Porzucona miliarderka: Jej sekretne imperium

Porzucona miliarderka: Jej sekretne imperium

Autor: Curitis Bess

Pokonany rywal szydzi
Autor: Curitis Bess
30 lip 2026
Migawka aparatu pstrykała w krótkich odstępach czasu, a oślepiające białe światło wdzierało się w oczy Callisty. Odmrugała świecące, fioletowe plamki, a na jej ustach już błąkał się zimny uśmieszek. Za obiektywami telefonów kryły się dwie twarze, które znała aż za dobrze. Julian Pierce trzymał telefon niczym broń, z zapałem uwieczniając ją stojącą na rozpadającym się dziedzińcu osiedla rodziny Thorne'ów. Obok niego stała Bianca Vane, niemal wibrująca z triumfalnej radości. Trzeci mężczyzna zatrzymał się zaledwie krok za nimi, a jego twarz odzwierciedlała tę samą odrażającą arogancję, choć Callista całkowicie zignorowała jego obecność. Bez mrugnięcia okiem Callista zmieniła pozę, przesuwając się tak, by zasłonić swoich biologicznych rodziców przed obiektywami aparatów. Wlepiła w intruzów beznamiętne spojrzenie. "Co wy tu robicie?" Jej głos był płaski, wyprany z jakiegokolwiek zaskoczenia czy strachu. Bianca opuściła telefon i przykleiła do twarzy olśniewający, teatralny uśmiech. "Callisto! Znamy się od lat. Skoro w końcu odnalazłaś swoich prawdziwych, biologicznych rodziców, po prostu musiałam przyjść i pogratulować ci osobiście." Callista nie zadała sobie trudu, by odwzajemnić fałszywą uprzejmość. Wieść o tym, że nie jest prawdziwą córką bogatej rodziny Mercerów, zdążyła już rozejść się po elitarnych kręgach miasta Oakhaven. Sępy pokroju Bianki – która przez lata kipiała z zazdrości – były zachwycone, mogąc patrzeć, jak upada. Przyszli tu po krew. Callista milczała, pozwalając im najpierw obnażyć własne, żałosne zamiary. Gideon, nie dostrzegając gęstego napięcia wiszącego w wilgotnym powietrzu, wystąpił naprzód. Jego stwardniałe od pracy dłonie nerwowo wygładziły przód znoszonej koszuli. "Och, jesteście przyjaciółmi Callisty! Właśnie szliśmy na górę na obiad. Elise przygotowała mnóstwo jedzenia. Może wejdziecie na górę i dołączycie do nas?" "Tato, nie jesteśmy blisko," przerwała mu Callista. Nie podniosła głosu, ale stanowczość w jej tonie była nie do przeoczenia. "Po prostu mnie śledzili. Proszę, nie czuj się zobowiązany do zabawiania ich." Gościnne ciepło w jednej chwili zniknęło z twarzy Gideona. Wyprostował plecy, a w jego ciele obudził się instynkt opiekuńczy. Posłał Julianowi i Biance twarde spojrzenie. "Jeśli moja córka nie chce was widzieć, to musicie stąd odejść. Natychmiast." Callista łagodnie położyła dłoń na ramieniu ojca. "Tato, mamo, proszę, idźcie najpierw na górę. Załatwię to i zaraz dołączę." Gideon zmarszczył brwi, a jego szczęka zacisnęła się uparcie. "Nie. Ty i twoja matka wejdźcie do środka. Ja sobie poradzę z tymi gnojkami." Zanim Callista zdążyła pokierować go w stronę klatki schodowej, piskliwy głos Bianki przeciął powietrze na dziedzińcu. Chciała widowni i zamierzała upewnić się, że usłyszą ją wszyscy w okolicznych mieszkaniach. "Callisto, jak możesz być tak niewdzięczna?" wykrzyknęła Bianca tonem ociekającym udawaną urazą. "Aż do wczorajszej nocy byłaś rozpieszczaną księżniczką rodziny Mercerów! Wychowałaś się w ogromnej rezydencji. Wożono cię luksusowymi samochodami, a tuzin służących czyścił ci buty. Teraz wyrzucono cię na ulicę, skazano na życie w tej dziurze jak bezdomnego psa. Przyszliśmy tu z dobroci serca, by przynieść ci prezenty, a ty udajesz, że nie jesteśmy przyjaciółmi?" Wyraz twarzy Callisty nawet nie drgnął. W swoim życiu mierzyła się ze znacznie bardziej okrutnymi atakami. Ale te słowa uderzyły Gideona i Elise niczym fizyczne ciosy. Twarz Elise pobladła, a jej dłonie zacisnęły się na pasku taniej torebki. Gideon spojrzał na popękany beton pod swoimi stopami; przytłaczające poczucie winy z powodu własnego ubóstwa groziło mu uduszeniem. Chcieli stanąć w obronie córki, lecz brutalna prawda o ich finansowej rzeczywistości związała im języki. Widząc ich załamanie, zwichrowana fala satysfakcji zalała żyły Bianki. Wyrwała pleciony kosz z owocami z rąk Juliana i zdarła przezroczystą folię. Pchnęła go w stronę Gideona, a jej warga wykrzywiła się z obrzydzeniem. "Państwo Thorne, założę się, że w swoim nędznym życiu nie widzieliście takich owoców," zakpiła Bianca. "To importowane borówki. Absolutnie ulubione owoce Callisty. Kosztują ponad sześćdziesiąt dolarów za funt. Kupiliśmy je specjalnie dla niej. Ale skoro uważa się za zbyt dobrą, by zaprosić nas na górę, możecie zatrzymać ten kosz. Karmcie ją nimi powoli. Bóg jeden wie, że już nigdy nie będzie jej stać na choćby kęs takiego luksusu." Początkowo Bianca planowała wedrzeć się do środka, by sfilmować nędzę nowej sypialni Callisty i transmitować to na cały świat. Jednak patrząc na łuszczącą się farbę, rynny poplamione rdzą i czując unoszący się w powietrzu zapach taniego oleju spożywczego, poczuła zbyt silne fizyczne obrzydzenie, by postawić stopę w Budynku nr 6. Twarz Gideona przybrała odcień głębokiego, wściekłego szkarłatu. Żyły na jego szyi nabrzmiały. Był gotów cisnąć koszem z powrotem w arogancką twarz Bianki. Julian wystąpił naprzód, wyczuwając rosnące napięcie, i posłał im śliski, drapieżny uśmiech. Postanowił zadać ostateczny cios reputacji Callisty tu i teraz. "Callisto, nie udawaj takiej wielkiej damy. Świetnie się bawiliśmy, prawda?" oznajmił Julian, podnosząc głos na tyle, by odbił się echem od ceglanych ścian. "Ostatnia noc była kurwa niewiarygodna. Byłaś tak zdesperowana, że ujeżdżałaś mojego fiuta na tylnym siedzeniu mojego auta aż do świtu. Zostawiłaś nawet swój mokry stanik i majtki na podłodze." Oczy Juliana zalśniły złośliwością. Rzeczywistość wyglądała tak, że spędził całą poprzednią noc, jeżdżąc swoim sportowym samochodem w gorączkowych kółkach, desperacko próbując ją znaleźć. Dopiero rano pokojówka rodziny Mercerów poinformowała go, że Callista wróciła do domu przed północą. Odrzucenie spaliło jego ego na popiół. Teraz chciał zmieszać jej imię z błotem, dopóki nie będzie miała innego wyjścia, jak tylko przyczołgać się do niego z powrotem. Jego podłe kłamstwo zadziałało idealnie. Okna otwierały się ze zgrzytem. Kilku starszych sąsiadów i gospodyń domowych, zwabionych krzykami, wyszło na balkony i zebrało się na skraju dziedzińca. Szepty zaczęły się natychmiast, brzęcząc jak gniazdo wściekłych szerszeni. "Słyszałaś, co powiedział ten chłopak? Pieprzyli się w jego aucie!" "Czy to nie dawno zaginiona córka Gideona? Ta, która została porwana?" "Taka ładna buzia, a już pozwala, by bogate śmieci ruchały ją na ulicy. Zostawiła bieliznę w jego samochodzie? Co za bezwstydnica." "Słyszałam, że wychowała ją bogata rodzina. Jest przyzwyczajona do wydawania ich pieniędzy. Teraz, kiedy tu wróciła, pewnie rozłoży nogi przed każdym, kto kupi jej ładną torebkę. Biedny Gideon i Elise. Nie zasłużyli na to." Każde pojedyncze słowo plotkujących sąsiadów przebijało Gideona i Elise niczym zardzewiałe igły. Ból w ich oczach był nie do zniesienia. Elise wybuchnęła płaczem, a jej ciało drżało. Zacisnęła pięści, stając przed Callistą, jakby jej wątła sylwetka mogła zablokować przerażające obelgi. "Zamknij się!" wrzasnęła Elise na Juliana, a jej głos załamał się w surowej agonii. "Jeśli powiesz jeszcze jedno parszywe kłamstwo o mojej córce, to ja... Nie ujdzie ci to na sucho!" Gideon nie powiedział ani słowa. W milczeniu sięgnął do mankietów wyblakłej flanelowej koszuli i zaczął podwijać rękawy. Miał mocno zaciśniętą szczękę. Był w pełni gotów wgnieść Juliana w asfalt, bez względu na konsekwencje. Zanim Gideon zdążył zadać pierwszy cios, Callista zwinnie wsunęła się między ojca a Juliana. Oparła dłonie stanowczo na klatce piersiowej Gideona; jej postawa emanowała spokojem. "Tato, mamo. Spójrzcie na mnie," rozkazała łagodnie Callista. Gideon napotkał jej spojrzenie. Oddychał ciężko, a jego pięści wciąż drżały z wściekłości. "Proszę, zaufajcie mi," powiedziała pewnym tonem, podszytym niezachwianym autorytetem. "Poradzę sobie z tymi śmieciami. Oboje musicie natychmiast iść na górę." Gideon otworzył usta, by zaprotestować, by powiedzieć jej, że zadaniem ojca jest chronienie swojej małej córeczki przed potworami takimi jak Julian. Ale się powstrzymał. Oczy Callisty były wolne od paniki. W jej zachowaniu kryła się przerażająca, cicha siła – niema obietnica, że to ona w pełni kontroluje pole bitwy. Przełknął gulę w gardle, uświadamiając sobie, że ingerencja mogłaby podważyć jej pozycję przed tymi hienami. Wyciągnął rękę i opiekuńczo objął płaczącą żonę. "Chodźmy na górę, Elise," szepnął ochryple Gideon, posyłając Julianowi mordercze spojrzenie. "Będziemy patrzeć z okna. Jeśli będzie nas potrzebować, zejdziemy i ich przepędzimy." Elise przeniosła wzrok z Callisty na kpiące twarze Bianki i Juliana. Łzy spływały po jej policzkach. Urywanie skinęła głową. "Dobrze." Gdy tylko jej rodzice zniknęli w ciemnej klatce schodowej Budynku nr 6, atmosfera na dziedzińcu uległa zmianie. Ta odrobina ciepła, którą Callista okazała swojej rodzinie, zniknęła bez śladu. Odwróciła się z powrotem, stając twarzą w twarz z Bianką i Julianem. Bez rodziców, którzy mogliby oberwać rykoszetem, Callista nie musiała się już powstrzymywać. Stała wyprostowana pośród popękanego chodnika i wyrośniętych chwastów, wyglądając bardziej królewsko niż królowa w pałacu. Jej usta drgnęły w pogodnym, pełnym litości uśmiechu. "Bianko," powiedziała Callista, a jej jasny i ostry głos niósł się ponad szeptami tłumu. "Przyjrzyj mi się uważnie. Spójrz, gdzie stoję. Nawet odarta z nazwiska Mercerów, nawet mieszkając w tej dzielnicy, wciąż jestem bystrzejsza, piękniejsza i bardziej elegancka, niż ty kiedykolwiek będziesz." Zrobiła powolny, przemyślany krok naprzód, z miażdżącą dominacją wlepiając spojrzenie w oczy Bianki. "Możesz stroić się w importowane ciuchy. Możesz wymachiwać tymi swoimi boróweczkami za sześćdziesiąt dolarów. Możesz nawet próbować ukraść moje dawne życie," kontynuowała Callista, a jej słowa lądowały niczym precyzyjne cięcia nożem prosto w najgłębsze kompleksy Bianki. "Ale bez względu na to, jak bardzo będziesz starała się wejść w rolę, zawsze pozostaniesz tylko tanią imitacją. Nigdy mi nie dorównasz."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Pokonany rywal szydzi – Porzucona miliarderka: Jej sekretne imperium | Czytaj powieści online na beletrystyka