Poślubiona „kalekiemu” Bogowi Wojny

Poślubiona „kalekiemu” Bogowi Wojny

Autor: Jacqueline Roland

Rozdział 6
Autor: Jacqueline Roland
21 kwi 2026
[Genevieve] Następstwem mojego impulsywnego pocałunku była przerażająca, ciężka cisza. Arthur pozostawał całkowicie nieruchomy, a jego oko badało mnie z nieodgadnioną, przerażającą złożonością. Nie zganił mnie, ale też nie odwzajemnił uścisku, pozostawiając mnie zawieszoną w bolesnej niepewności. Na szczęście Clara szybko interweniowała. "Ze względu na fizyczne ograniczenia Alfy, dzisiaj nie będzie tańców ani bankietu". Moi krewni nie mogli być bardziej zachwyceni tą odprawą. Kapłan ledwie zstąpił z prowizorycznego ołtarza, a mój ojciec już praktycznie biegł do głównego wyjścia. "Odprowadzę moją rodzinę" – szepnęłam do Arthura, odwracając się w stronę ciężkich drzwi, zanim zdążył wykrztusić odpowiedź. Theodore i Arabella zdążyli już wsiąść na tylne siedzenia eleganckiej limuzyny, ale mój ojciec zwlekał na portyku, a jego twarz wykrzywiła się w maskę czystej, wyrachowanej paranoi. "Poważnie zlekceważyłem to, jak silną władzę dzierży Arthur" – syknął, chwytając mnie za ramię z taką siłą, że aż zostawił siniaki. "Słuchaj mnie uważnie, Genevieve. Ze względu na tę transakcję, masz poruszać się po tej posiadłości jak duch. Jeśli go rozgniewasz, nie tylko cofnie królewską nagrodę — on ma siłę militarną, by z tego wózka inwalidzkiego zdziesiątkować całą naszą watahę. Nie zawiedź nas". To nie było błogosławieństwo ojca. To była ostateczna groźba strażnika. Bezlitośnie zacisnęłam zęby, wyrywając ramię z jego uścisku. "Po prostu upewnij się, że rurki do oddychania mojego brata pozostaną podłączone". Mój ojciec jedynie prychnął lekceważąco i wsiadł do środka obok Beatrice. Gdy silnik z rykiem ożył, przyciemniona szyba odsunęła się po raz ostatni, odsłaniając opuchniętą od łez, jadowitą twarz Arabelli. "Nie łudź się, że wygrałaś jakąś wielką nagrodę" – wypluła z siebie, a w jej głosie brzmiał jad. "Cała ta elitarna wataha patrzy na ciebie jak na bezpańskiego psa. Będziesz tylko darmową, żałosną opiekunką, podczas gdy ja wzniosę się jako uwielbiana Luna u boku Theodore'a". Nawet nie drgnęłam. Odpowiedziałam jej tylko martwym, lodowatym spojrzeniem. "Zatem szczerze życzę ci pełnych głębokiej refleksji trzydziestu dni w izolatce". Gdy limuzyny zniknęły w oddali na krętym asfalcie, wyrzuciłam z siebie drżące westchnienie, próbując zebrać zdruzgotane resztki mojej odwagi. Ale prawdziwy koszmar miał się dopiero zacząć. Gdy tylko wślizgnęłam się z powrotem do bogatego holu głównego, temperatura w niewytłumaczalny sposób gwałtownie spadła. Arthur czekał na mnie. "Jakież to fascynujące ostatnie słowa wymieniałaś tam z ojcem?" Jego głos brzmiał swobodnie, jednak wydźwięk był ostry jak brzytwa. W mojej piersi wybuchła panika. Szpiegował nas. "N-nic istotnego" – wydukałam, delikatnie wzruszając ramionami. "Zalecił mi jedynie, abym nie wchodziła ci w drogę i dała ci niezbędną przestrzeń". *Klik.* Zimna, nieomylna lufa pistoletu dużego kalibru brutalnie wcisnęła się w podstawę mojego kręgosłupa. Każdy mięsień mojego ciała natychmiast stwardniał niczym kamień. Oddech uwiązł mi w piersi, dławiąc w gardle przerażony pisk. Powoli, w boleśnie długim czasie, odwróciłam głowę na tyle, by zobaczyć Sebastiana stojącego tuż za mną; broń była mocno oparta o moją suknię. "Nie spuszczaj ze mnie wzroku, mała Luno" – rozkazał Arthur, podjeżdżając na wózku tak blisko, że aż naruszył moją przestrzeń osobistą. Kącik jego ust wykrzywił się w głęboko złowrogim uśmiechu. "Ręka Sebastiana jest niezwykle pewna, ale gwałtowne ruchy zawsze mogą doprowadzić do... tragicznych w skutkach, przypadkowych wystrzałów. Zapytam jeszcze raz. O czym rozmawialiście?" Przełknęłam ciężko ślinę, a metalowy okrąg lufy pistoletu boleśnie wbijał się w moje kręgi. Jeśli Arthur by odkrył, że mój ojciec wykorzystywał to małżeństwo do sfinansowania opieki nad Percivalem — albo gorzej, nabrał podejrzeń, że byłam czynnym szpiegiem Króla — byłabym martwa. "Groził mi" – wyznałam pospiesznie, naginając prawdę, by ocalić własną skórę. "Żądał, bym cię nie denerwowała. Ale decyzja, by tu być, jest wyłącznie moja". Arthur przechylił głowę, pochylając się do przodu niczym drapieżnik przypatrujący się zapędzonej w kozi róg ofierze. "A dlaczego pełna życia młoda dziewczyna miałaby dobrowolnie przykuć się do kalekiego, oszpeconego mężczyzny?" Desperacja zrodziła doskonałe kłamstwo. Sięgnęłam po każdą plotkę, którą kiedykolwiek usłyszałam w kwaterach służby. "Z czystego podziwu" – stwierdziłam, zmuszając się, by śmiało spojrzeć prosto w jego szafirowe oko. "Twoje dziedzictwo nie jest zbudowane na bezmyślnej rzezi, Alfo. Posiadasz bezkompromisowe poczucie sprawiedliwości — dokonujesz egzekucji tylko na niekompetentnych, na niegodnych. W chwili, gdy Król zaoferował ten układ, przyjęłam go. Wierzyłam, że będę mogła zaoferować opiekę i lojalność władcy, który w rzeczywistości walczy z honorem, niezależnie od wózka inwalidzkiego". Kiedy mój monolog dobiegł końca, moje płuca błagały o tlen. Arthur wpatrywał się we mnie przez wieczność, która doprowadziła moją poczytalność do absolutnych granic. Wreszcie lodowate napięcie w jego rysach stopniało, ustępując miejsca mrocznemu, wyraźnemu rozbawieniu. "Sebastian." Pistolet natychmiast zniknął z mojego kręgosłupa. Oparłam się bezwładnie o mahoniową ścianę, tonąc w fali przyprawiającej o zawrót głowy ulgi. "Clara" – rozkazał Arthur, zawracając wózkiem w stronę korytarza. "Pomóż mojej pannie młodej przebrać się w coś znacznie bardziej odpowiedniego". Zamilkł na chwilę, rzucając mi przez ramię ostatnie, palące spojrzenie. "A potem przyprowadź ją prosto do mojej sypialni". Kolosalne, ciężkie drzwi nieuchronnej zguby z hukiem zatrzasnęły się nad moją kruchą ulgą.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 – Poślubiona „kalekiemu” Bogowi Wojny | Czytaj powieści online na beletrystyka