Rania nie mogła w to uwierzyć. Bogini Księżyca musiała jej nienawidzić, skoro dała jej jego jako towarzysza. Ten człowiek nienawidził jej do szpiku kości.
Wewnątrz pomieszczenia wzrok Ranii skupił się na Cadenie. Źródło tego odurzającego zapachu pochodziło od niego. Silne przyciąganie, które ciągnęło jej obolałe ciało, było spowodowane nim, ponieważ jej wilczyca rozpoznała w nim swojego towarzysza.
„Nie może być...” – Rania oddychała chrapliwie, jej ciało osunęło się na podłogę. Nie miała siły stać. Była w trakcie swojej pierwszej przemiany, wszystko ją bolało.
„Nie akceptuję tego!” – warknął Caden. Jego pięści zacisnęły się mocno wzdłuż ciała. Zdawał się zdawać sprawę z powagi sytuacji i tego, co się dzieje.
W gabinecie, oprócz Cadena i jego ojca, alfy Wintera, znajdowali się także alfa Xaden i jej ojciec, beta Alaric.
Zebrali się tutaj, by omówić sprawę wtargnięcia z poprzedniej nocy, ale spotkanie zostało przerwane, gdy Caden stał się niespokojny, a Rania weszła do środka.
Przez długą sekundę, która zdawała się trwać wieczność, wszyscy zamarli na jej widok. Kiedy jednak prawda w końcu do nich dotarła, wyglądali na wstrząśniętych, ponieważ nikt się tego nie spodziewał, zwłaszcza członkowie watahy Czarnego Kamienia.
Rania była przeznaczoną towarzyszką Cadena. Jej przyrodnia siostra była jego dziewczyną, która uciekła z watahy rok temu, i od tamtej pory Caden obwiniał Ranię i zatruwał jej życie.
A teraz dowiedział się, że jest ona jego przeznaczoną.
„Nie. Nie akceptuję tego”. Gdy szok minął, miejsce oszołomienia zajęła wściekłość. Caden poczuł się upokorzony i bez namysłu odrzucił Ranię tu i teraz.
Nie było mowy, by zaakceptował ją jako swoją przeznaczoną towarzyszkę!
„Ja, Caden Black Stone, odrzucam cię jako moją towarzyszkę. Niech nasza więź zostanie zerwana na dobre!” – powiedział to głośno, by wszyscy słyszeli. „Nie akceptuję cię jako mojej towarzyszki!”
Rania uniosła głowę i spojrzała na Cadena z niedowierzaniem, choć tak naprawdę nie czuła zaskoczenia. Ona również nie chciała być związana z synem alfy.
Prześladowcą, który uczynił jej życie piekłem.
„Przyjmuję twoje odrzucenie” – powiedziała słabo Rania. Jej ciało bezwładnie opadło na ziemię, gdy agonia odrzucenia zmieszała się z bólem pierwszej przemiany. Myślała, że umiera.
Ostatnią rzeczą, jaką zobaczyła, był jej ojciec biegnący w jej stronę ze zmartwionym wyrazem twarzy. Zastanawiała się, czy znowu na nią nakrzyczy za zrujnowanie ich ważnego spotkania...
***
Kiedy Rania się obudziła, była w swojej sypialni w kwaterach omeg. Jej ojciec siedział na krześle obok łóżka. Pod jego oczami widniały ciemne kręgi, a gdy Rania odzyskała przytomność, natychmiast do niej podszedł.
„Jak się czujesz?”
Rania rozejrzała się dookoła, a wspomnienia tego, co się wydarzyło, uderzyły w nią niczym zerwana tama. Wraz z pamięcią powrócił ból. Cierpiała katusze. Nie pamiętała, czy udało jej się dokonać pierwszej przemiany.
„Co ty tutaj robisz?” – zapytała chłodno. Uniknęła dłoni ojca, gdy ten chciał jej dotknąć.
Alaric zamarł, jego ręce zawisły w powietrzu w niezręcznym geście. „Zapomniałem o twoich urodzinach. Powinienem był tam być, by pomóc ci przy pierwszej przemianie”.
„Byłabym zdziwiona, gdybyś pamiętał”.
„Rania. Przestań się dąsać. Swoją postawą tylko pogarszasz sprawę”. Alaric wyglądał, jakby postarzał się o dekadę w ciągu jednej nocy.
„Przestałeś się mną przejmować dawno temu, ojcze”. Rania podniosła się z łóżka. Kręciło jej się w głowie, ale patrzyła na ojca niewzruszona. „Zostaw mnie w spokoju, tak jak zawsze to robiłeś”.
Alaric otworzył usta, ale zaraz je zacisnął, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł znaleźć odpowiednich słów.
W końcu przemówił beznamiętnym głosem, jakby składał raport. „Znasz zwyczaje tej watahy. Odrzucona towarzyszka jest symbolem pecha, więc alfa cię wygna. Możesz swobodnie opuścić stado”.
Rania mrugnęła powiekami. Na początku nie zrozumiała, ale kiedy ojciec wyjawił jej szczegóły tego, co stało się po jej omdleniu – że nie chcą jej już tutaj, bo jest odrzuconą towarzyszką – dowiedziała się, że ma opuścić watahę przed jutrem.
To był tylko zabobon, ale najwyraźniej wystarczył alfie, by ją wygnać.
„Możesz już iść”. Alaric wstał i ruszył ku drzwiom, ale wcześniej zrzucił kolejną bombę, która pozwoliła Ranii zrozumieć, dlaczego czuje tak wielki ból poza samym odrzuceniem. „Twoja pierwsza przemiana nie przebiegła pomyślnie. To osłabiło twoją wilczycę. Możesz ją stracić”.
Po tych słowach Alaric zostawił Ranię samą, a ona zmagała się z natłokiem informacji, które otrzymała w chwili otwarcia oczu.
Chcieli, żeby zniknęła już teraz...
***
„Gówno mnie to obchodzi, ojcze, ona nigdzie nie pójdzie. Zostanie jako służąca w domu watahy!” – Caden podniósł głos, nie chcąc ustąpić w kwestii decyzji ojca o wyrzuceniu Ranii.
Przecież to było coś, czego ona pragnęła. To był powód, dla którego w ogóle wpakowali się w kłopoty z alfą Xadenem, a teraz mieliby jej dać to, czego chciała?
„Odrzuciłeś ją, ona przynosi pecha”.
„To tylko durne zabobony!”
Caden wciąż nie mógł dojść do siebie po odrzuceniu. Zrobił to pod wpływem impulsu, ale widok upadającego ciała Ranii po zerwaniu więzi nie chciał opuścić jego umysłu.
Była chora, był tego pewien, bo czuł, jak bardzo paruje, gdy ją dusił. Nie wspominając o tym, że zeszła noc była czasem jej pierwszej przemiany; taki cios mógł zabić jej wilczycę, a teraz Caden nie potrafił myśleć o niczym innym, jak tylko o niej.
















