Rozpalić lodowego księcia

Rozpalić lodowego księcia

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 3 - Niezły interes
Autor: Aeliana Thorne
18 maj 2026
— Julianie, od dzisiaj stanowimy zespół medyczny podczas Tygodnia Piekła w bractwie inżynierów — poinformował Cassian, gdy tylko Julian wszedł do sali. Julian spojrzał na niego i lekko przechylił głowę, nic nie mówiąc. — Reid już tam jest, dołączymy do niego, kiedy będziesz gotowy — kontynuował Cassian, czekając na reakcję. — Jasne — odparł krótko Julian, wzruszając ramionami i unosząc jedną brew, po czym ponownie skierował się ku wyjściu. Cassian ruszył za nim w milczeniu, podczas gdy Julian niespiesznie kroczył w stronę parkingu. — Możesz się ze mną zabrać… — Julian nagle się zatrzymał i odwrócił do Cassiana, który o mało na niego nie wpadł. — Jesteś pewien? — zapytał ostrożnie Cassian, próbując wyczuć nastrój przyjaciela. Julian rzadko kogoś podwoził, nawet jego czy Reida; tak bardzo cenił swoją prywatność, że nie lubił obcych w swoim samochodzie. — Zaproponowałem — uciął Julian z beznamiętną twarzą. — Dobra — Cassian wzruszył ramionami i obszedł białego SUV-a Juliana, by usiąść na miejscu pasażera. Jechali w stronę siedziby inżynierów w komfortowej ciszy, tak jak to zwykle bywało podczas tych nielicznych okazji, gdy podróżowali jednym autem. — Czy naprawdę musimy użerać się z tymi spoconymi buhajami? — mruknął cicho Julian, gdy zaparkowali i zobaczyli pole pełne studentów inżynierii wykonujących fizyczne zadania. Cassian zachichotał i pokręcił głową z rozbawieniem, widząc zniesmaczoną minę przyjaciela. Julian rzadko okazywał takie emocje publicznie, a Cassiana zawsze bawiło, gdy ten czasem zapominał o swojej nienagannej postawie i stawał się po prostu ludzki. Julian był pedantem i łatwo brzydził się nieporządkiem. Nie znosił przykrych zapachów ani woni potu. Była to dość niezwykła cecha u przyszłego lekarza. — Mamy maseczki i rękawiczki — odparł Cassian z wyraźnym rozbawieniem w głosie. Julian spojrzał na niego i sarkastycznie wywrócił oczami, co jeszcze bardziej rozbawiło kolegę. — Będziesz lekarzem… będziesz miał do czynienia z o wiele gorszymi rzeczami… — przypomniał Cassian, uśmiechając się współczująco do Juliana, który tylko westchnął, zanim wysiedli z wozu. Niektórzy studenci inżynierii, dostrzegłszy dwóch medyków, przerwali zajęcia i otwarcie się w nich wpatrywali. Julian szedł tak, jakby nikogo nie widział, podczas gdy Cassian rozglądał się po polu, szukając namiotu medycznego. — Tam jest nasz zespół — Cassian wskazał na namiot obok sceny i ruszył przodem. Julian niespiesznie podążył za nim. Bez ceregieli wszedł do środka, by schronić się przed ostrym słońcem, które zdawało się parzyć jego blada skórę. — Ale tu gorąco… — szepnął, stając obok Reida, który tylko spojrzał na niego i westchnął, nic nie mówiąc. Julian omiótł wzrokiem pole, obserwując trwające ćwiczenia, aż jego wzrok spoczął na postaci, która przykuła jego uwagę na dłużej, niż było to konieczne. Skupił się na studencie, który zdawał się dowodzić całą aktywnością. Chłopak był cały spocony, a jego odsłonięta, opalona skóra lśniła w słońcu. Wyglądał na wściekłego; jego twarz była ponura, a spojrzenie mroczne. Wyglądał groźnie i budził lęk. Julian nie zdawał sobie sprawy, że wpatruje się w niego tak długo, aż nagle wzdrygnął się, gdy ich oczy się spotkały. Gorące spojrzenie tamtego zdawało się przenikać przez okulary przeciwsłoneczne Juliana; niemal czuł ten żar, mimo że trwało to tylko krótką chwilę, zanim chłopak odwrócił wzrok i wrócił do swoich zajęć. Julian nadal obserwował go z nieskrywaną ciekawością, ukrytą za drogimi okularami, nie zważając na otaczających go ludzi. Chłopak był zlany potem i nieco spieczony słońcem, ale Julian wydawał się wręcz oczarowany tym widokiem. Jego obserwacje przerwała praca, gdy zespół medyczny stał się nagle bardzo zajęty – studenci zaczęli mdleć i słabnąć z powodu wycieńczających ćwiczeń i upału. Julian, w maseczce i rękawiczkach, zajmował się głównie dziewczętami. Na jego czole również pojawiły się kropelki potu, co sprawiało, że czuł się niekomfortowo i był wyraźnie poirytowany. Odetchnął z ulgą, gdy poranna tura dobiegła końca i ogłoszono przerwę na lunch. — Musimy to kontynuować później? — zapytał poważnie Reida. — Mamy dyżur przez cały tydzień — odparł krótko Reid, co wywołało u Juliana jęk frustracji, gdy ocierał twarz. — Chodźmy na lunch, jestem głodny — zawołał Cassian i cała trójka opuściła namiot. Wszystkie oczy spoczywały na nich, lecz oni nie dbali o te ciekawskie i pełne podziwu spojrzenia. Ich drogę zagrodziła jednak grupa starszych studentów inżynierii. — Reid… — lider grupy przywitał go skinieniem głowy. — Dom… — odpowiedział Reid tym samym gestem. Julian uważnie przyjrzał się chłopakowi, który zawołał Reida. To był ten sam, którego obserwował wcześniej na polu. — Dzięki za pomoc — powiedział poważnie Dom, kierując swoje przenikliwe spojrzenie wyłącznie na Reida. — Nie ma sprawy, to nasz obowiązek. Swoją drogą, to moi przyjaciele: Cassian i Julian — przedstawił ich Reid, na co Julian znów uniósł brew. Chłopak skinął Cassianowi, po czym skupił wzrok na Julianie. Ich spojrzenia się spotkały. Zablokowali się w tym kontakcie wzrokowym; żaden nie chciał ustąpić w tym pojedynku, próbując zdominować drugiego. Atmosfera nagle zgęstniała. Julian patrzył na inżyniera spokojnie, lecz intensywnie, podczas gdy tamten próbował go zastraszyć, co jednak mu nie wychodziło. Obie grupy w milczeniu i z niepokojem obserwowały to ciche starcie dwóch silnych osobowości. To Dom mrugnął pierwszy, ale zanim odwrócił wzrok, dostrzegł ledwie zauważalny półuśmiech Juliana. To go sprowokowało, ale nie mógł nic zrobić. Odchrząknął i znów spojrzył na Juliana, którego wyraz twarzy nie drgnął. W oczach bladego chłopaka tlił się niezwykły blask. Dom nie wiedział, czy to tylko jego wyobraźnia, czy może specyficzny sposób, w jaki Julian patrzył na obcych. Po chwili Dom poczuł się zaskoczony, gdy nagle Julian przerwał ten intensywny kontakt, a w jego uprzednio spokojnych oczach pojawił się chłód. Julian uniósł brew, po czym przeszedł obok nich wszystkich z kamienną twarzą, nie wypowiadając ani słowa. Obie grupy odruchowo odprowadziły go wzrokiem, próbując zrozumieć, co właściwie zaszło między tą dwójką. — Co się stało? — zapytał jeden z kolegów Doma, widząc jego skołowaną minę. Reid i Cassian również patrzyli na niego z zaciekawieniem. Dom zacisnął szczękę i ukrył twarz w dłoniach, zdając sobie sprawę, że sam tego nie rozumie. Czuł się dziwnie i nie potrafił tego nikomu wyjaśnić. Spojrzał na Reida, który obserwował go ze stoickim spokojem. Chciał o coś zapytać, ale nie potrafił dobrać słów, co Reid najwyraźniej zauważył. — My już pójdziemy… — powiedział Reid zamiast odpowiedzi na niewypowiedziane pytanie Doma i ruszył za Julianem, a Cassian tuż za nim. Studenci inżynierii zostali w milczeniu, a Dom wciąż zaciskał zęby z powodu czegoś, czego sam nie potrafił pojąć. Lodowy książę celowo go osaczył swoim spojrzeniem, budząc w nim coś głęboko ukrytego, a potem nagle go odtrącił, odcinając od tego dziwnego świata, do którego go przed chwilą zaprosił. Dom odszedł gwałtownie w przeciwnym kierunku niż medycy, a jego zdezorientowani koledzy ruszyli za nim w milczeniu. Grupa Doma nie miała pojęcia, co wydarzyło się między dwiema najbardziej onieśmielającymi osobami na uczelni, ale wiedzieli jedno: cokolwiek to było, mocno poruszyło ich lidera. Wymienili znaczące spojrzenia, idąc za nim krok w krok.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 68

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

68 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 - Niezły interes – Rozpalić lodowego księcia | Czytaj powieści online na beletrystyka