Wszystkim opadły szczęki; każdy z zapartym tchem wpatrywał się w najmłodszego z rodu Blackwoodów, który mierzył Clarę lodowatym wzrokiem, z mocno zaciśniętą szczęką.
Najmłodszy spadkobierca wyglądał niebezpiecznie groźnie. Ci, którzy stali blisko, sprawiali wrażenie przykutych do ziemi, podczas gdy Clara gapiła się na niego z przerażeniem.
— Julian... — zawołał cicho Dom, próbując odciągnąć go o
















