Przypadkowa Partnerka Króla Likanów

Przypadkowa Partnerka Króla Likanów

Autor: Mia Thompson

Rozdział 6 - Wilcza sierota
Autor: Mia Thompson
12 lip 2026
SERAPHINA Za kilka minut stanę przed Boginią Księżyca, by wreszcie otrzymać mojego wilka. W końcu będę miała kogoś, kto pozostanie ze mną na zawsze. Nie będę już więcej sama. Założyłam najprzyzwoitszą białą sukienkę, jaką udało mi się znaleźć w szafie. Zdołałam również upleść prosty wianek z kwiatów, który włożę na głowę, stając przed Boginią Księżyca. "Wianek, naprawdę? Jesteś taka żałosna, Seraphino." Aż podskoczyłam, gdy Octavia nagle wtargnęła do mojego pokoju. "I jak tam ten drobny upominek, który dałam ci wczoraj? Pouczający?" zapytała sarkastycznie. "Tak, dziękuję. To najcenniejszy dar, jaki mogłaś mi ofiarować, Octavio. Przynajmniej uchroniłaś mnie przed strasznym losem." I nie było w tym kłamstwa. Przynajmniej nie zmarnuję czasu na kochanie kogoś, kto i tak nie zamierzał o mnie walczyć. Prychnęła. "Ależ ty jesteś zarozumiała. Od kiedy to wyhodowałaś sobie kręgosłup, ty niewdzięczny smarkaczu?" Zbliżyła się do mnie, mrużąc oczy i przyglądając się mojemu wiankowi. "Nawet ten wianek z kwiatów nie pomoże na twoją paskudną twarz." Miała już chwycić mój wianek, gdy błyskawicznie zatrzymałam jej dłoń w powietrzu. "Nawet się nie waż, Octavio," ostrzegłam przez zaciśnięte zęby. Zrobiłam tę koronę ku czci mojej matki. Chciałam mieć coś, co będzie mi o niej przypominać, gdy stanę przed Boginią Księżyca, by przyjąć mojego wilka. "Dotknij go, a wyrwę ci rękę w chwili, gdy tylko otrzymam mojego wilka," zagroziłam jej. "Jak śmiesz mi grozić?!" wrzasnęła. "Możesz być pewna, że opowiem ojcu o tym, co tu zaszło," ostrzegła mnie. Uśmiechnęłam się drwiąco. "Śmiało, Octavio. Powiedz ojcu. Co najgorszego może mi zrobić? Zamknie mnie w pokoju? Uderzy? Wymierzy mi dziesięć batów. Co jeszcze? Zabije mnie?" zakpiłam. "No dalej, powiedz mi, Octavio," prowokowałam ją. Prychnęła. "To, że dziś w nocy masz otrzymać swojego wilka, wcale nie oznacza, że jesteś nietykalna." Nie mogłam powstrzymać śmiechu z jej ignorancji. "Co cię tak śmieszy?" zapytała poirytowana. "Jesteś zabawna, Octavio. Naprawdę myślisz, że odważyłam się powiedzieć ci te rzeczy tylko dlatego, że dostanę wilka? Nie przestajesz mnie zadziwiać." "Śmiej się do woli, Seraphino. Gdy tylko powiem o tym ojcu, pożałujesz każdego słowa, które przed chwilą wypowiedziałaś." "Uwierz mi, na tym świecie nie ma już niczego, co mogłoby mnie przerażać," prychnęłam. "Nawet śmierć mnie nie rusza, Octavio. Nie mam już nic do stracenia. Jeśli twój ojciec zdecyduje się wykończyć mnie w tej właśnie chwili, uznam to za jego miły gest." Zobaczyłam, jak zaciska szczękę, z trudem szukając słów, którymi mogłaby we mnie rzucić. "Ciesz się tą nowo odnalezioną odwagą, póki trwa, Seraphino. Kiedy spotkasz tego bezwzględnego Króla Likanów, pożałujesz, że nie zabiliśmy cię już dawno temu." Natychmiast po tych słowach opuściła pokój. Gdy tylko wyszła, wreszcie wypuściłam powietrze, które wstrzymywałam od momentu jej nadejścia. Nie miałam pojęcia, skąd wzięłam odwagę, by postawić się Octavii. Może to ta siła, którą zyskuje się, gdy jest się tak blisko śmierci; w końcu po ceremonii wyruszałam na spotkanie z bezwzględnym Królem Likanów, by zostać jego konkubiną. Spojrzałam na swoje odbicie po raz ostatni, po czym głośno westchnęłam. Przełknęłam ślinę, próbując się uspokoić przed wyjściem z mojego bunkra. Gdy tylko przekroczyłam próg pokoju, od razu dostrzegłam żółte światło bijące od zapalonych pochodni, które przygotowano na ceremonię. Wszyscy zebrali się już na tyłach domu, tworząc szeroki krąg. Po drodze przywitało mnie kilka osób, ale większość z nich wciąż widziała we mnie córkę zdrajcy, a nie członkinię ich watahy. Poza mną było tu jeszcze kilkoro członków stada, którzy tej nocy mieli przejść swoją ceremonię wejścia w dorosłość. "Powodzenia, Seraphino," usłyszałam szept Harper, gdy przechodziłam tuż przed nią. "Dziękuję," odpowiedziałam bezgłośnie, po czym ruszyłam dalej, aż dotarłam na sam środek kręgu. W tej chwili pod spojrzeniem Bogini Księżyca stała nas co najmniej czwórka. "Nadszedł czas!" krzyknął jeden ze starszych. "Wznieście głowy ku Bogini Księżyca i odmówcie modlitwę. Niech Bogini Księżyca ześle na was wszystkich swoje błogosławieństwo! Wysłuchaj naszych modlitw!" W odpowiedzi na polecenie starszego, wszyscy unieśliśmy głowy i spojrzeliśmy na jasny, lśniący nad nami księżyc w pełni. Nie minęło wiele czasu, nim każdy z nich zaczął się przemieniać, zyskując swoje wilki. "Wielka Bogini Księżyca, strażniczko nocy, stoję przed tobą jako dziecko tej watahy. Oblej mnie swoim promiennym blaskiem, poprowadź moje ścieżki i pobłogosław mnie swą siłą. Uczyń mnie silniejszą pod twoim czujnym spojrzeniem i niech twoja mądrość oświetla mi drogę," modliłam się, czekając na swoją chwilę. Ogarnęła mnie fala paniki, gdy dotarła do mnie naga prawda: stałam zupełnie sama, jako jedyna uczestniczka, która jeszcze nie ukończyła rytuału. Mimo licznych prób, nieuchwytna więź z moim wilkiem pozostawała poza zasięgiem, a rosnące poczucie desperacji rozdzierało mi wnętrzności. Z każdym daremnym wysiłkiem narastała frustracja. Mocno zaciskając powieki, trzymałam się resztek nadziei, modląc się, by uśpiony we mnie wilk wreszcie dał o sobie znać. Minuty wlokły się w nieskończoność, a każda mijająca chwila potęgowała oczekiwanie. Niestety, ku mojemu przerażeniu, spodziewane przebudzenie nie nadeszło. Serce zamarło mi w piersi i wypełniło się rozczarowaniem. "Córka zdrajcy, a teraz na dodatek sierota bez wilka. Wygląda na to, że Bogini Księżyca nie uznała cię za godną swojego błogosławieństwa," skomentowała Octavia, wpatrując się we mnie z obelżywym wyrazem twarzy. "Octavio, przestań!" zganił ją Alfa Alistair. "Ceremonia dobiegła końca! Wracajcie do domów i świętujcie ze swoimi rodzinami! I oczekuję, że wszyscy zachowają milczenie w sprawie tego, co się dziś wydarzyło, przez wzgląd na dobro naszej watahy!" ogłosił. Gdy tylko tłum zaczął się rozchodzić, Alfa Alistair brutalnie chwycił mnie za ramię i pociągnął w stronę domu. W chwili gdy zatrzasnął za nami drzwi, jego dłoń z impetem wylądowała na moim policzku. "Ty idiotko!" wrzasnął. "Co my teraz zrobimy, Alistairze? Nie możemy odesłać jej do pałacu, skoro nie ma wilka. Ona jest tylko człowiekiem!" Powiedziała to w panice Beatrice. "Uspokój się, kochanie." "Jak mam się uspokoić, skoro moja córka jest w niebezpieczeństwie? Musisz coś z tym zrobić!" "Nic się nie zmieni, kochanie. Nadal wyślemy Seraphinę, by została konkubiną Króla Likanów. Wszystko będzie dobrze, o ile ta dziewucha będzie trzymać gębę na kłódkę," powiedział, rzucając mi mordercze spojrzenie. "Skąd masz pewność, że nic nie powie?" zapytała Beatrice. "Pozwól mi się tym zająć," rzucił, po czym odwrócił się w moją stronę. "Ty dziwko. Słuchaj uważnie. Jeśli nadal chcesz żyć, nie piśniesz o tym ani słowa królowi, ani nikomu w pałacu. Zrozumiano?" "Myślisz, że mnie to obchodzi, ojcze? I tak jestem już martwa. Może by tak pociągnąć cię za sobą na dno? Co ty na to?" "Ty niewdzięczna suko!" krzyknął, zanim wymierzył mi kolejny cios. Poczułam w ustach smak krwi, gorzkie przypomnienie bólu, ale w tamtej chwili niespecjalnie mnie to ruszało. Gotowa na ewentualność śmierci, z determinacją uniosłam głowę. Spojrzałam na Juliana, który w milczeniu przyglądał się, jak jego ojciec bezlitośnie mnie katuje. Julian wydawał się lekko zaniepokojony, jakby chciał pomóc, ale zanim zdążył cokolwiek zrobić, Octavia natychmiast go powstrzymała. Stanowczym gestem upewniła się, że nikt nie zainterweniuje, pozwalając tej brutalnej scenie trwać dalej. "Spróbujmy jeszcze raz, Seraphino," wycedził, ściskając mocno moje policzki. "Nie powiesz ani słowa o tym, że jesteś bez wilka, czy wyrażam się jasno? To znaczy, jeśli nadal chcesz zobaczyć swoją najlepszą przyjaciółkę żywą," zagroził. Nagle w moje ciało wpełzł strach. Byłam gotowa w każdej chwili stanąć twarzą w twarz ze śmiercią, ale nie sądziłam, abym mogła żyć ze świadomością, że to przeze mnie stanie się coś złego Harper. "Nawet nie waż się jej tknąć!" krzyknęłam. Uśmiechnął się szyderczo. "Tak też myślałem. Wygląda na to, że jednak wyraziłem się jasno, Seraphino. Mam rację?" Zapytał ponownie. Nie miałam innego wyboru, jak tylko odpowiedzieć prostym skinieniem głowy. "No, to grzeczna dziewczynka. Octavio, kochanie. Czy mogłabyś doprowadzić ją do porządku, zanim przybędą ludzie z pałacu?" "Oczywiście, ojcze. Z najwyższą przyjemnością," odpowiedziała Octavia z diabelskim uśmieszkiem na twarzy. *************

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 - Wilcza sierota – Przypadkowa Partnerka Króla Likanów | Czytaj powieści online na beletrystyka