W pokoju zapadła dzwoniąca cisza.
Victor wpatrywał się w Sloane z osobliwym wyrazem twarzy. Kilka sekund później nagle wybuchnął głośnym śmiechem.
Śmiał się tak mocno, że dosłownie kołysał się w tył i w przód na swoim krześle.
— T–ty? I ja? Na zewnątrz? Czy ty sobie teraz, kurwa, ze mnie żartujesz?
Victor otarł łzy z oczu i wydyszał:
— Może i potrafisz oszukać tych idiotów z Watahy Obsydianowego Z
















