Loch śmierdział strachem, który unosił się w powietrzu jak gęsta mgła, duszna, nieunikniona. Ściany, zimne i wilgotne, nosiły nieme krzyki tych, którzy błagali o litość i jej nie otrzymali. Jedynymi dźwiękami były teraz powolne, celowe kroki Alistaira Sterlinga Vane'a.
Poruszał się jak duch, jego obecność budziła respekt, a aura była zabójcza. Papieros zwisał z jego warg, żar żarzył się jak ogień














