„Nigdzie się nie wybierasz” – powiedział stanowczo Caden, wyrywając plecak, który przygotowała Rania. Miała właśnie odejść, gdy Caden nagle wtargnął do jej pokoju i ją powstrzymał.
„Zostaw mnie w spokoju” – wycedziła Rania; miała go już dość. „Dlaczego nie możesz dać mi świętego spokoju?!”
„Nigdy nie zostawię cię w spokoju, obiecałem ci to, nieprawdaż?” Złośliwy uśmiech wykwitł na jego wargach, sprawiając, że Rania poczuła, jak jej ciało drży z desperacji.
Uniosła ręce i zaczęła go okładać pięściami. „Zostaw mnie! Zostaw mnie!” Była sfrustrowana. Dlaczego miała być karana za coś, czego nie zrobiła? Dlaczego on tak bardzo jej nienawidził?
Caden był zaskoczony wybuchem Ranii, ale jej ciosy nie sprawiały mu bólu. Z łatwością przechwycił obie jej dłonie i przycisnął ją do szafki.
Jęknęła głośno z bólu i próbowała wyrwać ręce z uścisku Cadena, ale on uniósł jej dłonie nad głowę i unieruchomił je jedną ręką.
„Nigdzie nie idziesz, Rania. Nie pozwolę ci odejść”.
„Dlaczego chcesz mnie tu trzymać?! Nienawidzisz mnie, a ja nienawidzę ciebie!”
Caden wyszczerzył zęby. „Bo uwielbiam widzieć cię nieszczęśliwą. Jesteś tu nędzna, a to mi się podoba”.
„Jesteś niepoczytalny! Nic dziwnego, że Claire cię zostawiła!” Rania była wściekła, próbowała go kopnąć, ale on zamiast tego przycisnął swoje ciało do jej, uniemożliwiając jej ruch.
Jednak przy tej bliskości Rania uświadomiła sobie jedno: czuła jego twardość przyciśniętą do brzucha, co napawało ją odrazą.
Nakręcił się przez tę kłótnię? Rania nie mogła w to uwierzyć. Zrobiło jej się niedobrze.
„Chcesz wiedzieć, czym jest szaleństwo?” – zapytał Caden, pochylając głowę i zaczynając lizać jej szyję. „Obiecałem ci jeszcze coś, pamiętasz?”
I Caden szczodrze powtórzył to, co powiedział dzień wcześniej.
„Gdy tylko osiągniesz odpowiedni wiek, złamię cię jeszcze bardziej”.
Gdy skończył mówić, obrócił ją i pchnął na łóżko. Intencja malująca się w jego pożądliwym spojrzeniu była aż nadto jasna.
„Co? Co zamierzasz zrobić?!” Rania rzuciła się do ucieczki, próbując dotrzeć do drzwi, by wyjść, ale Caden z łatwością zepchnął ją z powrotem na łóżko.
„Nie! Nie chcę tego!” – krzyczała Rania z całych sił, ale nikt nie przybył jej na ratunek.
Ludzie słyszeli jej wołanie o pomoc, ale pozostawali głusi, bo wiedzieli, z kim mieliby do czynienia. Nawet jeśli litowali się nad Ranią, nie chcieli się wtrącać.
Konsekwencje narażenia się przyszłemu alfie były czymś, czego nikt nie chciał brać na swoje barki.
Krzyk Ranii było słychać przez trzy bite godziny, nawet gdy Caden opuścił już pokój. Wciąż można było usłyszeć jej cichy płacz.
***
Rok później.
***
Dzisiaj był dzień inicjacji, w którym alfa Winter miał ustąpić ze stanowiska, a Caden miał zostać nowym alfą watahy Czarnego Kamienia.
Miał dwadzieścia cztery lata, był zbyt młody na alfę, ale alfa Winter był już zbyt stary, by kontynuować rządy, a co więcej, alfa Caden udowodnił już, że jest zdolny do prowadzenia stada.
„Hm... czerwień ci pasuje” – powiedział leniwie Caden, ścierając krew z wargi Ranii, którą zbyt mocno ugryzł.
Wzdrygnęła się, gdy pogładził ją po policzku i pocałował w czoło, zanim wstał z łóżka.
Rok bycia zabawką Cadena złamał jej ducha i duszę; teraz prawie się nie odzywała. Caden dotrzymał obietnicy. Złamał ją.
„Przynieś mi śniadanie do pokoju, chcę coś zjeść przed ceremonią”. Chwycił ją za podbródek i uniósł jej głowę, by na niego spojrzała. „Odpowiadaj, kiedy do ciebie mówię”.
„Tak, alfo”.
„Dobrze”. Caden pochylił się i pocałował ją w usta, tym razem delikatnie, przesuwając językiem po ranie na jej wardze.
Potem Caden wyszedł z sypialni, by przygotować się do uroczystości. To był dla niego wielki dzień, a udany seks zeszłej nocy z Ranią znacznie poprawił mu nastrój.
Przybyło wielu ważnych gości, w tym król alf wszystkich wilkołaków.
Zawsze, gdy wataha zmieniała przywództwo, król alf przybywał, by uprawomocnić roszczenia do tytułu.
Dlatego dzisiaj nie było inaczej.
Król Alfa Maximus. Miał zaledwie dwadzieścia dziewięć lat, ale zasiadał na tronie już od pięciu. Wywalczył sobie drogę na szczyt, zabijając rodzeństwo. Zgładził trzech braci, którzy rzucili mu wyzwanie.
Nie tylko ich – zabił także lojalistów swojego ojca, którzy mu się sprzeciwiali. Pierwsze dwa lata jego panowania były krwawe. Z jego rąk zginęło mnóstwo ludzi.
Mówiono, że raz w tygodniu w jego posiadłości unosił się zapach palonego mięsa, gdy zabijał wszystkich, którzy choćby krzywo na niego spojrzeli.
Z tego powodu nazywano go Szalonym Królem Alfa. Ludzie powiadali też, że brak przeznaczonej towarzyszki to karma za jego okrucieństwo.
Mimo to nikt nie odważył się wydać dźwięku w jego obecności. Każde wydarzenie, w którym brał udział, było pełne rezerwy i powagi.
Król alfa miał elektryzujące niebieskie oczy, które były niezwykle pociągające, ale nikt nie odważył się patrzeć mu w nie dłużej niż sekundę.
Obecnie szalony król alfa przybył ze swoimi królewskimi wojownikami. Siedział wyżej niż pozostałych czterdziestu dwóch alf z czterdziestu dwóch watah rozsianych po całym kontynencie.
Ceremonia przebiegała gładko i bez zakłóceń...
Jednak w połowie przemówienia przerwał, gdy dostrzegł kobietę w mundurze przeznaczonym dla omeg, z brązowymi włosami upiętymi wysoko na głowie.
Odwzajemniła jego spojrzenie.
















