„Uciekłaś przed wilkiem, mały kundlu, tylko po to, by rzucić się prosto w legowisko potwora. A ten potwór? On nigdy nie wypuszcza swojej ofiary”. Rania jest pozbawiona wilka, słaba i zaszczuta. W przeddzień swoich osiemnastych urodzin, zdradzona przez własnego ojca i bezlitosnego syna Alfy, który pragnął ją złamać, robi coś nie do pomyślenia: ucieka. Jednak przekroczenie granic watahy Czarnego Kamienia nie prowadzi do wolności. Prowadzi prosto na zdradzieckie ziemie Dominium Xarkandu – i w ramiona jego przerażającego władcy. Maximus jest Królem Alf. Nazywają go Szalonym Królem. Jest bezlitosny, zabójczy i przed nikim nie chyli czoła. Powinien był zabijać intruzów na miejscu. Jednak gdy jego krwistoczerwone oczy spoczywają na drżącej, pozbawionej wilka uciekinierce, tkwiąca w nim bestia wcale nie domaga się krwi. Domaga się jej. Teraz Rania jest uwięziona na terytorium o wiele bardziej niebezpiecznym niż to, z którego uciekła. Jest całkowicie zdana na łaskę króla, którego obsesja na jej punkcie graniczy z obłędem. Mężczyzna wymorduje każdego, kto spróbuje ją odebrać, włączając w to watahę, która wcześniej ją odrzuciła. Jednak w miarę jak jego mroczna, dławiąca zaborczość coraz silniej zaciska się wokół niej, Rania musi zadać sobie pytanie: czy jest jego chronioną partnerką... czy też królową uwięzioną w pięknej klatce?

Pierwszy Rozdział

Rania uciekała, by ratować życie. Nie odważyła się zwolnić, choć jej nogi pulsowały bólem, krzycząc, by przestała. Prześladowca był tuż za nią. Nie mogła ryzykować schwytania; to oznaczałoby jej koniec. [Rania! Wracaj tutaj!] Głos ojca zadudnił w jej głowie, gdy wściekle nawiązał z nią więź mentalną. Był wśród ścigających, wraz z jej przyrodnim bratem i synem alfy. W towarzystwie kilkunastu wojowników watahy Czarnego Kamienia, szanse Ranii na ucieczkę były bliskie zeru. Mimo to musiała spróbować. Granica watahy była tak blisko, niemal ją czuła. Rania zmusiła nogi do jeszcze szybszego biegu, błagając Boginię Księżyca o cud. Adrenalina krążąca w jej żyłach zagłuszała ból zadawany przez smagające gałęzie i ostre krawędzie kamieni, które rozcinały jej skórę, gdy pędziła przez las. Jeszcze trochę. Jeszcze kawałek. Powtarzała sobie w duchu. Jej plecak zaczepił o jedną z gałęzi, co na chwilę ją zatrzymało, a zawartość wysypała się na ziemię. Rania nie zatrzymała się jednak, by cokolwiek podnieść; porzuciła go całkowicie. Znajdzie sposób, by zdobyć nowe ubrania, gdy tylko wydostanie się z tej watahy. Nic nie było teraz dla niej ważne poza ucieczką z tego piekielnego miejsca. Niestety, Rania nie mogła się jeszcze przemienić. Większość zmiennokształtnych zyskiwała tę zdolność po ukończeniu osiemnastu lat, a Ranii brakowało do tego dwóch dni. Ale nie zamierzała spędzić tu ani sekundy dłużej, zwłaszcza po tym, co zrobił jej Caden, syn alfy. [Rania, nie żyjesz, jeśli cię dorwę!] Jej ojciec, beta Alaric, warknął wściekle w jej umyśle. Próbowała zamknąć więź mentalną, ale nie miała na to siły. Jej ojciec był zbyt potężny. Tak blisko. Jeszcze trochę. Jeszcze szybciej. Płuca ją paliły, ale Rania parła naprzód, aż w końcu dostrzegła granicę Czarnego Kamienia. Dalej rozciągały się tereny watahy Krwawego Wilka. Ten odcinek granicy nie był silnie strzeżony, dlatego Rania wybrała właśnie tę drogę ucieczki. Jeszcze kawałek... I stało się – Ranii udało się przekroczyć granicę watahy Czarnego Kamienia. Wyznaczała ją rzeka płynąca między terenami obu stad. Rzeka była płytka, więc pokonała ją bez trudu. Gdy tylko Rania znalazła się na drugim brzegu, osunęła się na ziemię, ciężko dysząc, podczas gdy jej płuca łapczywie chwytały powietrze. Każdy centymetr jej ciała pulsował bólem, ale udało się! Zdołała przekroczyć granicę. Słysząc wściekłe wycie, Rania odwróciła się i zobaczyła Cadena oraz swojego przyrodniego brata, Killiana, którzy wrócili do ludzkiej postaci. Gromili Ranię wzrokiem, ponieważ nie mogli przekroczyć granicy bez pozwolenia. Mogłoby to doprowadzić do konfliktu między watahami. Rania również nie mogła tam długo zostać; wojownicy watahy Krwawego Wilka wkrótce zauważyliby intruza, co sprowadziłoby na nią kolejne kłopoty. Musiała ruszyć na południe, ku Ziemiom Samotników, które nie należały do nikogo, a potem przenieść się dalej, w stronę ludzkich osad. „Wracaj tutaj, Rania!” – ryknął wściekle Killian, podczas gdy Caden zacisnął zęby i wpatrywał się w nią z morderczym błyskiem w oczach. Rania chciała ich przekląć, ale nie miała na to sił. Musiała iść dalej. Jej ciało zaprotestowało, gdy podniosła się z ziemi, gotowa do dalszego biegu, kiedy nagle została powalona na glebę. Serce podeszło jej do gardła, gdy zobaczyła przygniatającego ją Cadena. „Myślisz, że możesz mi uciec, mały wilczku?” – zapytał groźnie Caden. Wykorzystał ciężar swojego ciała, by unieruchomić Ranię. „Nigdzie się nie wybierasz”. „Ty... przekroczyłeś granicę” – wydyszała Rania. Jego kolano uciskało jej klatkę piersiową, co utrudniało jej oddychanie. To było bardzo bolesne. „Taa, ty też to zrobiłaś” – uśmiechnął się triumfalnie. Z drugiego brzegu rzeki Rania widziała ojca, który krzyczał do Cadena, by wracał, zanim złapią ich wojownicy Krwawego Wilka. „Wracamy. Byłaś dzisiaj bardzo niegrzeczna” – powiedział Caden. Wstając, chwycił Ranię za długie, brązowe włosy, sprawiając, że jęknęła z bólu. Skóra na głowie ją piekła. Caden był okrutny; nie dał Ranii nawet czasu na wstanie i zaczął ciągnąć ją w stronę rzeki. Była zgubiona. Zabiją ją za tę próbę ucieczki. Zanim jednak zdążyli wrócić na teren swojej watahy, otoczył ich tuzin wojowników Krwawego Wilka, a ich gamma przybrał ludzką postać. „Caden Black Stone” – gamma Michael wypowiedział jego imię celowo powoli. „Nic mi nie wiadomo o tym, byś miał pozwolenie na wkroczenie na nasze tereny”. Zerknął na Ranię, ale nie poświęcił jej większej uwagi. „Przepraszam za wtargnięcie, ale jedna z członkiń naszej watahy postanowiła być dziś nieco zbyt zuchwała. Złapaliśmy ją, zanim zdążyła niepokoić wasze stado”. Caden uśmiechnął się, sprawiając wrażenie niewzruszonego, choć mocniej zacisnął palce na włosach Ranii. Gamma Michael przechylił głowę, patrząc na Ranię, ale nie widział wyraźnie jej twarzy, gdyż falowane włosy zasłaniały jej połowę oblicza. „Rozumiem to, ale zasady to zasady. Będą z tego wyciągnięte konsekwencje”. „Rozumiem” – skinął głową Caden. „Możemy omówić to później, pozwól, że zabiorę tego kundla z powrotem do mojej watahy”. Szarpnął głową Ranii, uśmiechając się niewinnie do gammy. „Zaproszę cię na kawę, żeby o tym podyskutować”. „Nie, proszę... nie, nie odsyłajcie mnie tam z powrotem” – błagała Rania, ale gamma zupełnie się nią nie przejmował. Gamma Michael rozważył swoją decyzję, po czym skinął głową. „Zabierz ją i odejdźcie. Omówię tę sprawę z moim alfą”. Spojrzał na pozostałych wojowników po drugiej stronie rzeki. „Dziękuję”.

Odkryj więcej niesamowitych treści