[Genevieve]
Posiadłość Sterlingów nie była jedynie domem; to była forteca zamaskowana jako raj.
Kiedy flota manewrowała po kolosalnym podjeździe, przycisnęłam dłonie do przyciemnianej szyby. Skrupulatnie zorganizowane sady i gęste grządki warzywne ciągnęły się niczym zielony ocean, doglądane przez członków watahy, których zdyscyplinowane ruchy przypominały bardziej żołnierzy niż rolników. Sama skala zasobów watahy Winterbourne w pojedynkę miażdżyła Posiadłość Ravenscroft, obracając ją w nicość.
Ale prawdziwe onieśmielenie czekało na końcu kamiennej drogi: Sterling Hall.
Zbudowany ze szkarłatnej cegły i surowego białego marmuru, ozdobiony strzelistymi gargulcami, które zdawały się śledzić nasze przybycie, dwór emanował elegancką, chłodną suwerennością.
Uprzejma, starsza kobieta w wyprasowanym mundurku powitała nas w masywnych podwójnych drzwiach. – Panno Genevieve. Jestem Clara, główna gospodyni. Gdyby twoja rodzina poszła za mną, przedpokój został przygotowany.
Delikatne wstążki z białej koronki i ekstrawaganckie kompozycje kwiatowe przekształciły rozległy salon w zwodniczo przytulną przestrzeń. Przez ulotną sekundę w mojej piersi zaiskrzył kruchy żar nadziei. *Może to nie będzie całkowity koszmar.*
Wtedy mój wzrok powędrował w stronę ołtarza.
Żar natychmiast oblano lodowatą wodą.
Na końcu zaimprowizowanej nawy nie stał żaden pan młody. Na jego miejscu znajdował się pusty, stalowy wózek inwalidzki. Na skórzanym siedzeniu spoczywała surowo na wpół uformowana srebrna maska, a obok niej oparty był szkieletowy zarys protezy kończyny.
To nie był po prostu ponury widok; wydawało się to głęboko makabryczne.
– Gdzie... gdzie on jest? – wyjąkałam.
Clara odchrząknęła, wyraźnie zakłopotana. – Alfa Arthur nie będzie obecny. Te przedmioty... są tutaj, by stanąć w jego zastępstwie.
Szczęka mi opadła. Zmuszał mnie, abym złożyła przysięgę metalowemu wózkowi?
Przerażającą ciszę gwałtownie przerwał wysoki, szorstki rechot. Arabella zgięła się wpół, łapiąc się za brzuch, podczas gdy łzy płynące z jej ostrego śmiechu rujnowały jej makijaż.
– Och, to jest absolutne złoto! – wrzasnęła, a jej głos odbijał się groteskowym echem od wysokich sufitów. – Twój narzeczony nie miał nawet przyzwoitości samemu tu wyjechać! Spójrz na tę żałosną konfigurację, Genevieve! Od podawania herbaty w naszym domu przeszłaś do zabawy w pielęgniarkę oszpeconego upiora!
Theodore poruszył się niespokojnie. – Arabello, może powinniśmy...
– Och, zamknij się, Theodore! – Parła dalej, oszalała z okrucieństwa. – To żałośnie smutne! Kaleki dziwak i jego żona służąca...
– Zamknij swoje toksyczne usta, Arabello! – mój głos pękł niczym wreszcie wybuchający gejzer.
Mój ojciec i Beatrice wpatrywali się we mnie w szoku, gdy weszłam bezpośrednio w przestrzeń osobistą Arabelli. – Alfa Arthur może i jest ranny, ale ze szpitalnego łóżka osiągnął więcej, niż ty osiągniesz przez trzy życia! Ten wózek to nie żart, to dowód, że przeżył. Stoisz w jego domu, oddychasz jego powietrzem. Okaż mu trochę cholernego szacunku!
Arabella skrzywiła się, gotowa uwolnić kolejną jadowitą ripostę, kiedy nowy głos przeciął napięcie niczym brzytwa.
– Słucham?
Ton był przerażająco spokojny, niosąc za sobą ciężki, przytłaczający rezonans, który natychmiast obniżył temperaturę w pomieszczeniu do zera.
Wszystkie głowy odwróciły się w stronę wielkiego łuku.
Powietrze uleciało z moich płuc.
Był na wózku inwalidzkim, owszem, ale mężczyzna go zajmujący posiadał aurę tak śmiercionośnej dominacji, że stalowa konstrukcja wydawała się bardziej przypominać tron. Jego szerokie ramiona napinały materiał nieskazitelnie skrojonego, czarnego garnituru. Półmaska zakrywała prawą stronę jego twarzy, lecz widoczna połowa była zabójczo bezbłędna – ostra linia szczęki i przenikliwe szafirowe oczy, które płonęły zimnym ogniem.
Nie było w nim absolutnie żadnego śladu złamanej, nieszczęśliwej ofiary.
Mój ojciec przełknął z trudem ślinę, a z jego twarzy całkowicie odpłynęły kolory. – A-Alfa Arthur.
Posilając się na żałosny uśmiech, spiorunował wzrokiem moją przyrodnią siostrę. – Arabello, pamiętaj o manierach. Wyjdź na zewnątrz.
Dłoń Arthura uniosła się – prosty, ospały ruch, który nakazywał absolutny bezruch. Powoli przechylił głowę, a jego szafirowe oko utkwione było w Arabelli, która teraz drżała tak gwałtownie, że myślałam, iż zaraz upadnie.
– Czy to twoje wyobrażenie o dyscyplinie? – zakpił Arthur, a cichy jad w jego głosie sprawił, że włoski na moich ramionach stanęły dęba. – W przypadku języka tak skłonnego do wylewania pomyj, uważam, że proste usunięcie jest znacznie trwalszym rozwiązaniem.
















