Międzynarodowy Port Lotniczy Briercrest, zawsze tętniący życiem i gwarny, teraz nie nosił najmniejszych śladów obecności turystów. Całe to miejsce było tak ciche, że można by usłyszeć upadek szpilki.
Byli tam obecni jedynie tysiące mężczyzn ubranych w mundury kamuflażowe, z naładowaną bronią, czekających w napięciu.
– Strefa pierwsza, czysta!
– Strefa druga, czysta!
Pułkownik noszący na naramiennikach dwa paski i trzy gwiazdki, Saber Wolf, po wysłuchaniu raportu odetchnął z głęboką ulgą.
– Droga wolna. Możesz teraz wysiąść, Wielki Marszałku.
Kaelen zgasił cygaro, które trzymał w dłoni, po czym powoli wyszedł z prywatnego odrzutowca.
Był odziany w futrzany płaszcz, który szeleścił na zimnym wietrze. Jego wyraz twarzy był obojętny, ale mimo to wzbudzał w innych strach.
Emanowała z niego aura monarchy spoglądającego z góry na świat, co sprawiało, że ludzie wstrzymywali oddech.
Tysiące żołnierzy jak jeden mąż skierowało na niego wzrok, a ich oczy przepełniał podziw.
Był żywą legendą i ich wiarą.
– Witaj z powrotem, Wielki Marszałku! – pospiesznie powitał go Saber Wolf.
Kaelen skinął głową obojętnie.
– Wielki Marszałku – kontynuował ostrożnie Saber Wolf – twoja rodzina przysłała ludzi, aby cię powitać. Czekają w salonie.
– Wydają się zdesperowani, abyś wrócił na łono rodziny.
Kaelen stał jak wmurowany, spoglądając w stronę salonu.
Rzeczywiście, stał tam rząd ludzi w garniturach, z niepokojem oczekujących jego powrotu.
Kiedy ich spojrzenia się spotkały, ludzie wewnątrz zadrżeli i nie mogli powstrzymać się przed padnięciem na kolana z błagalnym wzrokiem.
Byłby to ogromny szok dla każdego, kto ujrzałby tę scenę.
Czyżby dostojna i wpływowa rodzina Vance z Ardenton właśnie padła na kolana?
Kaelen parsknął, a jego myśli zaczęły błądzić.
On, prawowity młody panicz rodziny Vance z Ardenton, piętnaście lat temu został zmuszony przez głowę rodziny, by zająć miejsce swojego brata bliźniaka w więzieniu.
Nikt w rodzinie się za nim nie wstawił, włączając w to jego rodziców.
Został zwolniony z więzienia pięć lat później.
A w zaledwie kilka lat został marszałkiem o niezrównanej potędze i pierwszym na świecie Bogiem Wojny.
W przeszłości, kiedy doświadczał okrucieństwa życia, rodzina Vance nie okazała mu najmniejszego zainteresowania.
Ale teraz, gdy był bogaty i potężny, w końcu sobie o nim przypomnieli.
Jakie to żałosne!
Ślad autoironii przemknął przez twarz Kaelena, gdy odpowiedział chłodno: – Powiedz im, że w chwili, gdy piętnaście lat temu rodzina Vance zmusiła mnie, bym poszedł do więzienia w imieniu mojego brata, Kaelen Vance umarł. Kaelen Vance w tej chwili nie ma nic wspólnego z rodziną Vance z Ardenton. Powiedz im, żeby więcej mi nie przeszkadzali, bo inaczej zobaczą przed oczami potoki krwi! Zmierz się z tym, Saber Wolf. Nie zakłócajcie mojego przyjęcia weselnego.
Saber Wolf pośpiesznie skinął głową. – Tak jest, panie!
Kaelen podszedł do samochodu weselnego z boku.
Pogładził nefrytowy wisiorek zawieszony na piersi. Jego gniew wtedy wyparował, stłumiony wyraźnym aktem woli.
Nie mógł przestać myśleć o pochodzeniu tego nefrytowego wisiorka.
Dziesięć lat temu, kiedy skończył odsiadywać wyrok, nikt z rodziny Vance nie przyjechał go odebrać; nikt nawet nie przekazał mu pozdrowień.
Całkowicie o nim zapomnieli.
Był bez grosza i żył na ulicy. Głodując i umierając z zimna, chciał w tamtej właśnie chwili zakończyć swoje życie.
Lecz w tym krytycznym momencie mała dziewczynka, przechodząca obok, dała mu watowany płaszcz i nefrytowy wisiorek.
– Ten watowany płaszcz ogrzeje cię przed zimnem, a ten nefrytowy wisiorek przyniesie ci szczęście. Dopóki żyjesz, jest nadzieja.
Rozpaliła na nowo tę iskrę nadziei w Kaelenie, który z kolei utwierdził się w swoim postanowieniu, by wyrobić sobie nazwisko.
Otrzepał się więc i wyruszył w podróż, by zostać żołnierzem.
Niezliczoną ilość razy znajdował się na skraju śmierci bez jakichkolwiek widoków na przetrwanie. Ilekroć był w niebezpieczeństwie, ta piękna i dobra sylwetka przemykała mu przez myśl.
Była dla Kaelena wiarą w sens życia i motywacją do dalszych starań.
Służąc w wojsku zaledwie przez pięć lat, został marszałkiem sił zbrojnych.
W samym środku narodowego kryzysu Kaelenowi powierzono misję poprowadzenia tysięcy oddziałów i zrobienia czystki na granicach dziewięciu państw. Musiał również zmusić je do podpisania Traktatu Sojuszu Dziewięciu Narodów.
Przez pięć lat Kaelen nie miał prawa na wielki powrót. Zabroniono mu korzystania z jego bogactwa i potęgi w zamian za uczciwą konkurencję dla euroazjatyckich przedsiębiorstw w tych dziewięciu państwach.
Od tego czasu Wielki Marszałek zniknął.
Do miasta Briercrest powrócił jedynie zwykły człowiek, Kaelen Vance. Następnie odnalazł dziewczynę, Biancę Mercer, która wręczyła mu wówczas nefrytowy wisiorek i zaczął o nią szaleńczo zabiegać.
Po pięciu latach poświęceń wreszcie wydało to owoce.
Dziś był dzień, w którym miał poślubić Biancę.
I dzień, w którym wygasał Traktat Sojuszu Dziewięciu Narodów.
Po raz pierwszy od pięciu lat opuścił miasto Briercrest i wczoraj wyruszył do Organizacji Narodów Zjednoczonych, aby wypowiedzieć Traktat Sojuszu Dziewięciu Narodów; dzisiejszego dnia pędził z powrotem, by wziąć udział we własnym ślubie.
Po dzisiejszej nocy jego potęga i bogactwo zostaną automatycznie przywrócone.
– Wielki Marszałku – zawołał Saber Wolf, wręczając mu listę. – Twój Wielki Ceremoniał Powrotu jest zaplanowany za trzy dni. Oto lista zaproszonych. Proszę, spójrz.
Kaelen rzucił okiem na listę i powiedział: – Wyślij trzy zaproszenia do mojej narzeczonej, Bianki. Chcę, aby wiedziała, że za trzy dni jej mąż będzie potężnym Wielkim Marszałkiem, który przewraca świat do góry nogami. Nie jakimś tam pierwszym lepszym z ulicy!
...
Godzinę później w sali weselnej panował gwar i ekscytacja.
Goście dyskutowali o tym, co właśnie się wydarzyło.
Przed chwilą oddział w pełni uzbrojonych żołnierzy przekazał rodzinie Mercer trzy zaproszenia.
Nie było to zwykłe zaproszenie, ale zaproszenie od Wielkiego Marszałka, legendarnego Boga Wojny, na jego Wielki Ceremoniał Powrotu.
Cały świat wiedział, kim był Wielki Marszałek. Był bogaty i potężny, był idolem wielu chłopców i dziewcząt.
Ci, którzy mieli przywilej wzięcia udziału w jego Wielkim Ceremoniale Powrotu, to albo magnaci ze sfer rządowych, albo z konsorcjów.
Jednakże dla zwykłych ludzi przewidziano tylko jedno wolne miejsce!
I przypadło ono rodzinie Mercer!
Był to największy zaszczyt, jakiego można było dostąpić!
Rodzinie Mercer pisane było przeżyć swoją własną bajkę o Kopciuszku, przechodząc od nędzy do bogactwa!
Tłum ogarnęła zawiść i zazdrość.
Oczywiście, dzisiaj jeszcze bardziej zazdrościli panu młodemu, Kaelenowi Vance'owi.
Jakie miał szczęście, że mógł w tym właśnie czasie poślubić Biancę!
W buduarze matka Bianki, Sylvia Mercer, płakała z radości, trzymając w dłoniach trzy zaproszenia.
– Nasza rodzina w końcu odniosła sukces, Bianko. Po tym, jak udamy się na ceremonię za trzy dni, nasz status w mieście Briercrest z pewnością wzrośnie. Do tego czasu bez liku bogatych i wpływowych ludzi będzie się do nas podlizywać. Nasza rodzina najprawdopodobniej wejdzie w poczet wyższych sfer!
Bianca była pełna dumy. – Tak, mamo. To naprawdę przerosło moje oczekiwania.
– Bianko – rzekła nagle Sylvia surowym głosem. – Nasza rodzina zaraz zacznie wspinać się po drabinie społecznej, i temu biedakowi, Kaelenowi, jest trochę za łatwo ożenić się z tobą za posag wynoszący zaledwie trzysta tysięcy, nie sądzisz? Co ty na to? Zażądamy kolejnych trzystu tysięcy, a jeśli nie będzie w stanie nam ich dać, nie zasługuje na to, by cię poślubić!
Bianca skinęła głową. – Jak powiesz, mamo. Posłucham cię.
W mgnieniu oka Kaelen przybył na miejsce.
Z nadzieją i strachem wypisanymi na twarzy wszedł do buduaru z kwiatami w dłoni.
– Bianko, jestem tu, by cię poślubić.
Jednak atmosfera w buduarze była dość chłodna.
Kaelen poczuł się trochę niezręcznie, gdy Bianca nie przyjęła przyniesionych przez niego kwiatów.
– Kaelen – zaczęła matka Bianki, Sylvia – jeśli chcesz dzisiaj poślubić moją córkę, musisz dać nam w posagu kolejne trzysta tysięcy.
Kaelen zmarszczył brwi. – Czyż nie dałem wam już posagu w wysokości trzystu tysięcy? Dlaczego chcecie kolejne trzysta tysięcy?
Prawdę mówiąc, kilkaset tysięcy nic dla niego nie znaczyło.
O ile Bianca by tego chciała, mógłby jej podarować największe bogactwo, jakie tylko mogłaby sobie wyobrazić.
Jednakże jego majątek miał zostać mu przywrócony dopiero po północy. W tamtej chwili naprawdę nie mógł zorganizować trzystu tysięcy.
– Na pewno słyszałeś, że nasza rodzina otrzymała zaproszenie od Wielkiego Marszałka – zaczęła Sylvia.
– Nasza rodzina za chwilę zacznie piąć się po drabinie społecznej i stanie się szlachetnym rodem. Czy to nie przyniosłoby hańby mojej rodzinie, gdyby rozniosła się wieść, że zostałeś moim zięciem, dając posag rzędu jedynie trzystu tysięcy?
Kaelenowi zabrakło słów.
Uważasz, że przynoszę wam hańbę tylko dlatego, że otrzymaliście zaproszenie od Wielkiego Marszałka?
Przecież to ja jestem tym Wielkim Marszałkiem!
Spojrzał na Biancę. – Bianko, jakie jest twoje zdanie w tej sprawie?
– Myślę, że moja mama ma rację – odpowiedziała Bianca.
– Kiedy już udamy się na Wielki Ceremoniał Powrotu, z pewnością mnóstwo bogatych ludzi będzie się mi oświadczać. Zapomnij o trzystu tysiącach. Jestem pewna, że stać ich nawet na trzy miliony. I tak ulgowo cię traktujemy, prosząc tylko o trzysta tysięcy.
Kaelen westchnął. – A może zrobimy tak? Najpierw weźmy ślub i nie każmy gościom czekać. Potem będę mógł dać ci trzydzieści milionów, a co dopiero trzysta tysięcy.
Bianca przewróciła oczami z irytacją.
– Z kogo próbujesz zrobić durnia? Czy to nie jest tylko pusta obietnica? Szybko zdobądź pieniądze, a jeśli ich nie masz, pożycz. W przeciwnym razie dzisiaj nie weźmiemy ślubu.
Kaelen poczuł bezradność. Kiedy już miał im powiedzieć, że to on jest Wielkim Marszałkiem, druhna, Maeve Barrett, nie mogła już tego znieść.
– Bibi, myślę, że będzie najlepiej, jeśli najpierw weźmiecie ślub. Goście czekają na zewnątrz. Jeśli teraz będziecie się targować o dary zaręczynowe i zrobicie scenę, Kaelen stanie się tylko pośmiewiskiem. Jak będzie mógł w przyszłości podnieść głowę przed swoimi krewnymi i przyjaciółmi? Będą się z niego nabijać do końca życia.
Kaelen spojrzał na Maeve z wdzięcznością.
Chociaż była tylko druhną i miała na sobie jedynie lekki makijaż, pod względem wyglądu i figury przewyższała Biancę pod każdym względem.
Kaelen darzył ją dużą sympatią, ponieważ wcześniej pomagała mu zabiegać o względy Bianki.
Ale nieoczekiwanie Bianca pokłóciła się z Maeve.
Była zazdrosna o urodę Maeve i wykorzystywała ją. Ich przyjaźń była całkowicie powierzchowna.
– Jak mogłaś wbić mi nóż w plecy, Maeve? Czy w ogóle traktujesz mnie jak przyjaciółkę? W porządku, że stajesz w obronie Kaelena, ale w dniu mojego ślubu nie dałaś mi nawet żadnego prezentu. Ach tak, zapomniałam. Dziesięć lat temu podarowałaś mi nefrytowy wisiorek. Taka biedna siostra jak ty nie jest teraz godna być moją przyjaciółką. Zabieraj swój głupi nefrytowy wisiorek i wynoś się.
Bianca zdjęła wisiorek i rzuciła nim w Maeve.
Trzask!
Kaelen wpatrywał się w ten nefrytowy wisiorek, a w głowie mu huczało.
Co?
Maeve jest właścicielką tego nefrytowego wisiorka?
Wtedy to nie Bianca mi pomogła, tylko Maeve?