– Kaelen Vance, daję ci szansę, żebyśmy do siebie wrócili. Zwolnij Marcusa i mianuj moją mamę kierowniczką oddziału. To twoja ostatnia szansa. Dobrze się zastanów, zanim odpowiesz.
Bianca pękała w szwach od pewności siebie, a w jej tonie pobrzmiewała arogancja.
Święcie wierzyła, że jeśli tylko spuści z tonu, Kaelen przypełznie do niej z powrotem jak na posłusznego pieska przystało.
W końcu, mając w rękach zaproszenie od Wielkiego Marszałka, czekała ją świetlana przyszłość. Kaelen mógłby popłynąć na fali jej sukcesu, gdyby znów byli razem.
Rodzina Barrettów spięła się.
Skoro Kaelen potrafił mianować Marcusa kierownikiem oddziału, równie dobrze mógł go naturalnie zwolnić.
Kaelen nie mógł powstrzymać śmiechu, zastanawiając się, kto dał Biance czelność, by wypowiadać takie słowa.
Dlaczego ona jest tak przekonana, że będę błagał, żebyśmy znów byli razem?
Boże, to moja wina, że tak ją rozpuściłem.
– W chwili, gdy zostawiłaś Marcusa na lodzie i zmusiłaś Maeve i mnie do klęczenia przed tobą, nasz pięcioletni związek dobiegł końca. Wynoś się stąd! Nie rób z siebie pośmiewiska!
Bianca wpadła w dziką furię.
– Kaelen Vance, ty bezduszny, niewdzięczny gnoju! Jeszcze zobaczysz. Sprawię, że będziesz mnie błagał. Maeve Barrett, nie zapominaj, że teraz tylko ja mogę utrzymać twój biznes na powierzchni. Mogę zrujnować cię w kilka minut!
– Poza tym, kiedy za trzy dni weźmiemy udział w Wielkiej Ceremonii Powrotu Wielkiego Marszałka, zmiotę ciebie i rodzinę Barrettów z powierzchni ziemi – dodała Bianca.
Evelyn była przerażona. – Dostałaś zaproszenie od Wielkiego Marszałka?
– Oczywiście – prychnęła Bianca.
Wszyscy byli w szoku.
– Bianko – głos Evelyn brzmiał łagodnie. – To wszystko wina Kaelena. Wyrównaj z nim rachunki, jeśli chcesz. Ale nie mieszaj w to rodziny Barrettów...
– Haha. Za późno na błagania. Po prostu zejdźcie mi z drogi i czekajcie na swój koniec.
Po tych słowach odeszła razem z Sylvią, zostawiając Evelyn w głębokim przygnębieniu.
– Spokojnie – pocieszył ją Kaelen. – Rodzina Mercerów będzie jedynie pełnić rolę służących podczas Wielkiej Ceremonii. Jeśli chcecie tam iść, mogę was wprowadzić i zrobić z was gości VIP.
– Zjeżdżaj! – wybuchła Evelyn. – Naprawdę myślisz, że jesteś jakimś bogiem? Próbujesz zrujnować moją rodzinę? Jeśli naprawdę zależy ci na dobru Maeve, trzymaj się od niej z daleka. Słyszałeś, co przed chwilą powiedziała Bianca. Rodzina Rutherfordów i Bianca chcą doprowadzić Maeve do bankructwa przez ciebie. Obie ich rodziny dostały zaproszenie od Wielkiego Marszałka. Ich status jest niezwykle wysoki, a zniszczenie rodziny Barrettów to dla nich tylko kwestia czasu!
Marcus nie odrzekł ani słowa.
Choć podziwiał umiejętności medyczne Kaelena, nie mógł patrzeć na zagładę rodziny Barrettów.
– W chwili, gdy Maeve zgodziła się za mnie wyjść – powiedział Kaelen z powagą – postanowiłem wziąć wszystko na swoje barki dla niej. Nie obchodzi mnie rodzina Rutherfordów. A co do zaproszenia... Jeśli Maeve tego chce, mogę uczynić ją gościem VIP na Wielkiej Ceremonii Powrotu.
– Naprawdę potrafisz rzucać słowa na wiatr, prawda? – zganiła go Evelyn. – Krótko mówiąc, zachowaj te bajki dla siebie, dopóki naprawdę nie będziesz w stanie zabrać nas na Wielką Ceremonię Powrotu Wielkiego Marszałka.
Rodziny Raymonda i Dennisa również wtrąciły swoje trzy grosze, udzielając Maeve rad, o które nigdy nie prosiła.
– W społeczeństwie rządzi pieniądz. Nieważne, jak dobre są jego umiejętności medyczne, czy on zdoła cię utrzymać?
– Kaelen jest niewiarygodny. Ma zbyt wygórowane ambicje. Nie potrafi nawet wysupłać trzystu tysięcy na posag. Naprawdę myślisz, że będziesz VIP-em na Wielkiej Ceremonii Powrotu? Mimo wszystko to Damian jest dla ciebie najlepszy. Posłuchaj wujka Raymonda. Przecież nie chcemy dla ciebie źle.
– Gdybym posłuchała was obu i czekała, aż Damian uratuje mojego tatę, mój tata by właśnie umarł – odparła Maeve.
To zdanie odebrało im mowę.
– Przeklęta dziewucho, czy tak okazujesz szacunek starszym? – zbeształ ją Raymond z zaczerwonienioną twarzą.
Evelyn szybko załagodziła spór: – Nie przejmujcie się. Poważnie z nią porozmawiam, gdy wrócimy do domu.
– Będziemy się zbierać – westchnął Marcus, odwracając się do wyjścia.
Jednak Maeve rzekła: – Mamo, ty i tata wracajcie pierwsi. Muszę później podjechać do fabryki.
Evelyn skinęła głową i wyszła wraz z rodziną Barrettów.
– Sam słyszałeś – powiedziała Maeve, posyłając Kaelenowi skomplikowane spojrzenie. – Damian szykuje się, by cię zaatakować. Boisz się? Jeszcze nie jest za późno, by się wycofać.
– Boję? Wycofać? – powtórzył Kaelen. – Te dwa słowa nie istnieją w moim słowniku.
– Dlaczego wcześniej nie zauważyłam, że jesteś tak dobry w blefowaniu? – głośno zastanawiała się Maeve.
Kaelenowi odjęło mowę.
Jakim cudem blefuję? Powiedziałem coś nie tak?
– W porządku. Możesz na razie zatrzymać się i przeczekać u mnie w domu, żeby uniknąć kłopotów ze strony Damiana – zaproponowała Maeve.
Kaelen z radością się zgodził.
Niedługo potem oboje dotarli do huty stali Maeve.
Huta ta została założona przez Maeve. Była owocem jej wieloletniej, ciężkiej pracy.
Największe i najbardziej niezawodne zlecenia huta otrzymywała od Rutherford Construction, firmy, w której pracowała Bianca.
Jakimś zbiegiem okoliczności ta firma budowlana była własnością rodziny Rutherfordów.
Bianca od zawsze odpowiadała za relacje biznesowe między firmą budowlaną a hutą i, co zaskakujące, była również swatką, która połączyła Damiana i Maeve.
Jeśli Bianca zechciałaby jej zaszkodzić, huta mogłaby naprawdę stracić te zlecenia.
Zgodnie z przewidywaniami, zaraz po powrocie do huty otrzymali zawiadomienie. Rutherford Construction oficjalnie zrywało wszelkie stosunki biznesowe z hutą.
Mimo wcześniejszego przygotowania psychicznego, z twarzy Maeve odpłynęły kolory i nadzieja, gdy usłyszała potwierdzenie zerwania umowy.
– Maeve – rzekł Kaelen. – Bardzo zależy ci na tej hucie?
– Jest moim sercem i duszą, moim dzieckiem. Jak mogłoby mi nie zależeć? – westchnęła ze smutkiem Maeve.
– Zamierzałem pozwolić ci przejąć cały majątek najbogatszego człowieka w Briercrest City – stwierdził Kaelen.
– Ale skoro tak bardzo zależy ci na tej hucie, to zróbmy ją większą i silniejszą. Użyjemy jej jako odskoczni, by krok po kroku dotrzeć na sam szczyt.
– Czy by cię zabolało, gdybyś przestał blefować chociaż na sekundę? – warknęła Maeve.
Kaelen poczuł się emocjonalnie wyczerpany.
Jestem równie bogaty co ten kraj. Najbogatsza rodzina Kensingtonów z Briercrest City to zaledwie przypadkowy, mały projekt, który zaaranżowałem pięć lat temu.
Przekazanie ci całego majątku najbogatszego człowieka w Briercrest City to dla mnie tylko kwestia kilku słów.
Ja nie blefuję!
– Jesteś bezrobotny, prawda? – zapytała Maeve, po czym zasugerowała: – Może popracujesz tymczasowo u mnie jako handlowiec? Będę ci płacić najwyższą stawkę. Chociaż... huta może nie przetrwać długo po utracie zamówień z Rutherford Construction.
Kaelen skinął głową. – W porządku. Nie martw się, Maeve. Jutro załatwię ci ogromne zamówienie.
Gdyby osoby postronne dowiedziały się, że marszałek sił zbrojnych pracuje jako drobny handlowiec w tej małej fabryczce, ich szczęki z pewnością opadłyby do samej ziemi.
Maeve spojrzała na Kaelena z mieszanymi uczuciami w oczach.
Znowu blefuje.
...
Tuż po północy telefon Kaelena zadzwonił punktualnie.
Napływały niezliczone wiadomości tekstowe. Jego telefon dzwonił bez przerwy.
Kaelen wziął telefon do ręki i uśmiechnął się delikatnie.
Otrzymał wiele wiadomości z gratulacjami od szefów różnych konsorcjów, w tym od bogaczy gotowych oddać cały swój majątek w nadziei, że uratuje im życie.
Kaelen zignorował je wszystkie, ale dostrzegł jedną z najbardziej niepozornych wiadomości.
Była to wiadomość od najbogatszego człowieka w Briercrest City, Adriana Kensingtona: „Panie, kiedy przejmie Pan majątek rodziny Kensingtonów?”
















