Rozpalić lodowego księcia

Rozpalić lodowego księcia

Autor: Aeliana Thorne

Rozdział 4 - Niezłe kłopoty
Autor: Aeliana Thorne
18 maj 2026
Wszyscy, a zwłaszcza nowicjusze, wrócili na pole po lunchu i krótkim odpoczynku. Reid i Cassian byli już w namiocie medycznym, ale po Julianie nie było ani śladu. Opuścił ich po posiłku, a oni, przyzwyczajeni do jego zwyczajów, nie pytali, dokąd się udaje. — Powtórzyć! — wrzasnął mistrz ceremonii, a wszyscy wzdrygnęli się ze strachu. Członkowie bractwa biegali po całym polu, nadzorując nowicjuszy i widząc wściekłą, ponurą twarz swojego lidera. Dominic Rhodes znany był ze swojego wybuchowego temperamentu, który objawił się natychmiast po wznowieniu zajęć. Dom przechadzał się powoli wśród szeregów z rękami na biodrach, a jego onieśmielająca aura zdawała się wysysać pewność siebie z każdego, na kogo padło jego przeszywające spojrzenie. Nowicjusze pierzchali przed nim, gdy zaczynali od nowa pierwsze ćwiczenie, które kazał im powtórzyć. Na polu zapanowało złowrogie napięcie, podczas gdy Dom krążył z mrocznym wyrazem twarzy. Wszyscy byli tak pochłonięci pracą, że nikt nie zauważył, kiedy obok nich przeszła eteryczna postać, sprawiająca, że każdy miał ochotę ukradkiem na nią spojrzeć. — Powtórzyć! Gdzie wasze skupienie?! — Dom znów krzyknął wściekle, gromiąc wzrokiem nowicjuszy, którzy gapili się na przechodzącą osobę, wyglądającą świeżo i anielsko w swoim niemal całkowicie białym stroju. Dom rzucił przelotne spojrzenie i ich oczy znów się spotkały, ale natychmiast uciekł wzrokiem, jakby sparzyło go spojrzenie tamtego. Odwrócił się i zaczął krążyć z zaciśniętą szczęką, co tylko potęgowało strach u wszystkich obecnych. — Spóźniłeś się, Julianie — powiedział poważnie Reid, gdy tylko chłopak do nich dotarł. — Wiem — odparł beztrosko Julian, na co Cassian wywrócił oczami. — Lekarze powinni być punktualni — ciągnął Reid przez zaciśnięte zęby. — Jeszcze nie jestem lekarzem… — odciął się swobodnie Julian, stając obok nich, by obserwować ćwiczenia. — Wkrótce będziesz… — rzucił Reid, patrząc na niego z niedowierzaniem. — Nie martw się, będę punktualny, kiedy to „wkrótce” nadejdzie… — odpowiedział Julian ze swoim zwykłym spokojem, sprawiając, że przyjaciele bezradnie pokręcili głowami. Reid zamknął oczy, modląc się o cierpliwość. Wiedział, że nic nie wskóra, i tylko westchnął, czując dłoń Cassiana na ramieniu, który próbował go uspokoić. — Musiałem wziąć szybki prysznic. Nie zniosę pachnięcia koniem przez cały dzień — wyjaśnił Julian, patrząc przed siebie na pole. Reid i Cassian milczeli, by uniknąć dalszej kłótni. — Nie możesz wiecznie zachowywać się jak primadonna, Julianie — mruknął nagle Cassian, nie patrząc na niego. — Nie zachowuję się… choć mam do tego pełne prawo… — odparł Julian z oczywistą arogancją. Cassian mlasnął językiem i znów wywrócił oczami. Julian zawsze miał gotową ripostę na każdą ich uwagę. Obserwowali dalej w milczeniu. Julian nagle ucichł, intensywnie wpatrując się w lidera bractwa, który z mrocznym obliczem krążył po polu. Chłopak wyglądał na tak groźnego, że nawet jego koledzy czuli się przy nim nieswojo. Nowicjusze byli tak zdenerwowani, że psuli każde ćwiczenie. Trudno im się było dziwić – z tak wściekłym wyrazem twarzy lidera mogli się cieszyć, jeśli nie posikali się w spodnie. Mimo tego groźnego wyglądu i onieśmielającej aury, Julian był całkowicie pochłonięty obserwowaniem każdego jego ruchu. Opalona skóra tamtego była podkreślona przez biały t-shirt, odsłaniający umięśnione ramiona. Julian wyraźnie widział, jak jego mięśnie napinają się przy każdym ruchu. — O czym myślisz, Julianie? — zapytał nagle Reid, nawet na niego nie patrząc. — Tsk… Reidzie Harrisonie… — Julian mlasnął językiem i wymówił pełne imię przyjaciela. — O co chodzi?… Nie rób niczego, czego będziesz żałował — kontynuował Reid, starając się brzmieć swobodnie, ale Julian słyszał w jego głosie niepokój, co wywołało u niego lekki śmiech. — A kiedykolwiek żałowałem? — zapytał Julian rozbawionym tonem z tajemniczym uśmieszkiem. — Nawet o tym nie myśl… — ostrzegł niespokojnie Reid, odwracając się do niego. — Ja nie myślę… — odparł krótko Julian. — Julianie, nie… — błagał Reid. Cassian tylko przyglądał się im, kręcąc głową. Kłótnia Reida z Julianem była z góry skazana na porażkę, ale Reid wciąż próbował. — Powtarzałeś mi, żebym był bardziej ludzki… cieplejszy… — ciągnął Julian z poważną miną i spokojnym uśmiechem, co tylko pogorszyło nastrój Reida. — Julianie, proszę… nie w ten sposób — negocjował szeptem. Julian wpatrywał się w Reida, który patrzył na niego z lękiem. — Za późno… — mruknął cicho Julian, nie tracąc spokoju. Reid zamknął oczy i ciężko westchnął, podobnie jak Cassian. — Julianie, to oznacza kłopoty… — szepnął Cassian zrezygnowanym głosem. — Może będzie warto… — Julian uśmiechnął się wyzywająco. — Julianie… cofamy to, co mówiliśmy… dobrze ci tak, jak jest. Ja i Cassian tu jesteśmy, świetnie się dogadujemy. Tylko, proszę, nie… — Reid próbował jeszcze raz. Julian uśmiechnął się do niego szczerze, ale jego intensywne, spokojne spojrzenie się nie zmieniło, sprawiając, że Reid przełknął ślinę z nerwów. — Za późno… — powtórzył Julian. — Julianie, proszę… — spróbował jeszcze raz Reid. — Wielkie kłopoty, Julianie… — szepnął błagalnie Cassian. Julian spojrzał na Cassiana, potem znów na Reida z twarzą pozbawioną już emocji. — Nazywam się Julian Alistair Blackwood… — powiedział spokojnie, kończąc temat, po czym założył okulary i wrócił do obserwowania pola. Reid i Cassian westchnęli z przygnębieniem, patrząc przed siebie z poczuciem całkowitej klęski. ****😉😉****

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 68

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

68 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 - Niezłe kłopoty – Rozpalić lodowego księcia | Czytaj powieści online na beletrystyka