**POV Seraphiny**
Moje serce tłukło się o żebra, gdy jego wargi pożerały moje – palące piekło, które posłało dreszcze czystego, nieskażonego pożądania przez każde włókno mojego istnienia. Moja cipka zaciskała się i pulsowała przy każdym zachłannym ruchu jego ust, a głęboko we mnie narastał rozpaczliwy ból pragnienia. Jego dłoń, nie będąc już tylko zwykłym oparciem, badała krągłość mojego tyłka, potęgując fale rozkoszy, które mnie zalewały, zamieniając mnie w ociekającą wilgocią istotę. Podświadomie moje palce wplotły się w jego miękkie włosy, delikatnie pociągając i jeszcze bardziej pogłębiając pocałunek. Boże, był wspaniały! To był bez wątpienia najbardziej niesamowity pocałunek, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam.
Nikt nigdy nie rozpalił we mnie takiego pożaru zaledwie pocałunkiem. Jakaś część mnie krzyczała, że to złe. Był przyjacielem mojego zmarłego ojca, moim opiekunem, praktycznie moim zastępczym ojcem. *Powinnam* nad sobą panować, nie poddawać się temu, nie pragnąć od niego więcej. Ale jak mogłam się oprzeć, skoro już poznałam odurzające uczucie jego ciała przyciśniętego do moich ust? Jak mogłam zaprzeczyć temu surowemu pragnieniu, skoro jego kutas stał się niezaprzeczalnie twardy, a teraz natarczywie napierał na mój tyłek?
Kurwa! Moja cipka była mokra, absolutnie przemoczona! Pragnęłam tylko tego, by przyparł mnie do najbliższej ściany, zdarł ze mnie resztki niewinności i posiadł mnie w całości. Jego niskie jęki wibrowały na moich wargach, gardłowy dźwięk, który tylko podsycał mój głód. Mój język tańczył z jego językiem, smakując go niczym zakazany owoc, jak odurzającą mieszankę wina i trunku po raz pierwszy w życiu. Utrzymujący się smak soku jabłkowego, którym wcześniej się dzieliliśmy, mieszał się z jego silnym męskim zapachem, wypełniając moje nozdrza, pochłaniając mnie. To było tak niewiarygodnie dobre.
Nasza namiętna wymiana przybrała na sile, a pocałunki zamieniły się w szaloną, gorączkową sesję. W pełni spodziewałam się, że doprowadzi to do czegoś więcej, czegoś wszechogarniającego, dopóki nie poczułam nagłego rozluźnienia jego uścisku na moim tyłku. Odsunął się, gwałtownie, pozwalając mi zsunąć się na podłogę. Mocno przygryzłam dolną wargę, próbując odzyskać równowagę, a moje oczy szukały jego wzroku. Ale ciepło, które było tam jeszcze chwilę temu, zniknęło, zastąpione mroźnym chłodem.
"Nigdy więcej się na mnie nie rzucaj, Sero."
Jego głos, choć surowy, wciąż miał ten niski, kojący ton, który sprawiał, że moje serce mimo wszystko trzepotało. Mój wzrok niemal mimowolnie powędrował do jego krocza. Moje oczy rozszerzyły się, a ja znów przygryzłam wargę, tym razem mocniej. Kuszący widok jego wybrzuszenia zakrytego materiałem namieszał mi w głowie, wywołując niebezpieczną chęć przejechania po nim dłońmi. Zagubiona w tej sieci podziwu, poczułam, jak jego dłoń ujmuje mój podbródek, unosząc moją głowę. Moje oczy spotkały się z jego wzrokiem, teraz zimnym, a jednocześnie wciąż emanującym tą potężną aurą. Fala gorąca spłynęła po moich nogach, gdy jego szmaragdowozielone spojrzenie przeniknęło prosto do mojej duszy.
"Zabawy nie są dozwolone, Sero. Nie pozwolę, żeby to się powtórzyło. Zrozumiano?"
Znów przełknęłam powietrze, suchy, bezsmakowy haust, po czym skinęłam głową. Moja cipka pulsowała; uporczywie swędziała z pragnienia, by mnie wypełnił, by stłumił to bolesne oczekiwanie.
"To jest teraz twój pokój. Zostaną ci przydzielone pokojówki. Daj mi znać, kiedy będziesz czegoś potrzebować lub kiedy będziesz musiała wyjść."
Żułam dolną wargę, uwielbiając twarde, a jednocześnie melodyjne brzmienie jego głosu, nawet gdy mnie pouczał. "Dziękuję, proszę pana," zdołałam wyszeptać, i usłyszałam, jak wyrwał mu się cichy jęk. Bez słowa odwrócił się na pięcie i wypadł z pokoju. Moje usta drgnęły w małym, sekretnym uśmiechu. Miałam go w garści, i było to niezaprzeczalnie, wspaniale oczywiste. Rzuciłam się na obszerne łóżko. Moja cipka wciąż ociekała wilgocią, i niech to szlag, naprawdę potrzebowałam ulgi.
*****
Następnego ranka obudziło mnie ciche mruczenie dwóch kobiet ubranych w nienaganne czarno-białe stroje pokojówek.
"Dzień dobry, proszę pani," przywitały się chórem, a ich głosy były ciche i pełne szacunku. Delikatnie skinęłam głową, podnosząc się do pozycji siedzącej i przeczesując włosy dłońmi. Rozejrzałam się po pokoju. Był nieskazitelnie czysty, jeszcze bardziej niż wczoraj.
"Pan Alistair prosił, abyśmy przyszły posprzątać, pomóc pani w kąpieli i zająć się wszystkimi pani potrzebami."
*Wykąpać mnie?* pomyślałam zaskoczona. Czy ten facet myślał, że jestem lesbijką, czy co? "Sama poradzę sobie z kąpielą, dziękuję," odpowiedziałam z uprzejmym uśmiechem. Skinęły głowami, cofając się, gdy spuściłam nogi z łóżka i skierowałam się do łazienki; wciąż kłaniały się lekko, gdy je mijałam. Czyste bogactwo i formalność tego życia wydawały się całkowicie surrealistyczne.
Zrzuciłam szlafrok i weszłam pod prysznic, pozwalając, by chłodna woda spływała po mojej skórze, co było krótką ucieczką przed wciąż utrzymującym się gorącem wczorajszego dnia. Po kilku minutach wróciłam i zastałam pokój jeszcze bardziej lśniący. Moje łóżko było idealnie pościelone, a jedna z pokojówek stała obok niego, trzymając ręce splecione za plecami.
"Moja pani," znów się skłoniła. "Czy mogę zrobić dla pani coś jeszcze?"
Mój uścisk na ręczniku zacieśnił się. Pokręciłam głową. "Nie, dziękuję. Z resztą poradzę sobie sama."
"Śniadanie jest gotowe, proszę pani. Zaplanowane jest na ósmą. Do tego czasu powinna pani być przy stole w jadalni."
"Dobrze," powiedziałam, a ona skłoniła się jeszcze raz, zanim wyszła. Odetchnęłam z ulgą, upuszczając ręcznik. "Nie wierzę, że będę musiała znosić to każdego dnia," mruknęłam do siebie.
Starannie ubrałam się na ten dzień, wybierając strój, który był zarówno odważny, jak i niezaprzeczalnie *mój*. Dopasowany czarny dwuczęściowy komplet, krótka spódniczka i top odsłaniający brzuch. Żadnego stanika. Kiedy byłam gotowa, chwyciłam moją małą torebkę i zjechałam windą na główny poziom. Bez trudu znalazłam jadalnię, a w chwili, gdy weszłam do środka, Alistair już siedział przy wielkim stole.
"Dzień dobry, proszę pana," przywitałam się głosem tak spokojnym, jak tylko potrafiłam. Ale moje kolana ugięły się w ułamku sekundy, gdy jego oczy, te intensywne, ciemne oczy, omiotły moje ciało. Elektryczny prąd rozkoszy przeszył moją cipkę, sprawiając, że subtelnie zacisnęłam uda.
**POV Alistaira**
Mój kutas zapulsował pod slipami na cichy, melodyjny dźwięk jej głosu. Zacząłem unosić wzrok, by spojrzeć w jej oczy, ale mój wzrok zatrzymał się, przykuty do jej ciała.
Kurwa!
Moje serce podskoczyło, a fale czystej ekstazy zalały mnie od wewnątrz. Wyglądała absolutnie niesamowicie! I ten jej strój! Odsłaniała tak wiele skóry, ale nosiła go perfekcyjnie. Była ubrana na czarno, w mój ulubiony kolor – dwuczęściowy komplet, spódniczka i krótki top. Od razu zorientowałem się, że nie ma stanika; jej sutki stawały się twarde z każdą mijającą sekundą, przyciągając mój wzrok. Moje oczy zsunęły się na jej odsłonięte uda. Spódniczka była arcydziełem opinającym sylwetkę, które podkreślało jej figurę klepsydry, kończąc się tuż przed kolanami.
Miała na sobie białe trampki z czarnymi paskami, torebkę na ramię, a prosta szklana klamra podtrzymywała jej włosy. Jej dodatki były minimalistyczne, a jednak każdy szczegół zdawał się być zaprojektowany tak, by mnie dręczyć. Nawet z drugiego końca pokoju docierał do mnie jej zapach – subtelny, odurzający aromat. Boże, pachniała tak cholernie dobrze! Miała zabójcze wyczucie stylu, którego się nie spodziewałem, i ciało, które sprawiało, że chciałem stracić wszelką kontrolę.
Odchrząknęła cicho, wyrywając mnie z moich mrocznych myśli. Zamrugałem, próbując wyglądać na niewzruszonego, ale była to z góry przegrana bitwa. Jej kształty doprowadzały mnie do szaleństwa. Nie wiedziałem, jak długo jeszcze zdołam powstrzymać to przytłaczające pragnienie, by jej posmakować, posiąść ją.
"Jesteś gotowa do szkoły?" zdołałem wykrztusić, a mój głos zabrzmiał nieco bardziej chrapliwie, niż zamierzałem.
"Tak," mruknęła, a jej głos był cichym szeptem, który sprawił, że mój kutas natychmiast zapulsował w odpowiedzi. To był ten sam głos, który zeszłej nocy nie pozwalał mi zasnąć, gdy waliłem konia w swoim pokoju.
"Został ci przydzielony kierowca, a także dwaj ochroniarze. Możesz wybrać dowolny samochód z tych nowych na zewnątrz."
"O rany," wykrzyknęła, a jej oczy zaiskrzyły szczerą radością.
"Dziękuję, proszę pana," powiedziała, opanowując się, choć widziałem, jak walczy z chęcią, by się na mnie rzucić i świętować.
"Usiądź i zjedz śniadanie."
Skinęła delikatnie głową i zajęła miejsce bezpośrednio obok mnie. Jej zapach, ten przeklęty, odurzający zapach, wypełnił moje nozdrza, dręcząc mnie jeszcze bardziej. Miałem wrażenie, że robi to wszystko celowo.
Przeszliśmy do posiłku, a w jadalni zapadła długa cisza. Moje myśli powróciły jednak do wczorajszych słów Ele.
"Więc, miałaś chłopaka?" usłyszałem własne pytanie; słowa padły niemal mimowolnie.
Jej uścisk na sztućcach nieznacznie zelżał. Zawahala się, poświęcając chwilę, zanim odpowiedziała. "Wczoraj ze sobą zerwaliśmy."
"Dlaczego?" naciskałem, udając troskę, chociaż wcale jej nie czułem. Aktywnie starałem się pogrzebać falę triumfu, która we mnie wybuchła.
"Wolałby się wypiąć i dać sobie nasmarować dziurę."
*Gej.* Natychmiast to zrozumiałem z jej dosadnej odpowiedzi, a na mojej twarzy zagościł wewnętrzny uśmiech.
"Nigdy nic dla ciebie nie robił, prawda?" drążyłem.
"Nawet mnie nie podniecał," powiedziała ze zirytowanym grymasem marszczącym jej brwi. Poczułem przypływ poczucia wyższości.
"A co ze mną?" Pytanie wymsknęło się z moich ust, zanim zdążyłem je powstrzymać, chrapliwe i surowe. W pokoju znów zapadła cisza. Napiłem się soku, obdarzając ją najbardziej urzekającym spojrzeniem, na jakie było mnie stać. "Czy ja cię podniecam?" rzuciłem na koniec. Jej sutki, już sterczące, zdawały się reagować na moje słowa, twardniejąc jeszcze bardziej.
Powoli odłożyła sztućce, a jej oczy uniosły się, by spotkać się z moimi. "Nie tylko mnie podniecasz," powiedziała; jej głos był cichą, opartą na oddechu deklaracją, która wywołała dreszcze na moich plecach. "Wyrywasz jęki z mojego gardła." Rozkoszny dźwięk jej słów napełnił całe moje ciało niebezpieczną, pochłaniającą przyjemnością. Wiedziałem z absolutną pewnością, czego potrzebuję. Potrzebowałem jej. Teraz.
"Na stół!" rozkazałem; mój głos brzmiał jak żwir, a mój kutas pulsował od intensywnej, niezaprzeczalnej potrzeby posiadania jej. I dokładnie tak, jak wiedziałem, że to zrobi, z tym swoim wrodzonym, soczystym kurewstwem, już się ruszała. Wdrapała się na stół w jadalni, klękając z gracją, niczym uległa gotowa na przyjęcie kutasa swojego pana. Będzie idealna.
Podniosłem się na nogi, robiąc powolne, celowe kroki w jej stronę. Moje oczy były w nią wpatrzone, gdy sięgnęła do własnych piersi, pieszcząc je miękko; jej spojrzenie zatrzymało moje w najbardziej uwodzicielskim wyzwaniu, z jakim kiedykolwiek się spotkałem.
O, nieba. To nie był plan, który dla nas nakreśliłem. Wiedziałem, że to złe, całkowicie zakazane, a jednak nie mogłem się powstrzymać. Myślałem, że uda mi się przejść do porządku dziennego nad tym, co wczoraj wydarzyło się między nami w toalecie restauracji. Ale od chwili, gdy wkroczyła do tego domu, nikt nie musiał mi mówić, że przepadłem z kretesem. Wybacz, niebiański bracie Lorenzo, ale niektóre obietnice są po prostu po to, by je łamać.
Moje oczy spotkały się z jej oczami, a z mojego gardła wyrwał się cichy jęk. "Posadź tyłek na tym krześle i rozłóż dla mnie szeroko nogi, księżniczko. Chcę zobaczyć całą ciebie. Chcę zobaczyć tę twoją soczystą dziurę. Chcę ssać tę ociekającą cipkę i chcę cię mocno pieprzyć, aż przestaniesz czuć nogi."














