Ołtarz Odwetu: Najwyższy Marszałek

Ołtarz Odwetu: Najwyższy Marszałek

Autor: Soren Vesper

Rozdział 4 Igła amunicyjna
Autor: Soren Vesper
23 lip 2026
– O co chodzi? – zapytała ostrożnie Maeve. – Wpadnij do mnie dzisiaj wieczorem. – Na twarzy Damiana pojawił się złośliwy uśmiech. – Wystawimy małe przedstawienie. Słowa Damiana napawały Maeve obrzydzeniem. Ale na samą myśl o tym, że jej ojciec mógłby... Wydawało się, że nie ma innego wyjścia. Zagryzając wargi, w końcu mu uległa. – Dobrze. – Haha, do zobaczenia wieczorem! – powiedział radośnie Damian. Dziś w nocy twoje długie włosy posłużą mi jako wodze dla mojego rumaka. Będzie ostro! Po rozłączeniu się z Maeve, natychmiast zadzwonił do dyrektora. Jednakże nikt nie odpowiadał. Po prostu odrzucił telefon na bok i przestał próbować. – Kochanie, już idę – rzucił, rzucając się na kobietę leżącą na łóżku. – Czas to pieniądz. Życie Barretta nie jest warte mojego czasu. Później powiem po prostu, że dyrektor był w podróży służbowej, a potem znajdę jakiegoś przypadkowego lekarza, żeby tam poszedł i zbył ich czymkolwiek. Na wieść, że Damian skontaktował się z dyrektorem, rodzina Barrett wybuchnęła radością. – Zgodnie z oczekiwaniami wobec dziecka ze znanej rodziny. Posiada rozległą sieć kontaktów. Ten śmieć, Vance, potrafi tylko wszystko psuć. Musisz w tym czasie dobrze dbać o Damiana, Maeve. Koniec końców, to od niego zależy, czy twój ojciec zdoła zostać ordynatorem. – Kto wie? Jeśli będzie zadowolony, może nawet zabierze cię na Wielki Ceremoniał Powrotu Wielkiego Marszałka. Oczy Maeve były lekko zaczerwienione, gdy trwała w milczeniu. Przed chwilą wyraźnie usłyszała przez telefon kobiecy głos. – Kaelen, przepraszam... – westchnęła Maeve. – Zgaduję, że takie właśnie jest życie. Nie miała pojęcia, że Kaelen, z którego zrezygnowała, w tym samym momencie ratował jej ojca na oddziale ratunkowym. Kaelen wyglądał niezwykle poważnie, gdy jego dłonie umiejętnie manewrowały srebrnymi igłami, nakłuwając każdy z punktów akupunkturowych Marcusa z nieomylną precyzją. Właśnie wtedy ze znajdującej się obok sali operacyjnej wyszedł starszy mężczyzna ubrany na biało. Był to dyrektor szpitala, który właśnie zakończył operację na pacjencie. Kiedy przechodził obok sali, w której znajdował się Kaelen, nagle zatrzymał się ze zmarszczonymi brwiami. – Niech to szlag. To nie jest nasz lekarz. Jak on tu w ogóle wszedł? Podświadomie chciał podejść i go stamtąd wyrzucić. Lecz kiedy zobaczył, jak Kaelen manipuluje techniką srebrnej igły, jego oczy nagle się rozjaśniły. – Czy... Czy to może być technika Igły Ammo? Najdoskonalsza technika akupunktury stworzona przez Wielkiego Marszałka? Boże, nie spodziewałem się, że za mojego życia będę miał okazję zobaczyć na własne oczy wykonywanie techniki Igły Ammo! Stał jak wryty w drzwiach, a jego oczy płonęły z podziwu, gdy obserwował umiejętności owego mężczyzny. Technika Igły Ammo była nie tylko skuteczna, ale również bardzo spektakularna. Marcus, który leżał na szpitalnym łóżku, powoli odzyskiwał przytomność. Widząc stojącego przed nim nieznajomego mężczyznę w codziennym ubraniu, Marcus oniemiał. Nie rozpoznał Kaelena i nie wiedział, że to właśnie ów "przyszły zięć" doprowadził go do zawału. – Kim... Kim jesteś? – Nie ruszaj się – powiedział Kaelen głębokim głosem. – Wykonuję u ciebie akupunkturę. – Akupunkturę? – Marcus zamarł na chwilę, po czym spojrzał w dół, widząc, jak Kaelen przeprowadza na nim zabieg akupunktury. Chwilę później zadrżał z podniecenia. – Igła Ammo... Legendarna Igła Ammo! O mój Boże! Nie mogę uwierzyć, że widzę to na własne oczy i to jest wykonywane na mnie! Boże, to dla mnie zaszczyt! Niedługo potem Kaelen zakończył zabieg akupunktury. – Człowieku, jestem pod wielkim wrażeniem – powiedział dyrektor, podbiegając do niego. – Nie mogę uwierzyć, że potrafisz zastosować technikę Igły Ammo! Darzę cię najgłębszym szacunkiem. Marcus w pośpiechu zwlókł się ze szpitalnego łóżka. Czuł się komfortowo i nieco silniejszy niż wcześniej. – Jesteś niesamowity, przyjacielu. Czy mógłbyś mnie czegoś nauczyć? Chciałbym czerpać z ciebie wiedzę. – Tak, tak – odpowiedział mu również dyrektor. – Proszę, naucz nas. – Proszę, przyjmij moje wyrazy szacunku, mistrzu. Kaelen starannie chował srebrne igły, mówiąc: – Nie przyjmuję uczniów. Nie chodziło o to, że nie przyjmował uczniów. Chodziło tylko o to, że był to jego przyszły teść. Było niedorzecznością, byś nazywał mnie mistrzem, skoro ja będę mówił do ciebie "tato". Kaelen odwrócił się i wyszedł. – Mistrzu. – Marcus i dyrektor podążyli tuż za nim. – Proszę, przyjmij nas jako swoich uczniów. U progu drzwi na oddział ratunkowy rodzina Barrett płonęła z niepokoju. Dyrektor szpitala jeszcze się nie pojawił. Zaczęli się zastanawiać, czy Damian wystawił ich do wiatru. Maeve sięgnęła po swój telefon z zamiarem przypomnienia o sobie Damianowi, gdy wtem Raymond krzyknął nagle: – Spójrzcie, on wyszedł. Wszyscy skierowali wzrok na drzwi oddziału ratunkowego i ujrzeli wychodzących trzech mężczyzn. Tym, który szedł na czele grupy, był Kaelen, a Marcus i dyrektor podążali za nim. – Ten śmieć nadal tu jest? – wrzasnęła Evelyn. – Niech to szlag! Nie poszedł chyba na salę operacyjną, żeby czegoś zepsuć, prawda? Ten niekompetentny partacz! – Dlaczego tak bardzo przejmujesz się tym śmieciem? – Raymond wybuchnął głośnym śmiechem. – Chodzi o to, że Marcus wyzdrowiał. Zobaczcie, wygląda na to, że czuje się dobrze. I spójrzcie, kto idzie obok niego; to dyrektor szpitala. Evelyn zalała się łzami radości. – To na pewno sprawka Damy'ego. Na pewno już dawno poprosił dyrektora, by uratował Marcusa. Niesłusznie obwinialiśmy Damiana. Na moim zięciu można polegać. Cała rodzina podeszła bliżej, otaczając Marcusa i dyrektora, jednocześnie całkowicie ignorując Kaelena. Maeve popatrzyła na Kaelena, a w jej oczach malował się skomplikowany wyraz, po czym westchnęła i podeszła, by podziękować dyrektorowi. – Jest pan z całą pewnością obdarzony magicznymi dłońmi, dyrektorze. Dziękuję za ocalenie mu życia. – Dyrektorze, w ramach wdzięczności, proszę, pozwól mi zaprosić się na posiłek. Dyrektor wyglądał na całkowicie skonsternowanego. – Bardzo mi przykro, ale to nie ja uratowałem Marcusa. To wszystko zasługa mojego mistrza. Nie brałem w tym wszystkim żadnego udziału. Rodzina Barrett popadła w osłupienie. Dyrektor ma mistrza? Gdzie on jest? – To prawda. To mój mistrz mnie uratował – zawtórował mu Marcus. – Chodźcie, pozwolę wam się przedstawić. To jest mistrz, którego dyrektor i ja właśnie poznaliśmy. Marcus podszedł do Kaelena, po czym skłonił się. – Mistrzu, żadne słowa nie są w stanie wyrazić mojej wdzięczności względem ciebie. Co jest do kurwy nędzy? Rodzina Barrett wpatrywała się w Kaelena tak intensywnie, że ich gałki oczne omal nie wyszły z orbit. Kaelen Vance, wybawiciel, mistrz... Jaki to ma wszystko ze sobą związek?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 Igła amunicyjna – Ołtarz Odwetu: Najwyższy Marszałek | Czytaj powieści online na beletrystyka