Evelina
Obudziłam się z uczuciem, jakby przejechała po mnie ciężarówka – bardzo seksowna ciężarówka w kształcie Alarica Sterlinga. Moje ciało bolało w miejscach, o których istnieniu zdążyłam zapomnieć, a na moich wewnętrznych udach widniały siniaki będące pamiątką po wydarzeniach minionej nocy.
„Ogarnij się, Evelina” – mruknęłam do swojego odbicia, nakładając korektor pod oczy. Mimo moich największych starań z makijażem, kobieta patrząca na mnie z lustra wyglądała na totalnie sponiewieraną.
Jazda metrem do pracy była torturą. Każdy wstrząs i każde przechylenie wagonu przypominało mi o tym, jak Alaric poruszał się we mnie. Jak jego dłonie zaciskały się na moich biodrach. Jak nazwał mnie Elowen.
Elowen. To imię obijało się w mojej czaszce niczym wściekła piłeczka pingpongowa.
Spędziłam pół nocy, wpisując w Google „Elowen Alaric Sterling” z zerowym wynikiem. Nie żeby była zazdrosna czy coś. To znaczy, dlaczego miałabym być zazdrosna o kogoś, czyje imię mój szef wyjękiwał, będąc na bóg wie jakim haju?
Jazda windą do biura trwała dłużej niż zwykle. Sprawdziłam telefon siedemnaście razy w ciągu trzydziestu sekund, modląc się, by nie było wiadomości od Alarica. Nic. Dzięki Bogu.
Zajrzałam do gabinetu Alarica. Pusty. Ulga, która mnie zalała, była wręcz żenująca.
Opadając na krzesło, ukryłam twarz w dłoniach. „Jest dobrze. Wszystko jest w porządku. On pewnie nawet nic nie pamięta. A jeśli pamięta, cóż... po prostu przeprowadzę się na Antarktydę. Słyszałam, że potrzebują tam sekretarek”.
Mój telefon zabrzęczał. Podskoczyłam tak gwałtownie, że uderzyłam kolanem o szufladę biurka.
Rozmasowując pulsujące kolano, sprawdziłam wiadomość. Tylko spam o powiększaniu części ciała, których nie posiadałam.
Poranek ciągnął się w oparach paranoi. Każdy odgłos kroków na korytarzu sprawiał, że spinałam się jak winny nastolatek. Do dziesiątej mięśnie mojego karku były twarde jak stalowe liny od ciągłego odwracania głowy w stronę drzwi.
Mój kubek po kawie stał pusty, drwiąc ze mnie. Potrzebowałam kofeiny.
Chwyciłam kubek i szybkim krokiem ruszyłam do kuchni. Skierowałam się prosto do ekspresu, już czując smak tego słodkiego ratunku.
„Evelina! Właśnie ciebie szukałam!”
O mało nie upuściłam kubka. Macy z księgowości zmaterializowała się obok mnie, szczerząc się, jakby właśnie odkryła oszustwa podatkowe w księgach firmy.
„Cześć, Macy”. Skupiłam się na nalewaniu kawy, nakazując dłoniom, by przestały drżeć.
„Więc” – oparła się o blat, a jej oczy błyszczały – „gorąca randka wczoraj?”
Kawa przelała się przez krawędź. „Co? Nie. Dlaczego byś...”
„Niezłą malinkę tam hodujesz”. Wskazała na moją szyję, uśmiechając się porozumiewawczo. „Chyba że w wolnym czasie zaczęłaś trenować zapasy?”
Moja wolna ręka wystrzeliła do szyi. Przerażenie mnie ogarnęło, gdy poczułam tkliwe miejsce tuż pod uchem. Miejsce, w którym Alaric naznaczył mnie niczym jakiś nadgorliwy wampir.
Myśli galopowały mi w głowie szybciej niż poranne metro. „Och, to? Lokówka. Totalna ze mnie niezdara dzisiaj rano”. Wymusiłam śmiech, który brzmiał jak odgłos dławiącego się kota.
„To musi być niezła lokówka. Wygląda raczej, jakby ktoś próbował...”
„Popatrz tylko na godzinę!” Zerknęłam na goły nadgarstek, na którym zdecydowanie nie było zegarka. „Te raporty z wydatków same się nie złożą!”
„Ale nie dopiłaś kawy...”
Porzuciłam na wpół napełniony kubek na blacie, pędząc w stronę wyjścia z gracją nowo narodzonej żyrafy. Moje obcasy stukały o kafelki w rytmie, który wydawał się kodem Morse’a oznaczającym „Ratunku!”.
Opadłam na krzesło przy biurku, a serce waliło mi tak, jakbym właśnie przebiegła maraton na szpilkach. Ręce mi drżały, gdy próbowałam dojść do siebie. Co ja sobie myślałam? Lokówka? Serio? Mogłam już raczej powiedzieć, że to przygoda na jedną noc. To byłoby odrobinę bardziej wiarygodne. Boże, przygoda na jedną noc byłaby jeszcze gorsza.
Plotki o mnie i Alaricu krążyły, odkąd zostałam jego asystentką. Dość złe było to, że dostałam to stanowisko po tak krótkim stażu w firmie.
Wszyscy myśleli, że przespałam sobie drogę na szczyt, że rozłożyłam przed nim nogi, by awansować. Mimo całej mojej ciężkiej pracy, szepty nigdy nie ustawały.
Współpracownicy, którzy kiedyś byli moimi znajomymi, teraz ledwo nawiązują ze mną kontakt wzrokowy. Ich ciche rozmowy milkną, gdy tylko wchodzę do pokoju, zastępowane wymuszonymi uśmiechami i niezręczną ciszą.
Choć początkowo nie chciałam tej pracy, przyjęłam ją ze względu na wysoką pensję, niezbędną do pokrycia kosztów leczenia mamy.
Ale teraz? Sytuacja była totalnym bagnem. Jeśli ktokolwiek dowiedziałby się o tym, co wydarzyło się ostatniej nocy, uznaliby, że plotki są prawdziwe. Uwierzyliby, że wykorzystałam swoje ciało, by wspiąć się po drabinie społecznej, czego nigdy bym nie zrobiła.
Nikt nie mógł się dowiedzieć, że Alaric i ja spaliśmy ze sobą. Sama ta myśl sprawiała, że żołądek zawiązywał mi się w supeł. Modliłam się, by Alaric o wszystkim zapomniał, wymazując to wspomnienie, jakby nigdy nie istniało.
Oczywiście wiedziałam, że nie mogę wiecznie przed nim uciekać. Prędzej czy później będę musiała stawić się u niego w gabinecie. Byłam jednak przekonana, że doktor powie mu, że nic się nie stało. A nawet jeśli coś by pamiętał, pójdzie do Elowen.
Każda kobieta, z którą sypiał Alaric, chciała zostać jego żoną. Więc jeśli zapyta Elowen, czy była z nim tamtej nocy, ona na pewno powie „tak”, żeby się do niego zbliżyć.
Sala konferencyjna wydawała się mniejsza niż zwykle, gdy układałam materiały na spotkanie, będąc chorobliwie świadoma obecności Alarica u szczytu stołu. Ręce mi drżały przy rozdawaniu raportów finansowych, a oczy trzymałam wbite w papiery.
„Wszyscy są?” Głos Alarica wywołał dreszcze na moich plecach. Ten sam głos, który dwa dni temu szeptał mi do ucha różne rzeczy.
zaryzykowałam jedno spojrzenie w górę. Fatalny błąd.
Jego oczy napotkały moje i nagle wróciłam do jego penthouse’u, czując jego dłonie na mojej skórze i gorący oddech na szyi. Twarz zapłonęła mi mocniej niż świeża kawa.
„Panno Thorne?”
Podskoczyłam, prawie upuszczając resztę raportów. „Tak, panie Sterling?”
„Prognozy kwartalne?”
Racja. Praca. Profesjonalizm. Dam radę. Przerzuciłam papiery, zmuszając galopujące serce do spokoju.
„Oto one”. Mój głos brzmiał piskliwiej niż mysz w fabryce sera.
Alaric zmarszczył brwi. „Czy dobrze się pani czuje? Jest pani cała w pąsach”.
Oczywiście, że byłam.
„Po prostu jest tu trochę duszno”. Szarpnęłam za kołnierzyk, niechcący odsłaniając blednący ślad na szyi.
Jego wzrok mignął na ułamek sekundy w to miejsce, po czym wrócił do raportów bez cienia rozpoznania. Nic. Ani śladu wspomnienia o naszej namiętnej nocy.
Spotkanie ciągnęło się w nieskończoność. Notowałam mechanicznie, ukradkiem spoglądając na Alarica między kolejnymi punktami. Był całkowicie odprężony, omawiając marże zysku, jakby dwa dni temu wcale nie wywrócił mojego świata do góry nogami.
Spotkanie w końcu dobiegło końca, ale moja ulga była krótkotrwała. Alaric skinął na mnie palcem, zapraszając do swojego gabinetu. Moje nogi stały się jak z waty, gdy szłam za nim do środka.
Rozsiadł się w skórzanym fotelu niczym król na tronie, podczas gdy ja stałam przy drzwiach jak winna nastolatka. Poranne słońce wpadające przez wysokie okna skąpało go w anielskiej poświacie. Niesprawiedliwe. Ten człowiek wyglądał, jakby właśnie wyszedł z sesji zdjęciowej do magazynu, podczas gdy ja walczyłam z chęcią ucieczki.
„Proszę zamknąć drzwi, panno Thorne”.
Zrobiłam to, a dłoń lekko drżała mi na klamce. To było to. Wszystko pamiętał i zaraz mnie wyleje. Albo gorzej, złoży mi jakąś propozycję. Nie wiedziałam, który scenariusz przeraża mnie bardziej.
„Proszę usiąść”. Wskazał na krzesło naprzeciwko biurka.
Usadowiłam się na samym brzeżku, gotowa do startu w każdej chwili. Skóra pisnęła pode mną, zdradzając moje zdenerwowanie.
Alaric przekładał jakieś papiery na biurku, jego twarz była nieprzenikniona. Moje serce wykonywało w piersi gimnastykę godną olimpiady.
„Zauważyłem coś niepokojącego”. Spojrzał w górę, a jego niebieskie oczy przewiercały mnie na wylot.
Pamiętał wszystko. Zostanę zwolniona, upokorzona i pewnie skończę w jakimś reality show zatytułowanym „Spałam ze swoim szefem”.
„Nie zameldowała się pani wczoraj, gdy byłem nieobecny”.
Zaraz, co? Z tych wszystkich rzeczy, które mógł poruszyć, wybrał właśnie to?
„Jako moja asystentka, oczekuję od pani stałego kontaktu, szczególnie podczas nieplanowanych nieobecności”. Jego ton miał w sobie tę typową dla Alarica Sterlinga władczość, która sprawiała, że członkowie zarządu wiercili się na krzesłach, a konkurencja oblewała się potem.
Otwierałam i zamykałam usta niczym ryba wyrzucona na brzeg. Jak niby miałam na to odpowiedzieć? „Przepraszam, że się nie zameldowałam, byłam zbyt zajęta przeżywaniem kryzysu egzystencjalnego po naszym zbliżeniu pod wpływem narkotyków, podczas którego nazwałeś mnie imieniem innej kobiety”?
„Przepraszam, panie Sterling. Myślałam...” Myślałam, że odsypiasz cokolwiek się między nami wydarzyło. Myślałam, że potrzebujesz przestrzeni. Myślałam o wielu rzeczach, z których żadnej nie mogłam wypowiedzieć na głos.
„Myślała pani?” Przeszywające spojrzenie Alarica sprawiło, że moje szare komórki zaczęły popełniać masowe samobójstwo.
„Myślałam... cóż...” W ustach zaschło mi bardziej niż na Saharze. Co mogłam powiedzieć?
Ostre dzwonienie telefonu przecięło napięcie. Dzwonek rozległ się w gabinecie niczym chór aniołów. Dziękuję ci, łaskawy wszechświecie!
















