Ołtarz Odwetu: Najwyższy Marszałek

Ołtarz Odwetu: Najwyższy Marszałek

Autor: Soren Vesper

Rozdział 3 On jest Wielkim Marszałkiem i Bogiem Igieł
Autor: Soren Vesper
22 lip 2026
Zanim Maeve i Kaelen dotarli do domu, Maeve otrzymała telefon od swojej matki, Evelyn. – Maeve, czy próbujesz wyprowadzić nas z równowagi? Spójrz, czego dzisiaj narobiłaś! Przyniosłaś naszej rodzinie taką hańbę. Twój tata dostał ataku serca i jest teraz w Szpitalu Gracepoint. Przyjeżdżaj tu natychmiast. Trzask! Rażona gromem, Maeve upuściła telefon na ziemię, a jej twarz zbladła. Nie sądziła, że dzisiejszy incydent będzie tak wielkim ciosem dla jej ojca. – Szybko, do szpitala! – Maeve wrzasnęła na całe gardło. – Mój tata miał atak serca. – Hmm? W porządku. – Kaelen zawrócił gwałtownie i popędził w stronę szpitala. Po drodze zadzwonił do Sabera Wolfa, który wcześniej odebrał go z lotniska. – Wyślij mi Igłę Ammo. Kaelen był gotów ocalić swojego przyszłego teścia i wywrzeć dobre wrażenie. Oprócz bycia Wielkim Marszałkiem miał jeszcze jedną tożsamość – Bóg Igły! Stworzył Igłę Ammo, która ocaliła wiele żyć, począwszy od generałów na cywilach skończywszy. Błahy zawał serca był dla niego pestką. Na drugim końcu linii oczy Sabera Wolfa zapłonęły. – Po pięciu latach Bóg Igły w końcu znów wkracza do akcji! Ciekawe, kim jest człowiek godny, by Wielki Marszałek zajął się nim osobiście. – Nie wtykaj tak nosa w nie swoje sprawy – ciągnął Kaelen. – I co do Wielkiego Ceremoniału Powrotu za trzy dni, załatw, by rodzina Mercer została sługami. – Przyjąłem – odpowiedział Saber Wolf. Po odłożeniu słuchawki Kaelen zauważył, że Maeve patrzy na niego dziwnie. – Co ty wyprawiasz? – zapytała Maeve. – Sam uratuję twojego ojca – odpowiedział Kaelen. – Załatwiłem też, żeby rodzina Bianki była sługami na Wielkim Ceremoniale. Maeve oparła się z przygnębieniem o fotel pasażera i westchnęła z rozczarowaniem. Dlaczego wcześniej nie wydawał mi się tak chwalipiętą? Czyżby Wielki Ceremoniał Powrotu Wielkiego Marszałka był czymś, w co on mógłby się wtrącać? Co za niedorzeczność. Niedługo potem oboje zjawili się w szpitalu. Scena w szpitalu sprawiła, że Maeve poczuła się, jakby nóż przeszywał jej serce. Jej matka, Evelyn, klęczała przed Biancą i błagała ją o przebaczenie, podczas gdy rodziny Raymonda i Dennisa stały z boku, nic nie mówiąc. Bianca wyglądała na dumną i zdystansowaną, zachowując się obojętnie wobec błagań Evelyn. Kaelen zmarszczył brwi. – Co tu robi Bianca? Maeve wysiadła z samochodu i pobiegła do Evelyn. – Mamo, wstań. Dlaczego klęczysz? Evelyn otarła łzy i powiedziała: – Przyszłaś w samą porę, Maeve. Szybko, błagaj Biancę, by uratowała twojego tatę. Jest na oddziale ratunkowym, ale matka Bianki jest lekarzem prowadzącym i odmawia ratowania go. Zarówno Sylvia, jak i Marcus pracowali w tym właśnie szpitalu. Choć z pozoru wydawali się zjednoczeni, w głębi serca byli podzieleni, jako że ostatnio rywalizowali ze sobą o stanowisko ordynatora. W połączeniu z tym, co wydarzyło się na dzisiejszym ślubie, obie rodziny były praktycznie odwiecznymi wrogami. Byłoby dziwne, gdyby po tym wszystkim Sylvia chciała uratować Marcusa. Teraz, kiedy na przeniesienie do innego szpitala było już za późno, Evelyn mogła jedynie na kolanach błagać Biancę. W głowie Maeve pulsowało. Nie miała teraz czasu na zbytnie rozmyślania. Najbardziej naglącą w tej chwili sprawą było ocalenie jej ojca. Nie miała innego wyjścia, jak tylko porzucić swoją godność i zacząć błagać: – Bianko, mój tata jest krytycznie chory. Proszę, zrób mi przysługę i pozwól swojej mamie uratować mojego tatę. Bianca zadrwiła: – Czy nie jest już trochę za późno na błaganie mnie? Nie zabrałaś ze sobą męża? Poproś więc Kaelena o pomoc. O co mnie błagasz? Dopiero wtedy Evelyn uświadomiła sobie, że osobą, która przyszła z Maeve, był Kaelen. Od razu wezbrała w niej świeża fala wściekłości. – Maeve, czy... czy ty próbujesz mnie doprowadzić do szału? Po co w ogóle przyprowadziłaś tu tego śmiecia? Musisz być ślepa, żeby się w nim zadurzyć... Nie wiesz, że on jest nie tylko nicponiem żyjącym na garnuszku kobiety, ale też spędził pięć lat w więzieniu? – Ostrzegam cię, Vance. Nawet nie myśl, że możesz wejść do mojego domu. W moim domu nie ma miejsca na śmiecia takiego jak ty. – Nie martw się, Bianko. Z pewnością dam Maeve nauczkę, jak wrócimy. Wszystko to, co zaszło dzisiaj, to jej wina. Po usłyszeniu tych słów Bianca poczuła się o wiele lepiej. – W porządku. Jeśli chcesz, aby moja mama go uratowała, Kaelen musi dać nam trzysta tysięcy na rachunki medyczne. I tylko Kaelen może za nie zapłacić. Rodzina Barrett znalazła się w kropce. To dlatego, że Kaelen nie mógł wysupłać trzystu tysięcy, zaręczyny zostały zerwane. Bianca celowo złośliwie szukała dziury w całym, żądając, aby Kaelen zapłacił rachunki medyczne. Kaelen westchnął. Nie spodziewał się, że Bianca może być aż tak wulgarna i podła. Jak u licha spędziłem z nią aż pięć lat? – Haha. Wierzyłem, że moglibyśmy zakończyć to pomyślnie, ale teraz wygląda na to, że jesteście zdeterminowane, by kopać własny grób. Skoro tego pragniecie, pozostaje mi tylko spełnić wasze życzenie. – Hmph! Nie zmieniaj tematu wygadując bzdury – Bianca uśmiechnęła się z przekąsem. – I co? Nie umiesz zdobyć pieniędzy? No dobra, dam ci drugą szansę. Uklęknij i przeproś mnie, ty i Maeve. A potem przyznaj, że jesteś pantoflarzem, który nie jest mnie wart, a Maeve jest zwykłą lafiryndą zbierającą resztki z mojego stołu! – kontynuowała Bianca. Oczy Maeve były zaczerwienione, a jej serce drżało. Te żądania były nie do zniesienia! Niemniej na samą myśl o tym, że ojciec może tego nie przeżyć... Zgięła kolana z zamiarem upadnięcia na podłogę, nie widząc innego wyjścia, jak tylko ugiąć się pod ciężarem okrutnej rzeczywistości. Ale Kaelen powstrzymał ją, zanim zdążyła upaść na ziemię. – Maeve, nie błagaj jej. Wyleczę chorobę twojego ojca. Bianca zaśmiała się arogancko: – Maeve Barrett, założę się, że nie znałaś jego prawdziwego oblicza. Zostawmy, że jest biedny i nie stać go na pokrycie rachunków medycznych. Za cenę życia twojego ojca nie godzi się na najmniejszą zniewagę. Jedyne, co potrafi, to przechwalać się! Jest moim porzuconym kochankiem, a ty jesteś godna tylko zbierać to, co rzuciłam w kąt. Każde jej słowo przeszywało serce Maeve, na którym od dłuższego czasu roiło się od ran, jak nóż na desce do krojenia. Trzask! Kaelen nagle uderzył Biancę w twarz, posyłając ją na ziemię i wybijając jej jeden ząb. – Jak już powiedziałem, Maeve jest moją żoną. Nikt nie może jej obrażać. Ponieważ poprzednim razem nie zapamiętałaś, przypomnę ci jeszcze raz! Ton Kaelena był stanowczy i wyniosły. Po tych słowach nastała cisza, absolutna cisza. Rodzina Barrett była o krok od wybuchu wściekłości. Skurwysyn. Jak mogłeś ją uderzyć, kiedy myciąż błagamy ją o pomoc? W tym tempie nam nie pomoże. Maeve cofnęła się chwiejnym krokiem, odsuwając się od Kaelena. Czy jest diabłem? Doprowadzi mojego tatę do śmierci! Była rozczarowana i żałowała swego uprzedniego wyboru. – Dlaczego... Dlaczego to zrobiłeś? – głos Maeve drżał. – Nawet bogom nie wolno obrażać mojej żony – rzekł poważnie Kaelen. Maeve chciała go zrugać, ale z powodu tego oświadczenia powstrzymała się przed dalszymi słowami. Jej nastrój w tej chwili był nie do opisania. Po dłuższej chwili Bianca wróciła do zmysłów. Jej uśmiech był wręcz potwornie ohydny. – Haha, nieźle, Vance. Rodzina Barrett znalazła sobie wspaniałego zięcia. Pamiętaj, to nie my zabiliśmy Marcusa, to Kaelen. Weszła do gabinetu, głośno trzaskając drzwiami. Evelyn z głośnym tąpnięciem runęła na ziemię, jej twarz pobladła niczym płótno. – Ty... Zjeżdżaj... Wynoś się! W tym momencie zadzwonił telefon Kaelena. Wyłowił swój telefon i zerknął na ekran, a następnie odwrócił się. Oczywiście, wcale nie zamierzał stamtąd odejść. Skierował się za to wprost do sali ostrogo dyżuru. To Saber Wolf wysłał przed chwilą wiadomość, że dostarczył Igłę Ammo pod drzwi ostrego dyżuru. Spoglądając na oddalającą się sylwetkę Kaelena, Maeve popadła w rozpacz. Nie było większego smutku niż z powodu obumierającego serca, a dokładnie takie uczucia żywiła teraz względem tego mężczyzny. Po tym, jak Kaelen wziął srebrną igłę, poszedł na ostry dyżur, aby zająć się Marcusem, który wpadł w stan szoku. – Wiele szanowanych rodzin jest gotowych oddać cały swój majątek, by błagać Wielkiego Marszałka o pomoc, a on mimo to wciąż ich ignoruje – wymamrotał do siebie Saber Wolf. – Ale dziś zrobił wyjątek dla zwykłych ludzi! Czym jest miłość? Z jakich powodów dla niej ludzie żyją? A potem umierają? Obok, Evelyn opierała się o ścianę, wpatrując się osamotniona i zgnębiona. – To koniec. To już definitywny koniec. Kaelen Vance całkowicie zniszczył naszą rodzinę. – Maeve, Damian jest po stokroć... Nie, po tysiąckroć lepszy niż Kaelen. Dlaczego ze wszech miar uparłaś się wybrać akurat jego? Rodziny Raymonda i Dennisa zarzuciły Maeve obelgami, potępiając Kaelena na całego. Ich to wszystko również rozwścieczyło. Naturalnie nie denerwowali się faktem, że Kaelen mógłby doprowadzić Marcusa do zgonu, tylko faktem, że Maeve nie wybrała rodziny Rutherfordów. Jak niby mamy ukraść sławę rodziny Rutherford, jeśli nie wyjdzie za Damiana? W pewnym momencie, niczym za sprawą nagłego olśnienia, w głowie Raymonda zrodziła się idea. – Hej, skończcie płakać. Mam pomysł. – Maeve, natychmiast dzwoń do Damiana. Przeproś go i błagaj o przebaczenie, a potem poproś, żeby nam pomógł. – Rodzina Rutherford posiada rozbudowaną sieć kontaktów. Otrzymali przez nie nawet zaproszenie od Wielkiego Marszałka. Bez cienia wątpliwości znają włodarzy tego szpitala! Dennis przyłączył się do niego, – Damian już wspominał, że poprzez swoje kontakty, byłby w stanie przeforsować Twojego ojca na ordynatora, tak więc niewątpliwie zna przywódców szpitala. Oczy Evelyn rozbłysły ze zdumienia. – Kochanie, prędko zadzwoń do Damiana. Instynkt Maeve nakazywał jej by odmówiła. Nie wyobrażała sobie wręcz dalszego życia po ślubie z Damianem. Niemniej jednak, widząc w oczach matki osamotnienie i desperację po pomyśleniu o aktualnej sytuacji ojca, zacisnęła zęby w bezradności i wykonała telefon. Ostatecznie zadecydowała by wyratować swojego ojca przez samopoświęcenie. Połączenie dobiegło. – Cześć, Damian? Mam prośbę. – Głos Maeve ugrzązł nieco w gardle. Po drugiej stronie linii, zaskozenie udzieliło się Damianowi. Zazwyczaj rzucała mu chłodne spojrzenie z daleka, skąd w takim razie wpadł jej do głowy pomysł by dzisiaj poszukała go jako pierwsza? Z jakiej nagłej paki w ogóle mnie tak bez uprzedzenia prosi o przysługę? – O jaką przysługę ci chodzi? – zapytał Damian. – Orientujesz się może z ludźmi z zarządu Szpitala Gracepoint? Mój tata doznał ataku serca i potrzebuje by kardiolog wyratował mu z opresji życie... Damian w środku serca nie mógł wręcz znieść z rozradowania. Nadarzyła się dla niego idealna okazja na posiadanie ze sobą Maeve. Natomiast o samej myśli jej bezbłędnie wyrzeźbionego ciała zapragnął z pragnienia. – Znam dyrektora Szpitala Gracepoint. A tak się przypadkiem składa, że pracuje też w roli kardiologa, – odpowiedział. – Zaprawdę? – W głosie zachwyconej Maeve czuło się nutę uniesienia. – Proszę ciebie uratuj mojego ojca! – Uratować bym go może uratował, aczkolwiek... – po zamilknięciu na sekundę Damian odparł. – Wpierw jesteś dłużna by mi coś obiecować.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 On jest Wielkim Marszałkiem i Bogiem Igieł – Ołtarz Odwetu: Najwyższy Marszałek | Czytaj powieści online na beletrystyka