Roztrzaskana więź: Powstanie prawdziwej Luny

Roztrzaskana więź: Powstanie prawdziwej Luny

Autor: Ravenna Black

Rozdział 4: Dawno zaginiona księżniczka
Autor: Ravenna Black
5 cze 2026
„Nie... PRZESTAŃCIE!” Sloane skuliła się w kącie i wrzasnęła. „Odejdźcie ode mnie!” Jeden z odmieńców zarechotał: „Odejść? Twój Alfa nam cię oddał. Rozumiesz? Większość z nas od wieków nie miała kobiety! O, dzisiejszej nocy będziemy się świetnie bawić”. Sloane poczuła, że brakuje jej tchu. Jeden z mężczyzn wdrapał się na wóz, a jego oczy lśniły żądzą. Odwiązał Sloane i siłą ściągnął ją na dół. Odmieńcy otoczyli ją, a Sloane nagle wykrzyknęła: „CZEKAJCIE! Ja... mogę wam dać pieniądze! Więcej pieniędzy, niż jesteście w stanie sobie wyobrazić!” Zapadała krótka cisza. A potem wszyscy wybuchnęli gromkim śmiechem. „Słyszeliście to? Piękność mówi, że ma pieniądze!” – jeden z nich zanosił się śmiechem. „Do diabła, gdyby miała pieniądze, to dlaczego Alfa Archer przysłałby ją do nas jak dziwkę?” Sloane powiedziała drżącym głosem: „Jestem jedyną córką Sterlingów! Jesteśmy najbogatszą rodziną w Wataisze Argent Edge!” Sterlingowie. Nawet ci banici słyszeli to nazwisko. Krążyły plotki, że ta rodzina pędzi najbardziej wystawne życie. Ich dom miał być ze złota, a meble zdobione diamentami. Po chwili milczenia jeden z odmieńców podjął decyzję: „Dobrze. Ale chcemy stu milionów”. Sto milionów. Sloane przełknęła nerwowo ślinę. To była ogromna suma. Suma, której jej rodzice nigdy by nie zapłacili, skoro całkowicie się jej wyrzekli. Jednak na szczęście miała trochę potajemnie odłożonych pieniędzy. Przez lata prowadziła interesy poza domem watahy i zgromadziła pokaźny majątek. Mogła sama zapłacić za swój wykup. „D-dobrze... dajcie mi telefon. Poproszę mojego zarządcę majątku o dokonanie przelewu...” – powiedziała Sloane. Jeden z banitów podał jej stary, marny telefon. Sloane szybko wybrała numer zarządcy. Połączenie zostało odebrane po pierwszym sygnale: „...Halo?” „To ja, Sloane!” – wyrzuciła z siebie gorączkowo. „Słuchaj, potrzebuję natychmiastowego przelewu stu milionów na konto. Numer konta to—” „Wszystkie pani aktywa są zamrożone”. „...Co? Dlaczego!” „Pani rodzice skonfiskowali wszystkie pani pieniądze. Gotówkę, akcje, biżuterię, nieruchomości... wszystko”. Sloane zachwiała się z niedowierzania. „Ale nie mają do tego prawa! To moje pieniądze! Nie Sterlingów—” „Według pani rodziców wszystko, co pani posiada, należy do rodziny Sterling, włącznie z pani małą kopalnią złota. Poza tym twierdzą, że mieszkając z odmieńcami, nie będzie pani potrzebować żadnych pieniędzy”. Ale przecież na jej koncie był prawie miliard! Ciężko na to pracowała! Teraz wszystko przepadło... Wszystko! Jej bezduszni rodzice nie zostawili jej ani cienia szansy na przeżycie! Połączenie zostało przerwane. Czekający banici spojrzeli na Sloane z podejrzliwością: „Co się dzieje? Kiedy dostaniemy te sto milionów?” „To... to się nie stanie...” – załkała Sloane. „Moi rodzice zabrali mi wszystkie pieniądze...” „CO?! A więc nie masz złamanego grosza? Ta cholerna suka nas okłamała!” – ryknął odmieniec. Wściekli banici rzucili się na nią, ich brudne palce szarpały i rozdzierały jej ubranie, odsłaniając nagą skórę. Serce Sloane waliło jak szalone, niemal wyskakując z piersi. Nagle wykorzystała moment i mocno kopnęła jednego z odmieńców w brzuch. „K---A—” – krzyknął z bólu, cofając się o kilka kroków. Korzystając z zamieszania, Sloane szybko zerwała się na nogi i zaczęła biec, ile sił w nogach. Wpadła do lasu, przedzierając się przez gęste zarośla, potykając się o krzaki. Odmieńcy ruszyli w pogoń, krzycząc: „Nie dajcie jej uciec!” Oddech Sloane stał się rzężący, a w piersi czuła palący ból. Jej oczy nerwowo szukały schronienia. Właśnie wtedy padł strzał, rozrywając nocną ciszę. „AAACHHH—” Palący ból przeszył jej nogę. Sloane upadła na ziemię, jęcząc z męki. Obraz zaczął jej się mazać, czuła, że traci przytomność. Odmieńcy zbliżali się... Zaraz zostanie schwytana... To był jej koniec... Nienawidziła tego! Nienawidziła Blair, Archera, swoich rodziców... Ale nie miała jak się zemścić. Jej wrogowie siedzieli w domu watahy, wznosząc toasty winem i śmiejąc się, podczas gdy ona leżała na lodowatej ziemi, umierając w nędzy. „– Kto tam jest!” – krzyknął ktoś z głębi lasu. „CHOLERA! To żołnierze Watahy Obsidian Eclipse!” – wrzasnął jeden z odmieńców z przerażeniem. Grupa doskonale wyszkolonych żołnierzy otoczyła teren, sprawiając, że banici w panice zaczęli uciekać we wszystkich kierunkach. Wataha Obsidian Eclipse była najpotężniejszą watahą na świecie, słynącą z wybitnie wyszkolonych i groźnych wojowników. Była silniejsza nawet od Watahy Argent Edge. W ciągu kilku sekund odmieńcy zniknęli. Ci, którzy byli o kilka kroków wolniejsi, zostali wyrżnięci przez żołnierzy. „...Panienko!” – jeden z żołnierzy w srebrnej zbroi ukląkł przy Sloane, a jego głos był pełen troski. „Wszystko w porządku?” Wargi Sloane drżały – była zbyt słaba, by wykrztusić choć słowo. „Mamy ranną wilczycę!” – krzyknął żołnierz do swoich towarzyszy. „Musi natychmiast trafić do szpitala! Niech mi ktoś pomoże!” Więcej żołnierzy podbiegło, ostrożnie podnosząc Sloane z ziemi. Nagle jeden z nich krzyknął z zaskoczeniem: „Czekajcie... Znam tę kobietę! To Luna Alfy Archera!” „Naprawdę?” – powiedział ktoś inny. „Alfa Archer odrzucił ją kilka dni temu. Cały świat o tym słyszał. Może zostawił ją tutaj... Czy na pewno powinniśmy ją ratować?” Żołnierz, który rozpoznał Sloane, odchrząknął i uciszył tłum. „Wataha Obsidian Eclipse nie boi się takiej małej watahy jak Argent Edge” – powiedział surowo. „Jeśli Archer ma problem z tym, że uratowaliśmy jego Lunę, może porozmawiać z Alfą Leanderem. A teraz ratujmy tę biedną dziewczynę”. Wspólnie przenieśli Sloane do samochodu i odjechali. Sloane leżała na noszach, będąc w półświadomości. Po długiej drodze pełnej wzlotów i upadków poczuła zapach środka dezynfekującego. Z trudem uniosła powieki i zobaczyła wokół siebie dużą grupę ludzi wyglądających na lekarzy. Wszyscy szeptali z ekscytacją: „...Mój Boże! Spójrzcie na to znamię na dole jej pleców...” „Jasna cholera... Niech ktoś natychmiast powiadomi Alfę Leandera! Osoba, której szukał od ponad dwudziestu lat, właśnie się odnalazła!” *** W tym samym momencie przystojny młody mężczyzna przebywał w apartamencie Alfy Watahy Obsidian Eclipse, przeglądając dokumenty na biurku. Drzwi do jego pokoju otworzyły się z hukiem i do środka wpadł potykający się żołnierz. „Alfo Leanderze!” – zawołał. „...Wspaniałe wieści!!! Znaleźliśmy kobietę ze znamieniem w kształcie księżyca na dole pleców!” „CO?!” Leander zerwał się na równe nogi, z szeroko otwartymi oczami. „A jej wiek... jej zapach...” „Wszystko się zgadza!” – żołnierz przytaknął. „Dwadzieścia lat temu pana siostra została oddana niewłaściwej rodzinie na sali porodowej. Ta kobieta idealnie pasuje do jej profilu!” Leander zacisnął pięści, a w jego oczach zalśniły łzy radości. „Moja... Moja siostra wróciła!” – wykrzyknął głośno. „Długo poszukiwana księżniczka Watahy Obsidian Eclipse powróciła! Zaprowadź mnie do niej. JUŻ!” „Tak jest, Alfo!”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4: Dawno zaginiona księżniczka – Roztrzaskana więź: Powstanie prawdziwej Luny | Czytaj powieści online na beletrystyka