Porzucona miliarderka: Jej sekretne imperium

Porzucona miliarderka: Jej sekretne imperium

Autor: Curitis Bess

Cel Sterlinga
Autor: Curitis Bess
30 lip 2026
Sterling pochylił się lekko, a cienie zatańczyły na jego ostrych rysach. – Rzuciłem okiem do wnętrza jej pojazdu – mruknął, a w jego głosie brzmiał niezaprzeczalny autorytet. – Każdy z jego elementów jest z najwyższej półki. Poza tym, ona może faktycznie posiadać Skywrought. Marcus o mało nie wdepnął hamulców do dechy. Jego oczy powędrowały do lusterka wstecznego. Skywrought? Ten niewyobrażalnie rzadki materiał, na który Sterling polował od lat? Użycie czegoś tak bezcennego w zwykłym samochodzie do codziennej jazdy graniczyło z szaleństwem. – Nie poprzestała na tym – kontynuował Sterling. – Silnik i opony przeszły poważne modyfikacje. Osiągi tego wozu z łatwością dorównują robionym na zamówienie luksusowym samochodom sportowym. Marcus wiedział, że oko Sterlinga do inżynierii motoryzacyjnej było bezbłędne. Wydał z siebie cichy gwizd. – Niesamowite. To nie ma sensu, by ktoś w jej wieku był tak utalentowany. – Branża wciąż zachodzi w głowę, jakim cudem Silas Mercer zgarnął tę umowę dystrybucyjną z Grupą Aether – rzekł Sterling. – Callista może być brakującym elementem tej układanki. – Przerwał na chwilę, wbijając wzrok w drogę przed sobą. – Do tego dochodzi dziwne powiązanie pomiędzy rodziną Mercerów a doktor Callą. Krążą plotki, że matka Silasa wręcz ubóstwia Callistę. Ta dziewczyna może posiadać cenne informacje, których potrzebujemy, by namierzyć doktor Callę. Marcus przyswoił te informacje, a jego uścisk na kierownicy zelżał. – Zrozumiałem. Zorganizuję dogłębną analizę jej przeszłości. Kilka minut później SUV zatrzymał się przed luksusowym kompleksem mieszkaniowym. Obserwowali przez przyciemniane szyby, jak zmodyfikowana bestia na kółkach Callisty prześlizguje się przez bramy bezpieczeństwa. Marcus zgasił silnik, woląc trzymać się z tyłu, zamiast przyciągać uwagę. Wpatrywał się w górujące nad nimi żelazne bramy. – Jej biologiczni rodzice rzekomo klepią potężną biedę – mruknął Marcus, składając do kupy te sprzeczności. – A Silas Mercer słynie z bycia skąpym draniem. Nie ma opcji, żeby Mercerowie dali jej dużo. A jednak proszę, nocuje na luksusowym osiedlu, gdzie apartamenty chodzą po czterdzieści kawałków za stopę kwadratową i jeździ samochodem wartym fortunę. Na pewno nie cierpi na brak gotówki. Sterling oparł się wygodnie, a jego zachowanie powróciło do swojego zwykłego, chłodnego dystansu. – Dziś w nocy będziemy ją ściśle obserwować. Jutro ponownie złapiemy trop. Marcus poczuł nagły przypływ energii. Callista nie była już tylko nudnym sprawdzeniem przeszłości; była żywą tajemnicą. – Przyjąłem, panie Vance. – Rozsiedli się w fotelach, przygotowując się na długą noc. Przecznicę dalej Callista zaparkowała swój samochód na wyznaczonym miejscu. Już mile wcześniej zauważyła obcego SUV-a śledzącego ją, ale po prostu postanowiła go zignorować. W tej chwili nie miała nic do ukrycia. Jechała do swojego prywatnego mieszkania, a nie do tajnego podziemnego laboratorium. Poza tym, doskonale wiedziała, że nikt nie jest w stanie jej tknąć, niezależnie od tego, co na nią wygrzebią. Wjechała windą na górę, weszła do swojego cichego apartamentu, odświeżyła się, przełączyła telefon w tryb wyciszony i zasnęła w chwili, gdy tylko jej głowa dotknęła poduszki. Następnego ranka przez okna sięgające od podłogi do sufitu wlewały się promienie słońca. Callista zamrugała na przebudzenie, przeciągając kończyny, po czym sięgnęła po telefon leżący na szafce nocnej. Ekran rozświetlił się dwoma nieodebranymi połączeniami i wiadomościami tekstowymi z nieznanego numeru. Stuknęła w powiadomienie, spodziewając się spamu, ale uprzejmy ton całkowicie ją zaskoczył. [Witaj, Callisto. Z tej strony Gideon i Elise Thorne. Próbowaliśmy wcześniej zadzwonić, ale wyglądało na to, że masz wyłączony telefon. Pomyśleliśmy, że może wciąż odpoczywasz, więc zamiast tego wysyłamy tę wiadomość.] Gdy czytała te słowa, w pokoju zawisła chwila ciszy. Przesunęła palcem w dół do kolejnej wiadomości. [Mieszkamy dość daleko od ciebie, a nasze miejsce może być trochę trudne do znalezienia. Czy chciałabyś, żebyśmy po ciebie przyjechali?] I w końcu ostatnia wiadomość: [Oto nasz adres. Ale z chęcią po ciebie przyjedziemy, jeśli tak byś wolała.] Callista wpatrywała się w świecący ekran. W jej piersi zakwitło dziwne, nieznane dotąd ciepło. Spędziła osiemnaście lat w domu Mercerów, miejscu określanym przez chłodne kalkulacje i transakcyjne uczucia. Ta szczera, ostrożna życzliwość ze strony jej biologicznych rodziców złagodziła ostre rysy na jej twarzy. Jej palce zawisły nad klawiaturą, zanim napisała: [Dziękuję. Przyjadę sama i powinnam być na miejscu około południa.] Niemal natychmiast wyskoczył dymek czatu z odpowiedzią. [W porządku. Robimy właśnie obiad. Daj nam znać, czy masz jakieś preferencje lub ograniczenia dietetyczne.] Callista nie była przyzwyczajona do takiego poziomu ciepła. Zazwyczaj unikała pogaduszek jak zarazy. Mimo to, nie mogła powstrzymać się od wyobrażenia sobie uroczego, starszego małżeństwa krzątającego się po maleńkiej kuchni, nerwowo przygotowującego się na przybycie ich córki. Rzadki uśmiech wykwitł na jej ustach. Wywołała klawiaturę emoji i odesłała w odpowiedzi uśmiechniętą buźkę. [Nie jestem wybredna. Cokolwiek ugotujecie, będzie wspaniałe!] Nastąpiła krótka przerwa, jakby ostrożnie nawigowali po ekranie swojego smartfona. Następnie przyszła odpowiedź opatrzona dwiema uśmiechniętymi buźkami. [Idealnie! Nie możemy się doczekać, by cię gościć.] Callista wydała z siebie cichy chichot. Z łatwością potrafiła sobie wyobrazić Gideona i Elise nieśpieszących się ze sformułowaniem dokładnie takiej wiadomości. Odłożyła telefon i skierowała się pod prysznic ze zauważalnie lepszym nastrojem. Trzydzieści minut później Callista wyszła, w pełni ubrana i gotowa. Zabrała telefon, przewiesiła torbę przez ramię i opuściła apartament. Po drodze wstąpiła do pobliskiej kawiarni, kupując czarną kawę i zwykłą kanapkę. Usadowiła się na fotelu kierowcy, wklepała adres Thorne'ów do GPS-a i wyruszyła w długą podróż poza nową część miasta. Panoramę miasta stopniowo zaczęły zastępować spokojniejsze, starsze dzielnice. Gdy podążała za niebieską linią na ekranie GPS, jej telefon zabrzęczał przez samochodowy system Bluetooth. Połączenie przychodzące od Iris West zamigało na desce rozdzielczej. Callista stuknęła w kierownicę, by odebrać. – Powiedz mi, że coś masz. – Nie znalazłam jeszcze wszystkiego, ale odkryłam większość – rześki głos Iris wypełnił kabinę. – Mów, słucham – odparła Callista, biorąc łyk kawy. Wiedząc, że Callista ma zerową cierpliwość do owijania w bawełnę, Iris przeszła prosto do rzeczy. – Dziesięć dni temu ktoś anonimowo wysłał list do Silasa Mercera i jego żony. W liście twierdzono, że bliźnięta, które mieli osiemnaście lat temu, wciąż żyją, a ty nie jesteś ich biologiczną córką. Oczy Callisty zwęziły się, a jej uwaga skupiła się na drodze przed nią. – Na tym się nie skończyło – ciągnęła Iris. – Nadawca dołączył zdjęcia bliźniąt oraz zweryfikowany test na ojcostwo. Po jego przeczytaniu Mercerowie wpadli w panikę. W tajemnicy pobrali od ciebie próbkę krwi do kolejnego testu, który oficjalnie potwierdził, że nie jesteś ich córką. Umysł Callisty natychmiast powrócił do minionego tygodnia. Helena zapędziła ją w kozi róg w salonie, agresywnie domagając się obcięcia jej paznokci. To był taki dziwaczny, nietypowy dla niej moment. W trakcie tego procesu Helena zacięła jej skórę, do krwi, a potem skrupulatnie oczyściła malutką rankę wacikiem, po czym wybiegła w pośpiechu. Dla Callisty wydało się to wtedy niezwykle dziwne. Helena nigdy wcześniej nie okazała choćby uncji matczynej troski. A więc w ten sposób zdobyli moją krew, pomyślała Callista, a ogarnęła ją chłodna konstatacja. Gdy Callista nadal milczała, Iris mówiła dalej: – Po potwierdzeniu prawdy twoją krwią, Mercerowie otrzymali drugi anonimowy list. Ten zawierał szczegółowe informacje oraz dane kontaktowe do prawdziwych bliźniąt. Skontaktowali się z nimi natychmiast. W tym samym czasie wynajęli prywatnego detektywa, by namierzył twoich biologicznych rodziców. To właśnie wtedy wreszcie cię posadzili, opowiedzieli ci wszystko i pośpieszyli ze spakowaniem twoich walizek. Callista utrzymywała stałą prędkość, a wyraz jej twarzy był idealnie opanowany, mimo bomb zrzucanych dookoła niej. – Więc ten, kto wysłał te listy, musiał być kimś bardzo blisko związanym ze mną i z Mercerami. Wiedział dokładnie, jak zapoczątkować ten cały łańcuch wydarzeń. – Dokładnie – zgodziła się Iris. – Ale byli przy tym niezwykle ostrożni. Dobrze zatarli swoje cyfrowe i fizyczne ślady. Jak dotąd nie udało mi się namierzyć nadawcy. – Nie spiesz się – rzekła Callista nonszalanckim tonem. – Jeśli są tak blisko, w końcu popełnią błąd. Tacy ludzie zawsze chcą zobaczyć pokłosie swojej pracy. – Zrozumiałam – powiedziała Iris, a w tle rozbrzmiewał stukot klawiatury. – Jest coś jeszcze. Pogrzebałam w przeszłości. Dowiedziałam się, że osiemnaście lat temu Thorne'om powodziło się całkiem nieźle pod względem finansowym. Twoja rodzona matka i żona Silasa rodziły w szpitalu St. Mary's dokładnie w tym samym dniu. – Iris zrobiła przerwę, pozwalając, by ciężar jej kolejnych słów zawisł w powietrzu. – Twoja matka też spodziewała się bliźniąt. Callista lekko wcisnęła stopą hamulec, a nagłe wytracenie prędkości zrzuciło jej torbę do przodu. Odetchnęła głośno, a jej serce zabiło mocniej, gdy elementy układanki ułożyły się w jej głowie w całość. – Więc... mogę mieć brata bliźniaka albo siostrę bliźniaczkę?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Cel Sterlinga – Porzucona miliarderka: Jej sekretne imperium | Czytaj powieści online na beletrystyka