Porzucona miliarderka: Jej sekretne imperium

Porzucona miliarderka: Jej sekretne imperium

Autor: Curitis Bess

Opuszczenie rodziny Mercerów
Autor: Curitis Bess
28 lip 2026
Silas wpatrywał się w masywny diamentowy pierścionek iskrzący się w rozproszonym świetle sypialni, a poczucie zdrady wdzierało się głęboko w jego pierś. Rozczarowanie zamgliło jego oczy, gdy pokręcił głową. – Czy to całe posłuszne, taktowne zachowanie było tylko cholerną grą? Helena wydała z siebie ostry, kpiący śmiech. Jej rysy wykrzywiła pogarda, wymazując wszelkie pozostające ślady matczynego uczucia, jakie niegdyś w sobie żywiła. – Oczywiście. Kiedy dwa dni temu wpadła Bianca, nie mogła oderwać wzroku od tego diamentu. Planowałam jej go dać z okazji jej zaręczyn z Dominikiem. Kto by pomyślał, że Callista zwinie nam go sprzed samego nosa? Krążyła po dywanie, a jej jedwabny szlafrok szeleścił. – Pewnie o tym nie wiesz, ale Bianca i Callista chodziły razem do szkoły. Od podstawówki po liceum. Bianca mówiła mi, że chłopcy zawsze nadskakiwali Calliście, obsypując ją drogimi prezentami. Nigdy nie mrugnęła nawet okiem. Po prostu brała wszystko bez wahania. – Dajmy temu spokój. – Silas machnął ręką, ucinając tyradę. Potarł czoło, próbując pogodzić obraz cichej dziewczyny z końca korytarza z tym nagłym wizerunkiem wyrachowanej złodziejki. – Niedługo wyjeżdża. Wychowywaliśmy ją przez te wszystkie lata. Powinniśmy po prostu to zignorować i umyć od tego ręce. Helena zatrzymała się i posłała mężowi surowe spojrzenie. – Ostrzegam cię w tej chwili, Silas. Nie dawaj jej ani złamanego centa. Biedni ludzie są jak studnie bez dna. Gdy tylko posmakują łatwych pieniędzy, będą wracać, żeby wykrwawić cię do cna. Nie możemy pozwolić, by spotkało to naszą rodzinę. Wszystko, co mamy, należy do naszych prawdziwych dzieci. Silas zacisnął wargi i przytaknął. – Nie martw się. Jutro dla zachowania pozorów będę utrzymywał serdeczne stosunki, ale nie zobaczy ani grosza z moich kont. Podczas gdy Mercerowie na piętrze wytyczali swoje małostkowe finansowe granice, Callista stała na środku swojej przestronnej, niemal pustej sypialni. Wpatrywała się w bagaże ustawione wzdłuż drzwi, a cierpki uśmiech błąkał się po jej ustach. Prawie chciało jej się śmiać. Pięć eleganckich walizek stało w równym rzędzie. Dwie pękały w szwach od markowych sukienek, jedna kryła w sobie rzędy butów na obcasie, kolejna była wypchana luksusowymi torebkami, a w ostatniej znajdowało się mnóstwo ekskluzywnych kosmetyków do pielęgnacji i biżuterii. Żadna z tych rzeczy nie przekraczała wartości pięciocyfrowej. Naprawdę kosztowne okazy były już dawno zamknięte na klucz przez Helenę, ale Callisty to kompletnie nie obchodziło. Minęła drogi bagaż i chwyciła skromną torbę podróżną. Wrzuciła do niej kilka podstawowych ubrań i tablet, po czym zasunęła zamek. Wyciągnęła z szuflady biurka kartkę papieru, chwyciła długopis i nabazgrała krótką wiadomość. – „Już mnie nie ma. Nie martwcie się i nie tęsknijcie!” – przeczytała słowa na głos; jej głos był ledwie szeptem w cichym pokoju. Upuszczając notatkę równo na samym środku biurka, Callista zarzuciła torbę na ramię i wysunęła się przez drzwi. Przemierzała rozległą willę niczym duch, zostawiając za sobą wszelkie ślady życia finansowanego przez rodzinę Mercerów. Przeprawiając się przez ciemny, przypominający jaskinię salon, dotarła do przedpokoju. Wyciągnęła z kieszeni klucze do domu oraz kartę dostępu, upuszczając je na marmurowy stół konsolowy z cichym, ostatecznym brzękiem. Pchnęła ciężkie frontowe drzwi i wyszła w rześkie nocne powietrze. Nie posłała za siebie ani jednego spojrzenia w stronę górującej nad nią rezydencji. Zamiast tego zeszła po łagodnym podjeździe w stronę skromnego, czarnego samochodu zaparkowanego w pobliżu bramy. Był to jej własny zakup, nabyty z własnych zarobków. Mercerowie nie dołożyli do niego ani jednego pensa. Wślizgując się na fotel kierowcy, rzuciła torbę na miejsce pasażera i uruchomiła silnik. Cichy pomruk motoru wypełnił kabinę. Callista wyciągnęła telefon, stuknęła w zapisany numer i czekała. Połączenie zostało nawiązane. – Z tą chwilą anuluj wszystkie kontrakty z Mercer Group – rozkazała, a jej ton był płaski i bezkompromisowy. Przez ułamek sekundy z głośnika dobiegała oszołomiona cisza. Potem z głośników wystrzeliła erupcja dzikich wiwatów i gwizdów. – Nareszcie! – przebił się przez zgiełk pełen życia głos. – Skończyłaś robić za ich wycieraczkę! Callista wydała z siebie cichy, szczery chichot. – Przepraszam za kłopoty, których narobiłam. Ale od dzisiaj oficjalnie nie ma mnie w tej rodzinie. Nie są już naszym problemem, którym musimy się martwić. Ze słuchawki popłynęło więcej śmiechu. – Wszyscy są tu w bazie! Wpadaj świętować z nami. Mamy już gotowe drinki! Chaotyczna mieszanka muzyki, brzęku szkła i hałaśliwych gratulacji zalała małą przestrzeń jej samochodu. – Cholera, jasne, że tak! – krzyknął inny głos tuż przy mikrofonie. – Gratulacje podjęcia słusznej decyzji i odcięcia martwego balastu. Jutro z samego rana skontaktuję się z biurem Silasa Mercera i zerwę wszystkie ich partnerstwa z Grupą Aether. – Nawet jeśli przyczołgają się na kolanach i będą błagać, nie ustąpimy – wtrącił ponownie pierwszy głos, niemal wibrując z ekscytacji. Callista skrzywiła się żartobliwie, masując skronie, ponieważ sama głośność groziła jej bólem głowy. – Prowadzę teraz. Porozmawiamy później. – Zakończyła połączenie, wrzuciła bieg i odjechała z luksusowej okolicy. Nie miała pojęcia, że tuż po drugiej stronie ulicy, spowity gęstym cieniem dębów, stał smukły, czarny SUV na biegu jałowym. Czatował w ciemnościach niczym drapieżnik czekający na idealny moment do ataku, a jego pasażerowie obserwowali każdy jej ruch. Sterling Vance opierał się wygodnie na pluszowym, skórzanym siedzeniu SUV-a, a jego ostre spojrzenie było wbite w tylne światła odjeżdżającego samochodu Callisty. W momencie, gdy jej samochód skręcił za róg, wydał oschły rozkaz. – Jedź za tym samochodem. Trzymaj się poza zasięgiem wzroku. – Tak jest, proszę pana – odpowiedział z fotela kierowcy Marcus Reed. Sekretarz płynnie wrzucił bieg, wyjeżdżając na drogę i śledząc Callistę z bezpiecznej, niewykrywalnej odległości. Marcus nie spuszczał wzroku z drogi, ale jego umysł pracował na najwyższych obrotach. Cisza w kabinie zdawała się ciężka. Po przejechaniu kilku mil, klucząc w nocnym ruchu miejskim, jego ciekawość ostatecznie wzięła górę. Posłał szybkie spojrzenie w lusterko wsteczne. – Panie Vance, wrócił pan do domu i przyleciał aż do Oakhaven City z konkretnego powodu – zaczął Marcus, starannie dobierając słowa. – Pamiętam, że pańskim głównym celem było osobiste spotkanie z Silasem Mercerem. Chciał pan zbadać, jak udało mu się zdobyć wyłączne prawa do dystrybucji Grupy Aether na Wschodnim Brzegu. Sterling nie udzielił odpowiedzi. Siedział z ramionami skrzyżowanymi na piersi, zamkniętymi oczami, a jego oddech był miarowy. Marcus przełknął ślinę, mocniej zaciskając dłonie na kierownicy. – Ale w sekundzie, w której pojawiła się ta dziewczyna, przeniósł pan na nią całą swoją uwagę. Jest pan nią zainteresowany? W głębi duszy Marcus niemal modlił się o odpowiedź twierdzącą. Gdyby jego stoicki, mający obsesję na punkcie pracy szef kiedykolwiek wykazał szczere zainteresowanie kobietą – niezależnie od tego, czy miałaby osiemnaście, czy trzydzieści osiem lat – Marcus urządziłby paradę. Śpiewałby pieśni pochwalne do niebios. A jednak Sterling milczał; wyraz jego twarzy stanowił nieodgadnioną maskę, niezrażony dociekliwym pytaniem. Uparty do granic możliwości Marcus nie pozwolił, by ten temat umarł. – Kiedyś była złotym dzieckiem rodziny Mercerów. Teraz zmieniła nazwisko na Callista Thorne. Dwa tygodnie temu zdawała testy SAT. W zeszłym tygodniu dowiedziała się, że nie jest biologiczną córką Silasa. Dziś ma się spakować, by spotkać się ze swoją prawdziwą rodziną. Zamilkł na chwilę, nabierając tchu. – Z tego, co ustaliło moje wstępne sprawdzenie przeszłości, jest dobrze wychowana, wykształcona i stara się nie rzucać w oczy. Poza tym, że jest zabójczo piękna i jest uczennicą z najwyższej półki, nie ma na papierze nic, co by się wyróżniało. Więc skąd to nagłe, intensywne zainteresowanie? Ciągłe milczenie Sterlinga tylko dolało oliwy do ognia płonącej ciekawości Marcusa. – Nie chcę wtykać nosa w nie swoje sprawy – nalegał Marcus, a jego ton zmienił się na nieco bardziej naglący. – Ale wyłączna umowa dystrybucyjna Mercer Group z Grupą Aether wkrótce wygasa. Jeśli jej teraz nie zabezpieczymy, będziemy zmuszeni czekać kolejne trzy lata. Nie możemy sobie pozwolić na takie opóźnienie. Leczenie Lydii nie może czekać. Musimy znaleźć doktor Callę, a Mercerowie to nasz jedyny solidny trop. Cichy szum opon na asfalcie wypełnił przestrzeń, zanim Sterling w końcu otworzył oczy. Zimny, analityczny błysk w jego spojrzeniu przeciął cienie tylnego siedzenia. – Pracujesz ze mną od lat – rzekł Sterling, a jego głos był cichym, mrożącym krew w żyłach szeptem. – I wciąż nie widzisz, co ją wyróżnia? Marcus zamrugał, na moment wytrącony z równowagi. Potrzebował sekundy, by przetrawić fakt, że Sterling rzeczywiście mówi o Calliście. Zmarszczył brwi, przypominając sobie każdy szczegół krótkiego spotkania przed willą Mercerów. Analizował jej postawę, jej ubranie, sposób, w jaki szła do samochodu. Szukał ukrytej broni, tajnych sygnałów lub jakichkolwiek oznak przeszkolonej agentki. Mimo że łamał sobie głowę, niczego nie wymyślił. Wypuścił z siebie westchnienie porażki. – Poza jej wyglądem nie widzę w niej nic szczególnego – przyznał Marcus, a w jego głos wkradła się duża dawka intrygi. – Proszę, oświeć mnie.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Opuszczenie rodziny Mercerów – Porzucona miliarderka: Jej sekretne imperium | Czytaj powieści online na beletrystyka