskiej randze w watasze muszą umieć pomagać w jej ochronie. Myślisz, że jesteś ponad wszystkimi? – zapytał lodowato.
– Nie! – wypaliłam, patrząc na nich obu i widząc w ich oczach jedynie osąd. – Oczywiście, że nie. Ja... ja... – zaczęłam się jąkać, a mój niepokój rósł, gdy wciąż nade mną górowali.
Dlaczego nie rozumieli, że nic z tego, co robię, nie jest kwestią wyboru? Czy byli aż tak ślepi na moje życie i okoliczności, w których byłam zmuszona żyć? Powinnam była wiedzieć lepiej, niż gonić za nimi w ten sposób.
– Kiedy zostaniemy Alfami watahy, to się zmieni – głos Vareka był niższy, ale nie mniej okrutny. – Będziesz musiała brać udział w obowiązkowych treningach i najprawdopodobniej w dodatkowych sesjach, żeby nadrobić te wszystkie, które opuściłaś. Już teraz jesteś powodem śmierci jednej z naszych najbardziej ukochanych członkiń watahy; czy naprawdę chcesz być odpowiedzialna za śmierć kolejnej? – był bezlitosny, a ja wzdrygnęłam się pod wpływem tego oskarżenia.
– Nie zabiłam mojej matki – mój głos był słaby. – To nie była moja wina – zaprotestowałam, choć wiedziałam, że to nic nie zmieni. Nigdy nie zmieniało.
Varek wyglądał na lekko zmieszanego, ale Zaric jedynie prychnął z pogardą.
– Proszę cię, wszyscy słyszeliśmy, jaką mąciwodą jesteś. Myślisz, że stoisz ponad zasadami, że żadna z nich cię nie dotyczy. – Wykonał nieuprzejmy gest w moją stronę, a jego oczy zaczęły płonąć. – Myślisz, że Vespera nie opowiedziała nam o twojej prawdziwej naturze i o tym, jaką suką jesteś? – warknął.
Vespera. Oczywiście, że przedstawiła to tak, jakbym to ja była problemem. Gdyby tylko ci dwaj wiedzieli, jaka jest jej prawdziwa natura... Ale jak wszyscy inni, dali się jej całkowicie omamić. Powstrzymałam łzy, patrząc na Vareka, który po prostu unikał mojego wzroku. Z jakiegoś niezrozumiałego powodu poczułam się zraniona ich opinią o mnie.
– Czy naprawdę to o mnie myślicie? – zapytałam, a moje serce ścisnęło się z bólu.
Dlaczego tak bardzo zależało mi na ich zdaniu? Dlaczego mnie to obchodziło? Wszyscy uważali mnie za morderczynię albo słabeusza, ale dlaczego tak bardzo bolała myśl, że bliźniacy Alfa myślą to samo? Od kiedy ich opinia miała takie znaczenie?
– Nie ma sensu udawać niewinnej ofiary. – Zaric zmierzył mnie chłodnym wzrokiem. – Według Vespery traktujesz ją jak niewolnicę, a nie jak siostrę. Kiedy uczynimy ją naszą partnerką, bardzo szybko przekonasz się, jak to jest, gdy to tobą się pomiata – uśmiechnął się, a ten uśmiech zmroził mnie do szpiku kości. – I jak to jest musieć robić wszystko, co ci każą. Mam nadzieję, że jesteś na to przygotowana – dodał, po czym odwrócił się do mnie plecami i demonstracyjnie odszedł.
– Wcale nie... – zaczęłam mówić i urwałam.
Nie jestem tą złą osobą, za którą mnie uważacie, chciałam krzyknąć. Jestem po prostu sobą. Dlaczego tego nie widzicie? Dopiero po chwili zorientowałam się, że Varek wciąż tam stoi, patrząc na mnie z góry, podczas gdy ja wodziłam za nim niepewnym wzrokiem.
– Nie powinieneś iść za bratem? – mój głos był lekko opryskliwy.
Chrzanić go. Chrzanić jego i Zarica. Byli tacy sami jak wszyscy inni w tej przeklętej watasze. Nie interesowała ich prawda. Zależało im tylko na zostaniu Alfami i przewodzeniu watasze. Byłam dla nich jedynie niedogodnością i ciężarem. Czułam, że walczę ze łzami, wbijając paznokcie w dłonie; wzięłam głęboki wdech, odzyskując panowanie nad sobą.
– Tak dla twojej wiadomości, twoja walka była całkiem niezła jak na kogoś, kto nie był na ani jednym treningu – rzucił w końcu Varek z lekkim uśmiechem, który zaraz zniknął, po czym odwrócił się i zdecydowanym krokiem ruszył za bratem.
Mrugnęłam. Czy Varek Vandor właśnie powiedział mi komplement? Na pewno musiałam się przesłyszeć. Ale słyszałam to na własne uszy. Pochwalił mnie, niechętnie, ale to i tak sprawiło, że poczułam w środku małą iskierkę szczęścia. Patrzyłam na ich oddalające się plecy, nie mogąc oderwać wzroku, podziwiając, jak przystojną parę tworzą i ciesząc się, że nikt nie widzi, jak na nich patrzę. A przynajmniej tak mi się wydawało.
Ta krótka chwila szczęścia nie trwała długo.
Poczułam, jak czyjaś dłoń mocno uszczypnęła mnie w ramię, co sprawiło, że syknęłam z bólu i odwróciłam głowę, napotykając zimne oczy Vespery.
– Nawet nie myśl o zbliżaniu się więcej do moich partnerów – warknęła, gdy próbowałam odsunąć jej rękę od mojego ramienia, a jej oczy zwęziły się. – Nie myśl, że nie widzę, co robisz, próbując wzbudzić ich litość, żeby zwrócili na ciebie uwagę – syknęła, a ja patrzyłam na nią osłupiała.
– Vespero, ja tylko... – głos mi zadrżał, nie byłam pewna, dlaczego czuję potrzebę bronienia się przed tak niedorzecznym oskarżeniem.
– Zachowujesz się jak zdzira. – Zacisnęła uścisk, a ja gwałtownie wciągnęłam powietrze z bólu. – To są moi partnerzy, Elaro, moi – podkreśliła, podczas gdy członkowie watahy przechodzili obok, nie zatrzymując się, by pomóc. – I jeśli choć raz spojrzysz na nich w niewłaściwy sposób, gorzko tego pożałujesz – ucięła.
Znów uszczypnęła mnie mocno, jakby dla podkreślenia swoich słów, a ja skrzywiłam się. Puściła moje ramię, a ja złapałam się za nie, rozcierając bolące miejsce i obserwując, jak jaskrawoczerwony ślad powoli blednie.
– Następnym razem nie będę taka miła – ostrzegła mnie Vespera, unosząc głowę i patrząc na mnie z góry. – Lepiej pamiętaj o tym, gdy zostanę Luną, Elaro; twoje istnienie zależy ode mnie, więc na twoim miejscu bym mnie nie drażniła. A co do tego, co zrobiłaś biednej Tazii... – pokręciła głową, a potem jej ręka wystrzeliła błyskawicznie, trafiając mnie w nos. Zgięłam się wpół, łapiąc się za twarz, podczas gdy krew trysnęła na trawę i moje ubranie.
To bolało. Spojrzałam na nią ze łzami spływającymi po policzkach. Uśmiechnęła się drwiąco. – Tazia przesyła pozdrowienia.
Patrzyłam przez łzy, jak odchodzi, trzymając się za nos i chwiejnie wstając na nogi. Drżałam na myśl o dniu, w którym zostanie Luną. Kto wie, jakim torturom mnie podda, gdy oficjalnie przejmie władzę. Jedyną osobą, która widziała jej mroczną stronę, byłam ja. Vespera Kravan nie była aniołem, ale wataha z pewnością za takiego ją uważała. Szkoda, że bliźniacy nie widzieli tej strony Vespery, którą ja znałam. Może wtedy poznaliby prawdę i wiedzieli, że nie jestem tak zła, jak im się wydawało.
















