logo

beletrystyka

O mój Boże! Facet, za którego wyszłam w mgnieniu oka, okazuje się być prezesem!

O mój Boże! Facet, za którego wyszłam w mgnieniu oka, okazuje się być prezesem!

Autor: Avelon Thorne

6- Get Out!
Autor: Avelon Thorne
28 gru 2025
Wtulił nos w jej szyję, sprawiając, że zachichotała. – Przestań. – Zaśmiała się ponownie, rozkoszując się dotykiem jego skóry. – Och, tak? Nie podobało ci się to wczoraj w nocy? – Robił swoje. Ale teraz odepchnęła go lekko. – Mówiłam ci, żebyś popracował nad tymi papierami własnościowymi. Co z tym? – Chloe uniosła pytająco brew, wkładając szlafrok. Kyle potarł głowę jedną ręką. Nie miał więcej niż metr siedemdziesiąt parę, a jego lewe ramię pokrywały tatuaże. – Kyle. Pytam cię o coś. – Chloe nie zamierzała odpuścić. – Jezu, Chloe. Przestań. Okej? Próbuję. – Wyraz jego twarzy wystarczył, by powiedzieć jej, że nie podoba mu się ten temat, ale ona była Chloe i postanowiła dopiąć swego. – Poważnie, Kyle? Próbujesz? A co, jeśli twoja eks wyskoczy z pozwem przeciwko nam? – Chciała mieć to już z głowy. Miała to, o czym zawsze marzyła. Nie. Chwileczkę! Miała… to, o czym zawsze marzyła Abigail. Mieszkanie Abigail, wymarzoną pracę Abigail w Levisay International, i wreszcie… narzeczonego Abigail, Kyle'a. – Chloe. Kochanie. Muszę tylko popracować nad transakcjami. Ona w każdej chwili może udowodnić w sądzie, że przelała pieniądze na moje konto… możemy stracić wszystko. Najpierw musimy nad tym popracować. – Och, daj spokój, Kyle. Ona jest bez grosza i nie stać jej nawet na prawnika. Nie przyjdzie po nas w najbliższym czasie. – Mała! Znam ją. Jest bardzo silną kobietą. Nie będzie siedzieć bezczynnie na tyłku i czekać, aż jej ciężko zarobiony majątek przepadnie ot tak. – Pstryknął palcami. Ale Chloe nie pozwoliła mu kontynuować: – Ona jest silna? Woah! A kim ja jestem? Słabeuszem? – Nie, nie. Skarbie. Jesteś piękna. Sto razy piękniejsza od niej. Jesteś wszystkim, czego zawsze pragnąłem, kochanie! – Kyle bardzo starał się ją pocieszyć. I udało mu się. Chloe ucichła teraz, posyłając mu spojrzenie typu „nie zadzieraj ze mną”. – Chodź tu, Chloe. Pozwól mi przypomnieć ci, jak bardzo cię kocham. – Mruknął i zaczął rozwiązywać cienkie ramiączka jej koszuli nocnej. Usta Chloe, które były nadąsane, teraz drżały lekko ze szczęścia. Tego właśnie zawsze chciała. O tym zawsze marzyła. Narzeczony Abigail… biegający za nią. Każda własność Abigail należąca do Chloe. W końcu! Dostała to. Wszystko! Z wyjątkiem własnej matki! *** Abigail kręciło się w głowie od tego odkrycia. Powinna bać się nieznajomego w swojej sypialni. Ale o dziwo, dochodziła do siebie po początkowej panice. Już się nie bała. Ale… Była wściekła! Wybuchła gniewem! Zamiast odwrócić się i wybiec z mieszkania, pomaszerowała do pokoju, gdzie on rozmawiał przez telefon przyciszonym głosem: – Przygotuj ten obok apartamentu. Nie rozumiała, o czym mówił. Ale gówno ją to obchodziło. – Z kim rozmawiasz? – Po raz pierwszy ucieszyła się, gdy podskoczył na jej niespodziewaną obecność i pytanie. – Porozmawiam z tobą później. – Rozłączył się i rzucił telefon na łóżko. Podchodząc do niej, zaczepił kciuki o kieszenie dżinsów i szeroko się uśmiechnął. Jak ten powalający przystojniak mógł mnie okłamywać? Wciąż nie mogła uwierzyć, że był oszustem. – Rozmawiałem z przyjacielem. Więc może zjemy kolację w jakimś miłym miejscu. – Wzruszył ramionami. – Ja stawiam. A potem, po twojej pierwszej wypłacie, ty zabierzesz mnie na wypasioną kolację do jakiejś eleganckiej knajpy. Szturchnął ją figlarnie palcem w klatkę piersiową. – Nie odpowiedziałeś mi, Henry. Z kim rozmawiałeś? – Ja… – Zaśmiał się. – Rozmawiałem z kimś, kto pracuje w tej agencji modelek… – próbował brzmieć przekonująco, ale ponosił sromotną klęskę. Dlaczego nigdy tego nie zauważyła? Był bardzo kiepskim kłamcą! – Kim. Ty. Jesteś. Henry? To pytanie sprawiło, że zatrzymał się w pół kroku. – Słucham? Co? – Niespodziewane pytanie zbiło go z tropu. Nie powtórzyła pytania, ale patrzyła na niego ze skrzyżowanymi na piersi ramionami. Jego przeszywające niebieskie oczy zmierzyły ją od stóp do głów, wywołując rozkoszny dreszcz przebiegający przez jej ciało, który przypomniał jej o czymś innym. O Boże! Jeśli on nie był Henrym, to znaczyło, że… Jej oczy powędrowały w górę, by na niego spojrzeć. On NIE był gejem! Kiedy to do niej dotarło, wydawało się, że on też zdał sobie z tego sprawę, bo zaczął stawiać małe kroki w jej stronę. Co on kombinował? Zaczęła cofać się, nie zrywając kontaktu wzrokowego. – Kimkolwiek jesteś… Zatrzymaj się tam! – Nie chciała mu pokazać, że znów wpada w panikę. I zatrzymał się w tej samej minucie. – Nie bój się mnie, słodziutka. – Na jego twarzy malowała się łagodność. – Ty kłamco! – Abigail, mogę to wyjaśnić! – Próbował chwycić ją za ręce, ale odepchnęła je. – WYNOCHA! – Co? Posłuchaj, Abigail. Mogę wytłumaczyć. – POWIEDZIAŁAM… WYNOCHA! – Krzyknęła. Nie wiedziała, dlaczego chciała płakać, ale nie chciała pokazać mu swojej słabszej strony. Patrzył jej głęboko w oczy, a potem z lekkim skinieniem głowy westchnął ciężko i cofnął się. Biorąc telefon z łóżka, poszedł do salonu, by zabrać laptopa. Przed wyjściem otworzył usta, próbując coś powiedzieć, ale nie dając mu szansy, chwyciła go za kołnierz i wywlekła z mieszkania. Na jego twarzy malował się szok, jakby nie spodziewał się po niej takiego zachowania. – Cóż! W takim razie zamknij drzwi! – Mruknął pod nosem i oddalił się pośpiesznie bez oglądania się za siebie, zamykając za sobą drzwi. – Łajdak! – Szepnęła, starając się ze wszystkich sił powstrzymać łzy. *** – To twoje biuro, Abigail. Mam nadzieję, że ci się spodoba. – Ethan Hanks oprowadzał ją po okolicy. – Dwudzieste piętro składa się z wyższej kadry zarządzającej i biur prezesa. Jest tu również specjalna sala konferencyjna zarezerwowana tylko dla spotkań najwyższego szczebla. Wkrótce poznasz też naszego prezesa. Hunter Levisay jest fanem ciężko pracujących ludzi. Rozglądała się, wyraźnie pod wrażeniem. Miała nadzieję, że nikt nie zauważy spodni wiszących jej w pasie. Straciła sporo na wadze przez długie godziny głodowania. Ale koniec z tym! – Swoją drogą, Abigail. Jak szybko możesz się tu przenieść? – Podskoczyła lekko, gdy głos Ethana przeciął jej myśli. – Tutaj? – Chcieli, żeby siedziała w biurze dwadzieścia cztery godziny na dobę? Cóż, mogła to zorganizować. Z natury była pracoholiczką. Potrzebowała pracy, by odwrócić myśli od przystojnego diabła, którego wyrzuciła ze swojego życia. – Tak. To hotel. Pamiętasz? Należący do Levisay International. Oferujemy zakwaterowanie naszym pracownikom wysokiego szczebla. Nasz prezes zajmuje penthouse. Jest też piętro wykonawcze, gdzie mieszkam ja wraz z dwojgiem innych pracowników. Abigail była pod ogromnym wrażeniem. Miała posiadać luksusowy apartament hotelowy? – Więc będę mieszkać na piętrze wykonawczym? – Spojrzała na niego pytająco, ale gdy zaczął kręcić głową, wiedziała, że przekroczyła granicę. – Tak mi przykro, Ethanie. Oczywiście, dlaczego miałabym dostać piętro wykonawcze? To oczywiste, że powinno być inne piętro dla pracowników. Brzmiała przepraszająco. Ale była zaskoczona, gdy znów zobaczyła, jak kręci głową. – Nie, Abigail. Twój będzie obok penthouse'u. – Co? Co masz na myśli? Będę mieszkać z prezesem? – Nie… Nie… Oczywiście, że nie! – Ethan zachichotał. – On będzie dzielił z tobą piętro, ale będziesz miała całkowitą prywatność. Poza tym, oficjalnie będziesz raportować bezpośrednio do prezesa. Obecnie jest na Manhattanie, doglądając naszej głównej siedziby. Podobało jej się jej biuro. Było utrzymane w kolorystyce szarości i jasnego błękitu. – Będę tu jutro o dziewiątej, Ethanie. – Uśmiechnęła się, gdy Ethan znów ją zaskoczył, kręcąc głową. – Zacznij pracę za tydzień, Abigail. Przewieź swoje rzeczy. Zadomów się w swojej części mieszkalnej. Idź i kup ubrania biurowe. Damy ci pięćdziesiąt procent twojej pensji od ręki na ten cel. Ethan przestał mówić, gdy nie uzyskał od niej żadnej odpowiedzi. Stała tam z otwartymi ustami, niepewna, czy dobrze go usłyszała. Wyglądało na to, że wiedzieli o jej sytuacji. – Umm. Okej. Nie wiedziałam, że wy… tak bardzo ułatwiacie życie personelowi. – Powiedziała z nerwowym śmiechem. Ta praca okazywała się odpowiedzią na jej niewypowiedziane modlitwy. Nie mogła uwierzyć, że ma takie szczęście. – Dlaczego mielibyśmy tego nie robić? Nasi pracownicy są dla nas ważni! – Ethan posłał jej swój najpiękniejszy uśmiech. Był przystojnym mężczyzną, ale w niczym nie przypominał Henry'ego. Dlaczego ten Henry pojawił się w jej myślach ni z tego, ni z owego? Musiała o nim zapomnieć. I z jakiegoś dziwnego powodu uważała to za trudniejsze w porównaniu z zapomnieniem o Kyle'u. – Ethanie. Muszę ci o czymś powiedzieć. – Rzekła z wahaniem. – Mam siostrę, która tu pracuje. Mam nadzieję, że polityka waszej firmy nie widzi problemu w tym, że pracują dla niej dwie siostry?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

6- Get Out! – O mój Boże! Facet, za którego wyszłam w mgnieniu oka, okazuje się być prezesem! | Czytaj powieści online na beletrystyka