Archer spiorunował ją wzrokiem, a na jego czole nabrzmiała żyła złości.
— Jesteś moją mate...
— BYŁAM twoją mate! — warknęła Sloane. — Sam mnie odrzuciłeś, pamiętasz?
— Tak! Ale gdybyś zadała sobie trud i wyjaśniła mi wszystko, nie odrzuciłbym cię i nic z tego by się nie stało!
A więc teraz to była jej wina?!
Sloane szarpnięciem uwolniła rękę z jego uścisku, a jej pierś falowała gwałtownie z gniew
















