Sloane skuliła się w zimnym, wilgotnym kącie celi, przytłoczona bezgranicznym bólem i lękiem.
Jej palce nieświadomie kreśliły wzory na kamiennej ścianie, podczas gdy myśli pędziły w szalonym tempie.
Nagle usłyszała ciężkie kroki, a w wejściu pojawił się strażnik.
„Jesteś!” – Sloane chwyciła za żelazne kraty, jej głos drżał. „Kiedy rodzice mnie stąd wyciągną?”
Strażnik zakpił, a jego oczy pełne były drwiny. „Wyciągną cię stąd? NIGDY! Gdy Sterlingowie usłyszeli o twoim romansie z Sorenem, natychmiast się ciebie wyrzekli. Adoptowali już Blair, najbardziej szanowaną kobietę w watasze i przyszłą Lunę, jako swoją córkę! Jesteś skończona!”
...Co?
Oczy Sloane rozszerzyły się z szoku.
Czuła się tak, jakby jej serce zostało ściśnięte niewidzialną dłonią. Z trudem łapała oddech.
„NIEMOŻLIWE!” – jej głos przeszedł niemal w krzyk. „Nie... M-moi rodzice nigdy by mi tego nie zrobili... Jestem ich córką! A Blair to mój wróg!”
„Jesteś puszczalską dziwką, którą Alfa Archer gardzi i którą odrzucił, podczas gdy Blair jest miłością jego życia! Myślę, że dokonali właściwego wyboru”.
Strażnik spojrzał na nią chłodno, bez cienia litości. „I to jeszcze nie wszystko. Alfa Archer zdecydował, że zostaniesz wysłana do odmieńców jako ich nałożnica. Do diabła, po trzech dniach wśród tych dzikusów nie będziesz mogła zasnąć bez chłopa na sobie!”
Wybuchnął śmiechem.
Sloane pociemniało przed oczami i osunęła się na ziemię.
Odmieńcy byli bandą wyjętych spod prawa przestępców, najbardziej plugawą grupą ludzi na ziemi.
...Jak Archer mógł być tak okrutny!
Serce Sloane pękało z bólu, gdy przed oczami przemykały jej wspomnienia wspólnej przeszłości z Archerem, a łzy napływały do oczu.
Znali się od dzieciństwa, jako dzieci bawili się razem w ogrodzie.
Pamiętała, jak spacerowali ręka w rękę po ogrodzie różanym w srebrzystym blasku księżyca, a powietrze było nasycone słodką wonią kwiatów.
Archer niewiele mówił, ale od czasu do czasu oglądał się za siebie, by przypomnieć jej, żeby nie potknęła się o kamienie.
Wtedy mu na niej zależało.
Ale wszystko zmieniło się, gdy pojawiła się Blair.
Archer stawał się wobec niej coraz bardziej wrogi i chłodny. Próbowała ratować ich związek, ale każda próba była niweczona przez przebiegłe intrygi Blair.
Teraz Archer zamierzał wysłać ją do odmieńców... gdzie zostanie zgwałcona i zniszczona przez tych barbarzyńców!
Jak mógł być tak bezduszny?
A źródłem tego wszystkiego była Blair!
Serce Sloane wypełniło się bólem i nienawiścią.
nienawidziła Blair za jej kłamstwa i okrucieństwo, za to, że odebrała jej wszystko.
Ale co mogła zrobić?
Uwięziona w tej mrocznej celi, nie miała żadnych środków do walki!
Strażnik nagle zarechotał i otworzył celę: „Albo... jest dla ciebie inne wyjście”.
Sloane gwałtownie podniosła głowę, a w jej oczach błysnęła nadzieja. „Wypuścisz mnie stąd?”
„O nie, na to bym się nie odważył. Ale pomyślałem sobie... że może ty i ja moglibyśmy się trochę zabawić, póki jeszcze tu jesteś?”
Strażnik patrzył na nią zachłannie, a jego oczy lśniły zwierzęcym głodem. „Uwiodłaś własnego strażnika... co za napalona suka. Życie w tej ciemnej celi bez męskiej pociechy musi cię wykańczać. Pozwól, że cię wypełnię...”
Sloane zaczęła się pośpiesznie cofać, krzycząc: „Jak śmiesz! Jestem twoją Luną—”
„BYŁAŚ! Naszą Luną. Niedługo będziesz dziwką odmieńców!” – parsknął strażnik. „Rozkładaj nogi, zdziro!”
Sloane zapłakała, zrywając się na równe nogi i próbując uciec. Ale strażnik chwycił ją za włosy od tyłu.
Szarpnął ją i powalił na ziemię, przygniatając swoim ciałem. Jego oddech był ciężki:
„Jesteś prawdziwą pięknością, Luno Sloane... wiesz o tym? Nawet ładniejsza od panny Blair... Taka strata wysyłać cię do tych niecywilizowanych dzikusów... ale w porządku. Skosztuję cię, zanim zostaniesz rozszarpana przez banitów...”
Wsunął rękę pod jej ubranie i ścisnął jej pierś.
Pchnęła go, kopiąc nogami i krzycząc: „Nie... NIE! ZEJDŹ ZE MNIE! NIE—”
„Zamknij się!” – uderzył ją w twarz, rycząc: „Wiem, że to lubisz, dziwko! Dokładnie tego chcesz! Mojego twardego członka w twojej ciasnej dziurce—”
„Co tu się dzieje?” – nagle zza celi dobiegł głos.
Strażnik wzdrygnął się z przerażenia.
Na korytarzu stał jego przełożony, patrząc z marsową miną na tę dwójkę na ziemi.
„Słyszałem kobiecy krzyk” – powiedział oficer. „Co to u licha było?”
Strażnik odwrócił się z bladą twarzą, jąkając się: „Panie, ja... ja tylko... ona robiła raban, więc próbowałem dać jej nauczkę”.
Oficer zerknął na nieład w ubraniu Sloane i łzy na jej twarzy.
Potem machnął ręką z niecierpliwością i rzucił:
„Dość tego. Idź i przygotuj się do jutrzejszej publicznej parady. Ta kobieta zostanie jutro wysłana do odmieńców. A panna Blair życzy sobie, by w drodze z miasta została przeprowadzona ulicami... tak aby cały lud mógł zobaczyć, jak wygląda kobieta, która zdradziła Alfę. Mamy dużo roboty”.
Strażnik gorliwie przytaknął, wstał, otrzepał ubranie i pośpieszył do drzwi.
Przed wyjściem splunął na Sloane z wyrazem obrzydzenia i gniewu.
Sloane usiadła cicho, poprawiając ubranie, które strażnik zdążył rozedrzeć.
Jej palce drżały lekko, a łzy cicho spływały po policzkach.
Publiczna parada?
Blair naprawdę chciała zniszczyć ją raz a dobrze.
Wiedziała, że jutrzejszy dzień będzie najbardziej upokarzającym w jej życiu.
Ale nie było sposobu, by tego uniknąć.
——
Następnego ranka słońce przedarło się przez gęste chmury, rzucając blade światło na ulice miasteczka.
Sloane została wywleczona z celi przez strażników. Jej ręce były mocno skrępowane sznurami, przywiązując ją do nędznego wozu więziennego.
Jej twarz była blada, a oczy pełne rozpaczy i bezradności.
Ulice były już pełne ludzi, gdy wóz wyjechał z więzienia.
Pospólstwo dowiedziało się o dzisiejszej paradzie i czekało od świtu.
Gdy tylko pojawił się wóz Sloane, ludzie wyprostowali się, a ich oczy przepełnił gniew i pogarda. Zaczęli wykrzykiwać:
„Zdrajczyni!”
„Bezwstydna dziwka!”
„Niech ci odmieńcy ujeżdżą cię na śmierć!”
Tłum wybuchł wrzaskami i przekleństwami.
Sloane podniosła głowę, a łzy cicho płynęły, mieszając się z kurzem i brudem na jej twarzy, co czyniło ją jeszcze bardziej żałosną.
Nagle zgniłe jajko przeleciało przez powietrze i uderzyło Sloane w twarz.
Żółtko spłynęło po jej policzku, wydzielając silną, nieprzyjemną woń.
Wkrótce poleciało w nią więcej jajek i kamieni. Ciało Sloane drżało na wozie, gdy próbowała robić uniki, ale nie mogła uniknąć bólu od uderzeń.
„Nie zdradziłam Alfy!”
Krzyczała w deszczu jajek i kamieni lecących w jej stronę.
„Nie zrobiłam tego! To Blair – ona mnie wrobiła!! Proszę – UWIERZCIE MI!”
Ale jej głos był słaby i ginął w hałasie tłumu.
Właśnie wtedy Sloane spojrzała w dal i zobaczyła dwie postacie stojące na balkonie.
...To byli Archer i Blair.
Blair była ubrana w wytworną suknię, jej makijaż był nieskazitelny, a ona sama czepiała się ramienia Archera.
Patrzyła na Sloane, sponiewieraną na więziennym wozie, z pysznym i okrutnym uśmiechem.
Twarz Archera była chłodna. Spojrzał krótko na wściekły tłum, po czym odwrócił się zdecydowanie i wszedł do środka, a Blair podążyła tuż za nim.
„...Archer...”
Szepnęła Sloane, a łzy mieszały się z brudem i zgniłym jajkiem. W ustach czuła jedynie gorycz.
Strażnicy szorstko szarpnęli za liny i wóz kontynuował powolną podróż przez miasto. Ciało Sloane było posiniaczone i obolałe, ubranie porwane. Ledwo mogła ustać na nogach.
W końcu wóz opuścił miasto i ruszył drogą ku granicy watahy.
Kilka godzin później dotarli na skraj terytorium.
Żołnierze zostawili wóz na skraju lasu i szybko odjechali. Nie chcieli spotkać odmieńców w tym niebezpiecznym rejonie.
Sloane, przywiązana do wozu, czuła zawroty głowy i dezorientację.
Po chwili usłyszała w pobliżu gwizd.
„...Jasna cholera! To kobieta Alfy Archera? Ale sztuka!”
Sloane z trudem otworzyła oczy, czując, jak przeszywa ją dreszcz.
Wokół wozu stała grupa brudnych, obdartych mężczyzn.
Szczerzyli się, pokazując zżółknięte zęby, i wpatrywali się w nią z podnieceniem.
...Było ich co najmniej pięćdziesięciu.
















