Marcus poczuł się zaskoczony, nie rozumiejąc, dlaczego rodzina Barrett aż tak przesadnie zareagowała.
– Straciłeś przytomność, Marcusie. Nawet nie wiesz, co się dzieje. Na pewno się mylisz – zaczęła Evelyn. – On jest tylko bezużytecznym, biednym draniem. Jak on mógłby ocalić ci życie? Proszę nie być zbytnio skromnym, dyrektorze. Wszyscy znamy prawdę. To Damian poprosił pana o tę przysługę, żeby uratować Marcusa, prawda?
Dyrektor zmarszczył brwi. – Jak już wspomniałem, nic nie zrobiłem. To wszystko była sprawka mojego mistrza. Poza tym, kim jest Damian? Również do mnie nie dzwonił. Ach, rzeczywiście, przed chwilą mój telefon dzwonił dwa razy, ale połączenie zostało przerwane, zanim zdążyłem odebrać. Nie mam pojęcia, czy to był on.
Nagle uświadamiając sobie pewien fakt, Maeve w pośpiechu zadzwoniła do Damiana i przełączyła na tryb głośnomówiący.
– Damianie, czy udało ci się skontaktować z dyrektorem?
– Udało mi się – odpowiedział Damian. – Ale jest w podróży służbowej i nie zdąży wrócić na czas. Skontaktuję się dla was z innym lekarzem...
– Ty kłamco! – wrzasnęła Maeve. – Jesteś wielkim, wierutnym kłamcą! Dyrektor stoi w tej chwili tuż przede mną!
Damian poczuł się lekko zakłopotany. – Naprawdę? Może po prostu nie dogadaliśmy się dobrze.
– Spadaj! – krzyknęła Maeve. – Mnie nie oszukasz! Ty szumowino! Nie waż się więcej ze mną kontaktować.
– Pierdol się! – furia Damiana wezbrała w nim samym. – Jak śmiesz mnie rugać?!
– Ostrzegam cię; pierwszego przyszłego miesiąca bierzemy ślub bez względu na wszystko. Jeśli będziesz miała czelność odejść, zniszczę rodzinę Barrett. I trzymaj się z daleka od tego niecywilizowanego typa, którego dzisiaj poznałaś, bo wyślę kogoś, żeby go zabił.
Piiip!
Maeve rozłączyła się.
Po tym nastała głucha cisza.
Opadł wreszcie kurz, a prawda stała się jasna – Damian, w którym pokładali swoje nadzieje, w ogóle nie wziął sobie życia Marcusa do serca.
Okazało się jednak, że to właśnie Kaelen, którego odrzucali i którym pogardzali, odwrócił bieg wydarzeń.
Rodzinę Barrett przytłoczyły mieszane uczucia.
– Mistrzu, założę się, że jesteś głodny... – Marcus wciąż nie zorientował się, że młody człowiek przed nim to Kaelen Vance.
– Zamknij się! – wrzasnęła Evelyn. – Nie ma żadnego prawa być twoim mistrzem.
– Jesteś tylko kobietą. Co ty możesz wiedzieć? – zbeształ ją Marcus. – Dzisiaj pożegnałbym się z życiem, gdyby nie on.
– Otwórz swoje przeklęte oczy, głupcze. To Kaelen Vance. Ten sam, przez którego wróciła twoja choroba serca.
Marcus oniemiał z wrażenia. Wyglądał, jakby za chwilę miał mieć kolejny zawał.
Mistrz to w rzeczywistości mój parszywy „przyszły zięć”? Dlaczego ten cały melodramat przydarza się akurat mnie?
Atmosfera zrobiła się niezręczna.
Nawet dyrektor poczuł się zażenowany w imieniu Marcusa. – Yyy... Haha, co za niespodzianka. Nie wiedziałem, że Mistrz jest pańskim zięciem. Zapewne potajemnie czerpał pan od niego umiejętności medyczne. Myślę, że dzięki swoim zdolnościom bezapelacyjnie zasługuje pan na stanowisko ordynatora. Proszę być gotowym na objęcie tej funkcji.
Po tych słowach dyrektor odwrócił się i odszedł, nie zamierzając wtrącać się w ich rodzinne sprawy.
Marcus oszalał ze szczęścia.
Nie spodziewał się, że tak łatwo dostanie posadę ordynatora.
Ale na myśl o tym, że otrzymał tę pozycję dzięki Kaelenowi, nie mógł w pełni zatriumfować ze swojego zwycięstwa.
W głębi serca to przecież Damian był dla niego idealnym zięciem.
Z oddali zbliżały się ku nim Bianca i Sylvia.
– Teraz, kiedy Barrett jest w stanie krytycznym, po prostu nie wierzę, że rodzina Barrett nam nie ulegnie – powiedziała Sylvia.
– Hmph! Chcę, żeby cała rodzina Barrett padła na kolana i błagała mnie jak psy – oświadczyła Bianca. – Szczególnie Kaelen Vance, chcę rozszarpać mu tę jego parszywą twarz.
Jej twarz wciąż piekła od tego ciosu przed chwilą.
Kiedy jednak zbliżyły się do rodziny Barrett, natychmiast oniemiały ze zdziwienia.
Marcus rzeczywiście wyzdrowiał, a jego twarz była rumiana; z pewnością nie wyglądał, jakby przed momentem powrócił z zaświatów.
– Co... Co tu się właśnie stało? – Zarówno matka, jak i córka poczuły się kompletnie zagubione, jako że ich plan zemsty wziął w łeb.
Westchnęły, szykując się do odejścia.
– Stać na miejscach – powiedział chłodno Kaelen. – Kto dał wam pozwolenie na odejście?
Bianca przeszyła go wzrokiem mrożącym krew w żyłach. – Zamknij się. Nie masz tu nic do powiedzenia.
– Och, naprawdę? – Kaelen uśmiechnął się szyderczo. – Przypuszczam zatem, że nowy ordynator, dr Barrett, ma prawo zabrać głos.
– Doktorze Barrett, pańska podwładna jest wysoce nieprofesjonalna, odmawiając ratowania ludzkiego życia z powodu osobistych urazów. W dodatku bez skrupułów publicznie zażądały wynagrodzenia medycznego w wysokości trzystu tysięcy. Co robi pan z kimś tak podległym na swoim oddziale? Chce pan wyrządzić krzywdę społeczeństwu?
Marcus przez moment poczuł się mocno zdezorientowany.
Nie zdawał sobie sprawy, czego dopuściły się wcześniej matka z córką.
Evelyn zareagowała jako pierwsza. To doskonały czas, abyśmy mogli się zemścić!
– Marcusie – krzyknęła. – Zwolnij ją natychmiast! Klękałam przed nią i kłaniałam się w pas, ale i tak odmówiła ci pomocy. W dodatku miała czelność zażądać od nas trzystu tysięcy. Jestem taka wściekła!
Gniew wezbrał w sercu Marcusa. – Co takiego?! Wynoś się z tego szpitala, Sylvio. Nie zasługujesz na miano lekarza.
– Haha, wydaje mi się, że cierpisz nie tylko na chorobę serca, ale także na chorobę mózgu – powiedziała z pogardą Sylvia.
– Wszyscy dookoła wiedzą, że to ja mam największe szanse na objęcie funkcji ordynatora. A jeśli chodzi o ciebie, to nawet nie próbuj o tym marzyć. Chcesz mnie zwolnić? W twoich snach! Tylko poczekaj. Gdy zostanę ordynatorem, będziesz pierwszym...
Zanim zdążyła dokończyć, zarówno jej telefon, jak i telefon Marcusa zadzwoniły w tym samym momencie.
Sylvia instynktownie wyciągnęła telefon i zerknęła na niego. Jej twarz pobladła, a dłonie i stopy zaczęły drżeć.
Dyrektor osobiście wysłał komunikat na czacie grupowym, ogłaszając objęcie stanowiska ordynatora przez Marcusa Barretta.
– Niemożliwe. Jakim cudem?! – ryknęła histerycznie Sylvia. – Z całą pewnością to ja zasługuję na stanowisko ordynatora! Barrett, z pewnością przekupiłeś dyrektora! Prawda? Ty szumowino! Tylko poczekaj. Twoja reputacja wkrótce legnie w gruzach.
– Ach, proszę cię – parsknął Marcus. – Gardzę takimi metodami. W przeciwieństwie do pewnych nieuczciwych osób. Założę się, że ty przekupywałaś samych włodarzy, czyż nie!
– Gówno prawda! – odparła Sylvia. – Gdybyś nie przekupił dyrektora, dlaczego rzekomo miałby mianować cię na ordynatora?
– Cóż, to wszystko wyłącznie twoja zasługa – wtrąciła się Evelyn, zanim Marcus zdążył zabrać głos.
– Dziękuję za pozbycie się Kaelena. Jego wybitne zdolności medyczne ocaliły życie Marcusowi. Przyjął nawet samego dyrektora za swojego ucznia, o ordynatorze nie wspominając. Gdyby Marcus zechciał być zastępcą dyrektora, ten musiałby przyznać mu to stanowisko z szacunku do Kaelena. I kto w ogóle powiedział, że moja córka zbiera porzucone śmieci? Moja córka znalazła istny skarb! Szkoda jedynie, że ktoś inny nie zdołał dostrzec wartości tego skarbu!
C-Co takiego?!
Bianca i Sylvia popatrzyły na Kaelena.
Ten śmieć, który nie potrafi nawet wyłożyć marnych trzystu tysięcy, przyjął dyrektora na ucznia?
Dlaczego wcześniej nie dostrzegłam jego potencjału?
Moment. Gdybym na ślubie nie zażądała dodatkowych trzystu tysięcy, stanowisko ordynatora bez problemu byłoby moje!
Czyżbym zaprzepaściła tę okazję z własnej woli?
Sylvia natychmiast pożałowała swoich poczynań.
Nie powinna żądać kolejnego posagu rzędu trzystu tysięcy. To, co w tej chwili straciła, było przepaścią w porównaniu do trzystu tysięcy.
Bianca, która do tej pory milczała, nagle się odezwała.
















