Mój udawany związek z szefem miliarderem

Mój udawany związek z szefem miliarderem

Autor: Aeliana Moreau

Rozdział 5
Autor: Aeliana Moreau
5 cze 2026
Evelina Droga do jego gabinetu wydawała się przejściem przez pole minowe na szpilkach. Każdy krok przybliżał mnie do potencjalnej katastrofy. A co jeśli zauważył karty z planowaniem ślubu, które niechcący zostawiłam otwarte podczas porannego spotkania? A co jeśli przypomniał sobie, że nazwał mnie Elowen? Stojąc przed jego drzwiami, wzięłam głęboki oddech. Cokolwiek się wydarzy, zniosę to z godnością i profesjonalizmem. Albo przynajmniej postaram się nie rozpłakać na jego drogich meblach. Pchnęłam drzwi, spodziewając się zastać Alarica otoczonego wydrukami z moją tajną działalnością wirtualnej asystentki. Zamiast tego siedział przy biurku, wyglądając irytująco nienagannie, podczas gdy ja czułam się jak roślina doniczkowa, której nikt nie podlewał od tygodni. „Panno Thorne”. Wskazał krzesło przed sobą. „Proszę usiąść”. Usadowiłam się na brzeżku, jakby fotel mógł mnie ugryźć. „Czy coś się stało?” „To ja chciałem o to zapytać”. Jego niebieskie oczy utknęły we mnie z precyzją lasera. „Wydaje się pani ostatnio rozproszona. Bardziej niż zwykle”. Czy on prowadzi jakiś dziennik moich poziomów rozkojarzenia? „Zauważyłem, że dziś rano o mało nie wysłała pani propozycji dla Singapuru do naszego biura w Tokio”. O Boże. Naprawdę to zrobiłam. „Zorientowałam się, zanim...” „Wczoraj zaplanowała pani mój lunch na trzecią rano”. „To było...” Właściwie na to nie miałam żadnej obrony. Kiedy robiłam ten wpis w kalendarzu, koordynowałam harmonogram ślubu wyjazdowego dla Sienny. „Czy wszystko w porządku?” Jego głos złagodniał. „Mama – jak ona się czuje?” Jego szczera troska zbiła mnie z tropu. „Jest w stanie stabilnym. Dziękuję, że pan pyta i za przysłanie Silasa tamtego dnia”. „Evelina”. Pochylił się, a moje serce wykonało dziwny fikołek. „Jeśli potrzebuje pani pomocy, proszę po prostu powiedzieć”. Mrugnęłam. Czy to Alaric Sterling oferował wsparcie emocjonalne? Może zasnęłam przy biurku i to jakiś dziwny sen wywołany nadmiarem kawy i poradników planowania wesel. „Ja...” Słowa uwięzły mi w gardle. Czy pytał jako mój szef? Jako facet, który po pijaku dobierał się do mnie i nazwał mnie imieniem innej kobiety? Jako zatroskany przyjaciel? Przyjaciel? Jasne. Zaraz zacznę wierzyć w jednorożce i przystępne ceny wynajmu na Manhattanie. Jakby czytając w moim wewnętrznym kryzysie, dodał: „Firma posiada programy dla pracowników znajdujących się w sytuacjach kryzysowych. Pomoc medyczna, urlopy okolicznościowe, wsparcie finansowe”. Och. Racja. To był Profesjonalny Alaric. Znacznie bezpieczniejszy teren niż tamto drugie coś. „Dziękuję, panie Sterling. Zapoznam się z tymi programami, jeśli... kiedy będę ich potrzebować”. Wymusiłam uśmiech, który wyglądał raczej jak skurcz twarzy. „Nie musi pani czekać, aż sytuacja stanie się beznadziejna”. Uniósł brew. „To nie jest najlepsza strategia biznesowa”. Mówił to człowiek, który kiedyś kupił cały jacht tylko dlatego, że spodobała mu się jego wyniosła nazwa. Ale tę myśl zachowałam dla siebie. „Doceniam troskę, naprawdę. Ale mam wszystko pod kontrolą”. Taką samą, jaką tornado ma nad Kansas. „Oczywiście”. Oparł się o oparcie, wyraźnie nie wierząc w ani jedno słowo. „Proszę tylko pamiętać, że moje drzwi są zawsze otwarte”. „Dziękuję, proszę pana”. Wstałam, gotowa do ucieczki, zanim wyczuje moją narastającą panikę lub zauważy arkusz planowania ślubu, który zminimalizowałam na pulpicie. „Och, i Evelino?” Zamarłam w połowie drogi do drzwi. „Tak?” „Następnym razem, gdy będzie pani planować lunch na trzecią rano, proszę upewnić się, że to spotkanie z kimś z innej strefy czasowej. Przynajmniej wtedy będziemy mogli udawać, że to było zamierzone”. Czy to był żart? W ustach Alarica Sterlinga? Naprawdę musiałam zasnąć przy biurku. „Będę o tym pamiętać”. Wybiegłam, zanim zdążył zauważyć, że moja twarz przybiera kolor wozu strażackiego. Następne kilka dni było wiru chaosu i kofeiny. Moje życie stało się niekończącą się pętlą pracy w biurze, zadań wirtualnej asystentki i researchu dotyczącego wesel. „Evelina, wszystko u ciebie w porządku?” Głos Phoebe trzeszczał w moim telefonie pewnego wieczoru, gdy siedziałam zgarbiona nad laptopem, a palce śmigały po klawiaturze. „Zdefiniuj ‘w porządku’” – mruknęłam, przełączając karty między grafikiem Alarica a listą kontaktów do dostawców. „Jeśli przez ‘w porządku’ rozumiesz tonięcie w pracy i rozważanie przejścia na dietę z chińskich zupek, żeby oszczędzić, to tak, totalnie w porządku”. „Musisz odpocząć”. „Odpocząć?” Zaśmiałam się bez rozbawienia. „Co to jest? Jakaś nowa aplikacja?” „Tylko się nie wypal, dobrze? Potrzebujemy cię przy zdrowych zmysłach”. „Zdrowe zmysły są przereklamowane” – wymamrotałam, zerkając na zegar. Było grubo po północy. Znowu. Wpadłam w pewien rytm – a raczej w kontrolowane korkociąg. Każda godzina czuwania była rozliczona, każda minuta zaplanowana z wojskową precyzją. Działało to nieźle aż do czwartkowego popołudnia, kiedy wszystko poszło spektakularnie nie tak. „Panno Thorne!” Głos Alarica zagrzmiał w interkomie. „Gdzie jest pan Zhao?” Serce mi stanęło. Pan Zhao? Ten ważny klient, z którym mieliśmy się spotkać o... o nie. Zaczęłam gorączkowo przeszukiwać kalendarz, a mój mózg był splątanym kłębkiem dat i godzin. „Yy, jego spotkanie jest jutro o...” „Nie”. Ton Alarica mógłby zamrozić lawę. „Było dzisiaj o piętnastej”. Panika zalała mnie niczym zimna woda. Zerknęłam na zegar: 15:15. „Ja... tak strasznie przepraszam” – wyjąkałam. „Musiałam pomylić daty w kalendarzu”. „Do mojego gabinetu. Natychmiast”. Interkom wyłączył się z ostatecznością wieka trumny. Chwyciłam tablet i praktycznie pobiegłam do jego gabinetu, a moje obcasy stukały o podłogę niczym odliczanie do egzekucji. Gdy wpadłam przez drzwi, Alaric stał przy oknie, a jego ramiona były napięte pod idealnie skrojonym garniturem. „Siadaj”. Nie odwrócił się. Opadłam na krzesło, ściskając tablet niczym tarczę. „Panie Sterling, mogę to wyjaśnić...” „Czyżby?” Odwrócił się gwałtownie, a jego twarz była nieprzenikniona. „Bo ta Evelina Thorne, którą znam, nie myli spotkań. Firma pana Zhao odpowiada za czterdzieści procent naszych udziałów na rynku azjatyckim. Czy ma pani pojęcie, jakie szkody pani błąd może wyrządzić firmie?” Otworzyłam usta, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Miał rację. Zazwyczaj byłam skrupulatna, zorganizowana i wręcz obsesyjna, jeśli chodziło o szczegóły. „Evelina Thorne, którą znam, nie planuje spotkań na trzecią rano ani nie wysyła kontraktów do niewłaściwych biur”. Podszedł do biurka, a każdy jego krok był celowy. „Tamta Evelina zniknęła gdzieś w ciągu ostatnich kilku tygodni”. „Byłam po prostu...” „Zajęta? Czym konkretnie?” Coś w jego tonie sprawiło, że skóra mi cierpła. „Chce mi pani sama powiedzieć, co się dzieje?” Pochylił się nad biurkiem. „Zanim sprawa stanie się poważniejsza niż pominięte spotkanie?” „Proszę pana, obiecuję, że to się więcej nie powtórzy. Po prostu borykałam się z pewnymi osobistymi...” „Osobistymi sprawami?” Podniósł teczkę i rzucił ją na biurko między nas. „Takimi jak dorabianie na boku jako wirtualna asystentka?” O mój Boże. Otworzył teczkę, ujawniając zrzuty ekranu z e-maili, umów i dokumentów dotyczących planowania wesel. „A może zechce pani wyjaśnić to?” „Ja... skąd pan...” „Nasz dział IT odnotował nietypową aktywność na pani służbowym komputerze”. Wyglądał na bardziej rozczarowanego niż wściekłego. „Strony o planowaniu wesel. Moduły szkoleniowe dla wirtualnych asystentek. Kontrakty z zewnętrznymi klientami”. Moja kariera mignęła mi przed oczami. Razem z możliwością płacenia czynszu, kupowania jedzenia czy pokrywania rachunków mamy. „Panie Sterling, proszę”. Mój głos się załamał. „Mogę wszystko wyjaśnić”. „Słucham”. „Mama znowu zachorowała. Rachunki medyczne nas wykańczają. Ubezpieczenie pokrywa mniej niż połowę i nie wiedziałam, co jeszcze robić. Potrzebowałam dodatkowego dochodu, a te prace były zdalne, i myślałam, że jeśli będę uważać...” „Że jeśli będziesz uważać, to cię nie złapią?” Dokończył za mnie. „Naruszyła pani warunki umowy. Firma mogłaby panią zwolnić i podać do sądu za niedopełnienie zobowiązań”. Łzy zapiekły mnie pod powiekami. „Proszę. Natychmiast rzucę tę dodatkową pracę. Potrzebuję tylko trochę czasu, by się wykazać. By to naprawić”. Alaric wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę, a wyraz jego twarzy zmienił się z surowego w coś zupełnie innego. „Mogę mieć dla pani rozwiązanie. Ale najpierw musimy porozmawiać o tym, co wydarzyło się tamtej nocy”. Żołądek podszedł mi do gardła. „Tamtej nocy?” „Kiedy znalazła mnie pani w moim penthousie”. „Och, to. Nie czuł się pan dobrze, więc wezwałam lekarza. To wszystko”. „Lekarz znalazł w moim organizmie ślady dość niebezpiecznej substancji. Gdyby go pani nie wezwała...” Pochylił się ku mnie. „Prawdopodobnie uratowała mi pani życie, Evelino”. Zalała mnie fala ulgi. Dziękował mi. To było dobre. To był bezpieczny grunt. „Każdy zrobiłby to samo” – wymamrotałam. „Rzecz w tym...” Wstał i obszedł biurko. „Lekarz musi wiedzieć dokładnie, co działo się przed jego przybyciem. Do diagnozy”. Odsunęłam krzesło o kawałek. „Powiedziałam mu o wszystkim, co ważne”. „Czyżby?” Usiadł na krawędzi biurka, zbyt blisko jak na mój komfort. „Bo mam takie... strzępy wspomnień. Dość interesujące”. Twarz mi zapłonęła. „Powinien pan więcej odpoczywać. Pić wodę. Brać witaminy”. On naprawdę się zaśmiał. „To pani porada lekarska?” „Nie jestem lekarzem”. Zacisnęłam dłonie na oparciach krzesła. „Nie powinien pan o to pytać jego?” „Pytam panią. Co wydarzyło się w tym penthousie?” „Nic! Pomogłam panu położyć się do łóżka. Wezwałam lekarza. Koniec”. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął coś, co sprawiło, że serce mi stanęło: moją gumkę do włosów – tę fioletową z małą zawieszką w kształcie motylka. „Więc co to robiło w moim łóżku?” Gapiłam się na gumkę zwisającą z jego palców.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Mój udawany związek z szefem miliarderem | Czytaj powieści online na beletrystyka