Julian i Dom zasnęli po północy, zmęczeni, ale nasyceni. Poranna rutyna Juliana, który zwykł wstawać wcześnie nawet w soboty, uległa zmianie.
Słońce było już wysoko na niebie, a jasne światło przedzierało się przez zasłony, lecz Julian wciąż leżał wygodnie wtulony w nagie i ciepłe ciało Doma.
— Julian?... Julian... — Julian i Dom drgnęli, słysząc kogoś wołającego z zewnątrz, ale żadne z nich się n
















