„Klękaj i bierz to, dziewczynko. Każdą. Jedną. Kroplę”. Julian nazywał mnie dziwadłem. Mój były chłopak twierdził, że moje wysokie libido to choroba, że jestem zbyt wilgotna, zbyt wrażliwa – że to zbyt wiele, by jakikolwiek mężczyzna mógł to znieść. Zostawił mnie złamaną, jako dziewicę szukającą iskry w świecie pełnym lodowatego odrzucenia. Wtedy poznałam Jego. Mierzący sto dziewięćdziesiąt trzy centymetry tytan w garniturze szytym na miarę, osaczony w toalecie luksusowej restauracji. Nie nazwał mnie dziwadłem. Nazwał mnie „kociakiem”. Nie odrzucił mojego głodu; nakarmił go, nakazując mi przełknąć jego dumę, dopóki nie zabrakło mi tchu i nie zaczęłam drżeć na marmurowej podłodze. Ale prawdziwy koszmar zaczął się przy kolacji. Poznajcie Alistaira Vane’a. Najbardziej przerażającego miliardera w mieście, najlepszego przyjaciela mojego zmarłego ojca i anonimowego dobroczyńcę, który finansował moje życie przez trzynaście lat. Dla świata jest świętym. Dla mnie to „przybrany ojciec”, którego nigdy nie poznałam – i mężczyzna, którego smak wciąż mam na języku. Teraz mieszkam w jego szklanej fortecy, uwięziona między wdzięcznością, którą jestem mu winna, a brudnymi żądzami, które we mnie obudził. Mówi, że jest tu po to, by mnie chronić, ale jego dłonie na mojej skórze mówią co innego. On nie chce mnie wychować. On chce mnie zrujnować. A co jest w tym najgorsze? Pozwolę mu na to. [Ostrzeżenie: Pikantne sceny, duża różnica wieku, motywy tabu i dominujący samiec alfa. Tylko dla dorosłych 18+.]

Pierwszy Rozdział

POV Seraphiny Stałam przed lustrem stojącym w mojej sypialni, wygładzając materiał mojej białej jedwabnej sukienki. Była delikatna, na ramiączkach spaghetti opinających moje ramiona, a jej rąbek sięgał tuż nad kolana. Wyglądała niewinnie, ale moje zamiary na tę noc były zupełnie inne. Dzisiaj były urodziny Juliana i po miesiącach wahania oraz roku randkowania uznałam, że nadszedł czas. Zamierzałam oddać mu jedyną rzecz, jaką miałam jeszcze do zaoferowania – moje dziewictwo. Westchnęłam, wpatrując się w swoje odbicie. Julian był stałą w moim życiu, bezpieczną przystanią. Jego dotyk nigdy tak naprawdę nie rozpalał mojej duszy, a on sam nigdy nie wydawał się wiedzieć, jak dokładnie obchodzić się z moim ciałem, ale po prostu był. W moim przekonaniu to czyniło go tym właściwym. Spędziłam tak dużo czasu na czekaniu na iskrę, która nigdy nie przerodziła się w płomień, że zadowoliłam się ciepłem jego obecności. Pomyślałam, że może kiedy w końcu przekroczymy tę ostateczną granicę, wszystko wskoczy na swoje miejsce. Może then, przestałabym czuć, że tkwi we mnie głód, którego on nie potrafi zaspokoić. – Wychodzę do Juliana, ciociu! – zawołałam, chwytając torebkę. – Nie zostań zbyt długo, Sera – odkrzyknęła z kuchni ciotka. W jej głosie brzmiała nuta surowości, którą aż nazbyt dobrze znałam. – Wiesz, jak wyjątkowy jest dzisiejszy dzień. On nadchodzi. Zastygłam na sekundę z dłonią na klamce. – Wiem, ciociu. Obiecuję, że nie zajmie mi to dużo czasu. „On” był moim dobroczyńcą. Mężczyzną, którego nigdy nie spotkałam, niewidzialną postacią, która finansowała całe moje życie, odkąd moi rodzice zginęli w tym koszmarnym wypadku samochodowym, gdy miałam osiem lat. Dla świata był duchem. Dla mnie był milczącym żywicielem, człowiekiem, który dbał o to, by nigdy nie brakowało mi ani jednej rzeczy materialnej. Mąż mojej ciotki nigdy nie pozwalał mi zapomnieć, że jestem ciężarem, a moi kuzyni traktowali mnie jak intruza, ale pieniądze od mojego „przybranego ojca” trzymały ich na dystans. Moja ciotka nazywała go świętym. Ja nazywałam go długiem, którego nie wiedziałam, jak spłacić. Dziś wieczorem miał wreszcie pokazać swoją twarz. Bałam się tego towarzyskiego obowiązku, wymuszonej wdzięczności, ale nie mogłam odmówić. Odepchnęłam tę myśl. Dzisiejszy wieczór zaczynał się od Juliana. Podróż taksówką do mieszkania Juliana dłużyła się bardziej niż zwykle. Serce waliło mi o żebra – była to mieszanka niepokoju i dziwnej, desperackiej nadziei. Chciałam, żeby dzisiejszy wieczór był idealny. Chciałam poczuć coś – cokolwiek – poza tępym bólem niespełnionego pożądania. Dotyk Juliana zawsze był niezdarny, jego palce nigdy nie potrafiły znaleźć właściwego rytmu, ale winiłam za to swoje własne wysokie libido. Byłam dziewicą, a mimo to czułam się, jakbym nieustannie była na granicy przepełnienia. Zawsze byłam zbyt mokra, zbyt wrażliwa, zbyt absorbująca. Kiedy taksówka zatrzymała się pod jego budynkiem, wzięłam głęboki oddech. Użyłam karty magnetycznej, aby wejść do lobby, i skierowałam się prosto do jego mieszkania. Chciałam zrobić mu niespodziankę. Miałam klucz, prezent, który dał mi miesiące temu, ale z którego rzadko korzystałam. Gdy zbliżyłam się do drzwi, usłyszałam to. To nie był stłumiony dźwięk. To był surowy, ciężki jęk, który niósł się echem po wąskim korytarzu. Krew zamarła mi w żyłach. Moja dłoń drżała, gdy wsuwałam klucz do zamka. Mówiłam sobie, że to telewizor. Mówiłam sobie, że to tylko moja wyobraźnia. Pchnęłam drzwi. Najpierw uderzył we mnie zapach – ciężka, piżmowa woń seksu i potu. Weszłam do salonu, a moje nogi były jak z ołowiu. Moje serce rozpadło się na kawałki, zanim mój mózg zdołał w ogóle przetworzyć ten obraz. Julian nie był sam. Stał na czworakach na dywanie, z wygiętym grzbietem, z twarzą wtuloną w poduszkę, by stłumić swoje krzyki. Za nim stał mężczyzna, którego nie rozpoznawałam – postawny, umięśniony facet, który trzymał Juliana za biodra, uderzając w niego z brutalną siłą. Patrzyłam, sparaliżowana, jak gruby, ciemny chuj nieznajomego wsuwa się i wysuwa z naoliwionego, rozwartego tyłka Juliana. Odgłos uderzania ciała o ciało był najgłośniejszym dźwiękiem, jaki kiedykolwiek słyszałam. – Julian? – wyszeptałam łamiącym się głosem. Świat się zatrzymał. Nieznajomy zamarł z chujem wciąż tkwiącym głęboko w moim chłopaku. Julian gwałtownie odwrócił głowę, a jego oczy rozszerzyły się z czystego przerażenia. Rzucił się do przodu, a chuj nieznajomego wysunął się z jego mokrego otworu z mlaszczącym, mdłym odgłosem. Julian próbował chwycić porzucone dresy, a jego twarz spłynęła głęboką, pełną winy czerwienią. – Sera! Czekaj! – wykrztusił, ale ja już się odwracałam. Jeszcze nie płakałam. Po prostu biegałam. Wybiegłam z mieszkania, a widok jego śliskiego, używanego wejścia wypalił mi się pod powiekami. Oszczędzałam się dla niego. Martwiłam się, że jestem dla niego „zbyt absorbująca”, a przez cały ten czas on dawał się napełniać innemu mężczyźnie. Nie zdążyłam dobiec do bramy, gdy mnie dopadł. Jego dłoń zacisnęła się na moim nadgarstku, szarpiąc mnie w tył. – Sera, posłuchaj mnie! – dyszał. Odwróciłam się i wymierzyłam mu w twarz policzek, od którego zapiekła mnie dłoń. – Jak śmiesz? Okłamywałeś mnie przez rok! Jesteś gejem? Używałeś mnie jako przykrywki, podczas gdy sam dajesz się tu jebać jak pies? Wyraz twarzy Juliana się zmienił. Poczucie winy zniknęło, zastąpione przez ciemną, kipiącą wściekłość. Chwycił się za piekący policzek, zaciskając zęby. – Chcesz porozmawiać o wykorzystywaniu, Seraphina? To ty jesteś tą wykańczającą. – Wykańczającą? Dałam ci wszystko! – Dałaś mi tylko ból głowy! – warknął Julian, wkraczając w moją przestręń. – Chcesz wiedzieć, dalczego wolę mężczyznę? Ponieważ to daje mi przyjemność, której twoja wiecznie cieknąca, niezdrowa cipa nie potrafi mi dać. Te słowa były jak fizyczny cios. Sapnęłam, a moja pierś unosiła się gwałtownie. – Julian... – Nie „Julianuj” mi tu – prychnął, taksując mnie spojrzeniem pełnym obrzydzenia. – Nawet nie wiem, po co się z tobą zadawałem. Jaka kobieta cieknie jak kran na sam widok swojego faceta? To obrzydliwe. Jak na dziewicę masz potworne libido. Zawsze jesteś mokra, zawsze tego łakniesz. Nie jestem gotowy na bycie z kobietą, która wygląda, jakby w każdej chwili była gotowa wyruchać cały świat. Jesteś nimfomanką w białej sukience. Pierdol się ty i ta twoja cholerna cipa. Ból był jak sztylet wbity w mój brzuch, przekręcany, aż zabrakło mi tchu. Stosował wobec mnie gaslighting z powodu tej samej rzeczy, którą starałam się dla niego tłumić. Obwiniał moją biologię za swoją zdradę. Poczułam pieczenie łez, ale zmusiłam się do uśmieszku. Nie pozwolę mu zobaczyć, jak pękam. – Teraz wszystko ma sens, Julian – powiedziałam stabilizującym się głosem. – Powód, dla którego nigdy nie wiedziałeś, jak mnie dotykać, dlaczego twoje palce były zawsze tak bezużyteczne... to dlatego, że sam potrafisz być tylko otworem. Nigdy nie byłeś mężczyzną w tym związku. Czekałeś tylko, aż ktoś inny zapełni tę pustkę. Wsunęłam dłoń do torebki i wyciągnęłam mały, mocny wibrator, który kupiłam z nadzieją, że użyjemy go dziś wieczorem, aby w końcu pomógł mi osiągnąć orgazm. Cisnęłam nim w jego pierś. – Zatrzymaj go – splunęłam. – Radzi sobie lepiej niż te twoje wymówki z flakiem. Odwróciłam się na pięcie i odeszłam, a moje serce było poszarpaną kupą szkła w piersi. Nie obejrzałam się, kiedy machnęłam na taksówkę. Mój telefon zabrzęczał w torbie – SMS od ciotki z adresem restauracji. Musiałam spotkać się z dobroczyńcą. Chciałam wczołgać się do jakiejś dziury i umrzeć, ale nie mogłam okazać się niewdzięczna. Nie dziś wieczorem. Kiedy trzydzieści minut później taksówka wysadziła mnie pod ekskluzywną restauracją, dostrzegłam swoje odbicie w szybie. Moje włosy były w nieładzie, oczy opuchnięte, a ja wyglądałam, jakbym przeszła przez wojnę. Nie mogłam spotkać się z człowiekiem, który uratował mi życie, wyglądając jak wyrzucona szmata. Wślizgnęłam się do restauracji i skierowałam prosto do toalet. Musiałam doprowadzić swoją twarz do porządku. Musiałam odetchnąć. Znalazłam toaletę – przestronne, bogato udekorowane pomieszczenie z marmurowymi podłogami i ciężkimi drewnianymi drzwiami. Pchnęłam je, szukając lustra, ale znieruchomiałam w tym samym momencie, w którym przekroczyłam próg. Najpierw dotarł do mnie dźwięk. Głęboki, gardłowy jęk, który wibrował w tej małej przestrzeni. Zastygłam. Obok umywalek stał bokiem do drzwi mężczyzna. Był potężny – miał co najmniej metr dziewięćdziesiąt pięć wzrostu – a jego szerokie ramiona zdawały się zajmować całe pomieszczenie. Był po czterdziestce, miał ciemnobrązowe włosy do ramion, które okalały twarz, którą można było opisać jedynie jako twarz półboga. Stał przodem do lustra i nie był sam. Cóż, był sam, ale jego dłoń była zajęta. Spodnie miał zsunięte i trzymał swojego chuja. Zaparło mi dech. To była najbardziej onieśmielająca rzecz, jaką kiedykolwiek widziałam – ogromny, gruby i pokryty pulsującymi żyłami. Był ciemnoczerwony, a żołądź była nabrzmiała i lśniła od płynu ejakulacyjnego, gdy gładził go brutalnym, rytmicznym chwytem. – Tak... kurwa... ach... – jęknął, a jego głos, głęboki baryton, posłał dosłowną falę uderzeniową przez moje ciało. Ten widok – surowej, bezkompromisowej męskości – uderzył w moje wysokie libido niczym zapałka w benzynę. Obelgi Juliana huczały mi w głowie, ale moje ciało miało to gdzieś. Moja cipa natychmiast zaczęła pulsować, a między moimi udami rozlał się ciężki, gorący ból. Czułam, jak wilgoć zaczyna wsiąkać w moje jedwabne majtki, a moje „niezdrowe” libido krzyczało o uwagę. Gładził się coraz szybciej, jego kłykcie pobielały, a oddech stał się urywany. Wyglądał tak potężnie, tak dominująco, nawet w chwili prywatnego rozładowania napięcia. Byłam zahipnotyzowana. Patrzyłam, jak mięśnie jego przedramienia napinają się przy każdym ruchu w górę, i jak jego ciężkie jądra zwisają pod samą długością jego członka. Tak bardzo zatraciłam się w tym widoku, że nie zauważyłam, jak torebka wyślizguje się z moich zdrętwiałych palców. *Łup.* Torba uderzyła o marmurową podłogę z głośnym trzaskiem. Mężczyzna znieruchomiał. Nie wzdrygnął się; powoli odwrócił głowę, z dłonią wciąż mocno owiniętą wokół swojego potężnego chuja. Jego oczy napotkały moje. Były przeszywająco, szmaragdowozielone – zimne, ostre i niezwykle skupione. Przez uderzenie serca żadne z nas się nie poruszyło. Serce waliło mi o żebra tak mocno, że pomyślałam, że zaraz zemdleję. Jego wzrok nie zatrzymał się na mojej twarzy. Opadł niżej. Prześlizgnął się po moich potarganych włosach, poplamionych łzami policzkach, a potem wylądował na mojej piersi. Mój biały jedwabny top był cienki, a w moim stanie podniecenia sutki były twarde, odznaczając się pod materiałem niczym dwa małe kamyczki. Nie zasłonił się. Nie wyglądał na zawstydzonego. Zamiast tego jego uścisk na chuju się zacisnął, a on wypuścił z siebie powolne, ciemne tchnienie powietrza. – Kim ty, do cholery, jesteś? – zagrzmiał, a jego głos brzmiał jak ocierające się o siebie kamienie. Nie potrafiłam wydusić słowa. Miałam sucho w gardle, a w głowie kołatał mi się chaos po odrzuceniu przez Juliana i obezwładniająca obecność tego nieznajomego. Po prostu się w niego wpatrywałam, a moje nogi drżały, gdy kolejna fala wilgoci wydostała się z mojej cipy. Zauważył to. Zobaczył, jak na niego patrzę – ten głód, tę desperację. Na jego ustach wykwitł powolny, drapieżny uśmieszek. Przejechał dłonią po chuju w jednym długim, powolnym ruchu, naciągając skórę na żyłach. – Przyglądasz się już od dłuższego czasu – zauważył, a jego głos obniżył się o oktawę. – Podoba ci się to, co widzisz, mała dziewczynko? Przełknęłam ślinę, a moja dolna warga drżała. Powinnam była uciekać. Powinnam była przeprosić i zwiać. But słowa Juliana – „niezdrowa cipa, gotowa wyruchać cały świat” – krzyczały mi w uszach. Jeśli byłam dziwadłem, to może właśnie tutaj było moje miejsce. – Chcesz chuja? – zapytał. To nie było uprzejme zaproszenie. To było wyzwanie. Rozkaz. Bezpośredniość tego pytania zniszczyła moje ostatnie opory. W głowie mi się kręciło. Spojrzałam na tego ogromnego, żylastego chuja, a potem z powrotem w jego szmaragdowe oczy. Nie myślałam o moim dobroczyńcy czekającym na zewnątrz. Nie myślałam o mojej ciotce. Myślałam tylko o bólu pożądania, który narastał we mnie od dwudziestu jeden lat. Podświadomie skinęłam głową. – To chodź, kurwa, i go sobie weź – jęknął, a jego głos ociekał tak chrapliwym autorytetem, że ugięły się pode mną kolana. Zrobiłam krok naprzód, moje obcasy stuknęły o marmur, a serce było gotowe pęknąć. Byłam dziewicą i miałam właśnie oddać się obcemu mężczyźnie w toalecie restauracji, ale gdy na niego patrzyłam, wiedziałam jedno na pewno: Julian się mylił. Nie byłam niezdrowa. Po prostu czekałam na prawdziwego mężczyznę.

Odkryj więcej niesamowitych treści