– To już dwa tygodnie, stary. Dalej rozmyślasz o swojej tajemniczej kobiecie? – pyta George, gdy patrzę przez okno biura na przechodzących ludzi.
– Nie myślę o niej. Myślę o tym cholernym spotkaniu. Harrison zostawił taki bałagan, że mam to wszystko ogarnąć przed końcem kwartału.
Kłamię i on o tym wie. Oczywiście, że myślę o Samancie. Nie mogę przestać od nocy, kiedy się poznaliśmy. Wróciłem do Sinful w nadziei, że na nią wpadnę, ale się nie pojawiła. Zaczyna mi się wydawać, że ta kobieta nie istnieje.
– Jako twój prawnik muszę ci przypomnieć, że nowy klient i projekt wyprowadzą firmę na zielone wody.
– Dalej nie mogę pojąć, jak ten dupek mógł defraudować pieniądze przez dwa lata i nikt tego nie zauważył.
– Ważne jest to, stary, że robisz, co trzeba. – Ktoś puka do moich drzwi.
– Wejść – odpowiadam.
– Panie Cromwell, przepraszam za przeszkodę. Pan Stone chciałby zamienić słowo. Mówi, że to pilne. Dotyczy dzisiejszego spotkania.
– Wpuść go – rozkazuję.
– Czy to nie ten człowiek, którego chcesz zwolnić? Ten, którego podejrzewasz o współpracę z Harrisonem?
– To prawda, ale na razie nie ma dowodów, które by to potwierdzały. Bez twardych dowodów nie możemy go zwolnić – mówię bardziej do siebie.
– Panie Cromwell, dziękuję, że znalazł pan dla mnie czas mimo tak krótkiego powiadomienia – wita się, wchodząc do biura.
– W czym mogę pomóc? – pytam, chcąc przejść do sedna.
– Wiem, że nie chce pan, by ktokolwiek wiedział, że jest pan nowym dyrektorem generalnym. Ale chciałem się dowiedzieć, czy mogę zabrać ze sobą na dzisiejsze spotkanie mojego głównego analityka.
Wstaję z krzesła i zatrzymuję się kilka kroków od niego.
– Przerywasz moje spotkanie, żeby zapytać, czy analityk może dołączyć do spotkania omawiającego poufne informacje o kliencie? – stwierdzam, bardziej niż pytam.
– Nie chciałem przerywać spotkania – mówi, patrząc na George'a. – Po prostu chcę się upewnić... – zaczyna.
Prostuję się i robię kilka kroków bliżej, żeby upewnić się, że dobrze zrozumie moje kolejne słowa.
– Twoje działania każą mi wierzyć, że nie jesteś w stanie wykonywać swoich obowiązków jako wiceprezes. Być może to nie jest stanowisko dla ciebie.
– Oczywiście, że jest. Po prostu Samantha jest ogromnym wsparciem i potrafi rozkładać informacje i liczby jak nikt inny, kogo kiedykolwiek spotkałem.
Kiedy tylko wypowiada imię Samantha, nie mogę powstrzymać się od zastanawiania się, czy mówi o mojej tajemniczej kobiecie.
– Niech dołączy do spotkania. Sam ocenię. Możesz odejść – dodaję, zanim zdąży cokolwiek dodać. Zamiast wracać do biurka, wychodzę z biura i podchodzę do Paige.
– W czym mogę pomóc, panie Carmichael? – pyta, gdy stoję przed jej biurkiem.
– Chcę wszystkich informacji dotyczących głównego analityka Stone'a. Wierzę, że nazywa się Samantha.
– Już się robi, panie Carmichael. – Odwracam się i wracam do biura.
– Jakie jest prawdopodobieństwo, że to ona? – pyta George, gdy tylko mnie widzi.
– Nie masz nic do roboty? – pytam, podchodząc do biurka.
Zaczyna się śmiać.
– Chyba jednak mam. Nie rób sobie nadziei. Założę się, że to nie twoja tajemnicza kobieta. Nadal uważam, że ją wymyśliłeś, stary. Nie mam dowodów na to, co się stało – mówi, wstając.
Nie odpowiadam mu. Chcę zostać sam z myślami. Nie jestem pewien jak, ale wiem, że to ona. Czuję to. Myśl o tym, że mam ją w zasięgu ręki, jest jedyną rzeczą, o której myślę od nocy, kiedy ją poznałem i zawładnąłem nią.
Gdy czekam, aż Paige wróci z potwierdzeniem dotyczącym Samanty, dzwoni mój telefon. Patrzę na niego. Na ekranie widnieje Katherine. Ignoruję połączenie, ale ona dzwoni ponownie. Jeśli nie odbiorę, będzie dzwonić, aż to zrobię.
– Czego do cholery chcesz, Katherine? – pytam.
– Jak długo zamierzasz mnie tak traktować, Matthew? Nie uważasz, że nadszedł czas, abyś wrócił do domu i wznowił przygotowania do ślubu?
– Odczep się, Katherine. Nie będę się powtarzał. Skończyłem z tobą. Twoja szarada z moją matką jest niegodna damy.
– Nie denerwuj się tak. Sugerujesz, że nie możemy rozwiązać tego, co ci tym razem przeszkadza.
Biorę głęboki oddech, chcąc zachować kontrolę nad narastającym we mnie gniewem.
– Po pierwsze, powinnaś być damą i nie mówić jak plebs.
– Nie musisz mnie obrażać, Matthew. Nie jestem z niższej klasy. – Właśnie wtedy, gdy wypowiada te słowa, Paige wchodzi do mojego biura, trzymając teczkę.
– Przestań dzwonić, Katherine, ostrzegam cię ostatni raz – kończę rozmowę.
– Nie chciałam przeszkadzać – mówi Paige, zatrzymując się w pół kroku.
– Nie przeszkadzasz. – Wyciągam rękę, żeby dała mi teczkę.
– Wkrótce powinnam mieć więcej informacji. W międzyczasie znajdzie pan jej życiorys i notatki sporządzone podczas rozmowy kwalifikacyjnej. Znajdzie pan również pisemne upomnienie, którego nikt nie rozumie, dlaczego je otrzymała.
– Dziękuję. Przekieruj wszystkie moje połączenia.
– Dobrze – mówi i wychodzi.
Od razu otwieram teczkę. Miałem rację. Zdjęcie z identyfikatora firmy potwierdza, że ta Samantha to moja Samantha.
Samantha Davis urodziła się w Tallulah w Luizjanie.
Ukończyła NYU Stern School of Business w gronie jednego procenta najlepszych absolwentów.
Pracuje w Cromwell Wealth Management od trzech miesięcy.
Lista ciągnie się dalej szczegółami, które nie mają dla mnie znaczenia. Zaciekawiony komentarzem Paige na temat upomnienia, wyciągam je. Wynika z niego, że jej wyniki są przeciętne i nie wykonuje poleceń od razu. Zaczynam się zastanawiać, dlaczego Stone poprosił o zabranie jej na spotkanie, jeśli tak uważał, biorąc pod uwagę, że to on podpisał pisemne upomnienie. Ale trudno uwierzyć w jego słowa, skoro kobieta, którą opisuje, nie jest kobietą, która wykonywała każde moje polecenie tej nocy, kiedy ją zawładnąłem. Ostatecznie sam ocenię, kim jest Samantha Davis i jak pracuje.
***
Spotkanie trwa już od piętnastu minut, a Samanty nie ma.
– Nie mam czasu do stracenia – warczę na Stone'a.
– Powinna tu być za minutę. Jeśli pan chce, mogę sprawdzić, co ją zatrzymuje.
Widzę, że zamierza wstać, ale właśnie wtedy widzę Samantę zmierzającą do drzwi sali konferencyjnej. Ściana jest szklana i trudno ją przegapić. Patrzy w dół, trzymając stos segregatorów i prezentacji.
– To bzdura – mówię bardziej do siebie, wstając, żeby pomóc jej otworzyć drzwi, których nie będzie w stanie otworzyć.
Zanim docieram do drzwi, ona nadal nie podniosła wzroku, a segregatory zasłaniają jej widok. Nie zauważa, kiedy otwieram drzwi i staję przed nią. Wpada na mnie.
– Kurczę, przepraszam – mówi, w końcu podnosząc wzrok. Prawie upuszcza to, co trzyma, kiedy zdaje sobie sprawę, że to ja.
– Jesteś aż tak niekompetentna, że nie uważasz? – słyszę Stone'a za sobą.
Nie daję jej szansy na odpowiedź. Jej twarz jest zaczerwieniona ze wstydu.
– Wszyscy wyjść, z wyjątkiem ciebie, Samanto – mówię, zabierając jej segregatory i prezentacje. Krzesła zaczynają się przesuwać. Odsuwam się, żeby Samantha mogła wejść do sali konferencyjnej. Nie ośmiela się na mnie spojrzeć. Mija około minuty, zanim wszyscy wychodzą.
– Miło cię tu spotkać – mówię, kładąc wszystko na stole konferencyjnym.
– Ja... – zaczyna, ale zamyka usta. – Powinnam... – zaczyna znowu.
Robię krok bliżej, zmniejszając dzielącą nas odległość. Od razu wypełnia nas jej słodki waniliowy zapach.
– Język ci kołkiem stanął? – droczę się.
– Panie Cromwell, nie powinniśmy być tak widziani. Ludzie wyciągną błędne wnioski. – Robi krok do tyłu.
Oglądam się za nią i widzę kilka osób, które próbują dyskretnie na nas patrzeć, jedną z nich jest Stone.
– Chodź ze mną – rozkazuję, mijając ją, żeby otworzyć drzwi. Nie rusza się. – Nie pytałem – dodaję.
Podchodzi, żeby zabrać segregatory i prezentacje.
– Zostaw je. – Bierze głęboki oddech i zaczyna iść.
– Panie Cromwell, mogę porozmawiać z Samantą o jej wynikach – mówi Stone, blokując nam drogę.
– Nie ma takiej potrzeby. – Wygląda, jakby miał coś powiedzieć, ale rezygnuje.
Kontynuuję prowadzenie Samanty do mojego biura.
– Paige, zadbaj o to, żeby nikt nam nie przeszkadzał – rozkazuję przed jej biurkiem.
– Nie ma problemu, proszę pana.
Odsuwam się i wpuszczam Samantę do biura jako pierwszą. Wchodzę za nią i zamykam drzwi na klucz. Szklane drzwi i ściana naprzeciwko biurka Paige pokrywają się szronem. Podchodzę do Samanty, która stoi na środku mojego biura. Zmniejszam dystans i ujmuję jej twarz w dłonie. Nie ma sensu przedłużać, całuję ją i prowadzę do najbliższej ściany. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, jak bardzo jej pragnę. Z jej ust wydobywają się ciche jęki, które natychmiast mnie podniecają.
– Matthew... – szepcze, przerywając pocałunek.
Ale ignoruję to, że wymawia moje imię, którego używa, żeby walczyć ze swoim pożądaniem. Całuję ją ponownie. Tym razem podnoszę ją. Oplata nogami moją talię. Podchodzę do biurka i siadam na nim.
– Myślałem, że nigdy cię nie zobaczę – wyznaję.
Patrzymy na siebie w ciszy.
– Muszę wrócić do pracy, panie Cromwell – mówi z trudem łapiąc oddech, a jej pożądliwe oczy zdradzają ją.
– Nigdzie się nie wybierasz. Dopiero zaczynam – mówię tym razem miażdżąc jej usta.
















