POV: Seraphiny
Oparłam głowę o chłodną szybę samochodu, obserwując, jak neony miasta rozmywają się w smugę światła i cienia. W głowie kołatał mi tępy, uporczywy ból, którego nie potrafiłam dokładnie zidentyfikować. Czy to był utrzymujący się żal po zdradzie ciotki? Czy to było chaotyczne, ostateczne spalenie mostów z Julianem? Czy może fakt, że zaledwie godzinę temu klęczałam w publicznej toalecie, smakując chuja mojego opiekuna?
Wspomnienie tego było ciężkim, przytłaczającym ciężarem w mojej piersi. Wciąż czułam fantomowe doznanie jego skóry na moim języku, jego sól i żar, to, jak jego palce wbiły się w moje włosy, zmuszając mnie do przyjęcia więcej.
Pan Alistair siedział tuż obok mnie, ale zachowywał dystans. Na pluszowym skórzanym siedzeniu dzieliła nas co najmniej stopa przestrzeni, fizyczna szczelina, która w żaden sposób nie zmniejszała elektrycznego napięcia wibrującego w powietrzu. Szczerze mówiąc, doceniałam tę przestrzeń. W mojej głowie panował chaos, huragan sprzecznych emocji. Jak to możliwe, że mój dzień zaczął się od prostej nadziei na randkę z Julianem, a skończył na tym, że zabierał mnie ze sobą człowiek, który był równie niebezpieczny, co bogaty?
Podróż toczyła się w ciszy tak ciężkiej, że słyszałam rytmiczne bicie własnego serca. W końcu miejska zabudowa zaczęła rzednąć, zastąpiona wysokimi murami z bramami i wypielęgnowaną zielenią. Podjechaliśmy pod ogromną posiadłość, a moje oczy rozszerzyły się, gdy przeczytałam słowa wyryte pogrubionymi, srebrnymi literami nad bramą: REZYDENCJA VANE GRAND MANOR.
Przetarłam oczy, zastanawiając się, czy stres nie zaczął wywoływać u mnie halucynacji. Zerknęłam na Alistaira – pozostał niewzruszony, jego profil ostro odznaczał się w słabym świetle kabiny – a potem z powrotem na rozległe tereny, na które wjeżdżaliśmy.
Ciocia zawsze szeptem opowiadała o jego bogactwie. Mówiła, że jest drugim najbogatszym człowiekiem w całym mieście, a może nawet w kraju. Nigdy jej naprawdę nie wierzyłam; dla mnie bogactwo było tylko pojęciem, czymś, co widzi się w filmach. Ale gdy minęliśmy pierwszą bramę i wjechaliśmy na wewnętrzne tereny, rzeczywistość uderzyła we mnie niczym fizyczny cios.
Jechaliśmy przez posiadłość przez czas, który wydawał się ciągnąć kilometrami, zanim dotarliśmy do drugiej, jeszcze silniej ufortyfikowanej bramy. To, jak zdałam sobie sprawę, była jego właściwa rezydencja.
Gdy samochód zatrzymał się płynnie, niemal natychmiast pojawił się kordon strażników. Poruszali się z wojskową precyzją, otwierając drzwi i pochylając głowy w geście absolutnego posłuszeństwa. Wysiadłam z samochodu, a moja szczęka dosłownie opadła.
– Ja pierdolę – wyszeptałam pod nosem.
To nie był dom. Nazywanie tego domem było obelgą. To była rezydencja, która wyglądała jak wieżowiec zbudowany w całości ze szkła i stali. Górowała nad krajobrazem, odbijając światło księżyca w sposób, który sprawiał, że wyglądała jak wyszczerbiony diament przebijający niebo. Wokół obwodu doliczyłam się co najmniej siedemdziesięciu uzbrojonych żołnierzy. To nie byli zwykli ochroniarze w garniturach; to byli ludzie w sprzęcie taktycznym i z karabinami szturmowymi.
– Droga jest w tę stronę, Sera.
Głos Alistaira przeciął mój szok. Był niski, głęboki i niezaprzeczalnie seksowny. Moje serce wykonało szaleńczy taniec pod żebrami na sam dźwięk jego słów. Przełknęłam ślinę, próbując pozbyć się guli w gardle, i zaczęłam iść za nim.
Wejście do rezydencji było jak wkroczenie w inny wymiar. Samo powietrze smakowało inaczej – drogo, filtrowane i idealnie schłodzone. Wnętrze było arcydziełem nowoczesnego luksusu: wysokie sufity, marmurowe podłogi lśniące jak lustra i ściany ozdobione portretami, które prawdopodobnie kosztowały więcej niż cała moja dzielnica. Długie rzędy pokojówek w nienagannych czarno-białych mundurach stały na baczność, ze schylonymi głowami, gdy obok nich przechodziliśmy.
– Pokażę ci twój pokój, Sera – powiedział Alistair, a jego głos niósł się lekkim echem w ogromnym holu.
– Dobrze, proszę pana – udało mi się wykrztusić.
Poszłam za nim do windy. Była to szklana kapsuła z widokiem na wewnętrzne atrium rezydencji. Gdy drzwi się zasunęły, zamknięta przestrzeń nagle wydała się bardzo mała. Panika, którą tłumiłam od czasu toalety, znów zaczęła narastać. Moje dłonie zaczęły nerwowo drżeć, a wewnętrzne strony dłoni stały się śliskie od potu. Byłam sama w szklanej skrzynce z mężczyzną, który przed chwilą użył moich ust jako swojej osobistej zabawki.
Poczułam, jak duża, ciepła dłoń delikatnie wysuwa się i przykrywa moją. Jego palce wsunęły się między moje, łącząc nas w mocnym, zaborczym uścisku.
Strach nie zniknął, ale zmienił swój charakter, przechodząc w innego rodzaju intensywność. Strumienie ciepła wystrzeliły w górę mojego ramienia, osadzając się głęboko w moim brzuchu. Spojrzałam na niego w górę, czując się niesamowicie mała w jego obecności. Moja dłoń wyglądała jak dziecięca w porównaniu z jego potężną, pokrytą bliznami pięścią. Posłał mi subtelne, badawcze spojrzenie, a ja musiałam odwrócić wzrok, zanim moje nogi całkowicie odmówią posłuszeństwa.
– Nie powinnaś się bać mówić Tatusiowi czegokolwiek – wymruczał.
Słowo „Tatuś” uderzyło we mnie niczym fizyczny wstrząs. Sprawiło, że moje wnętrze zawirowało w przesłodkim gorącu. Moje serce podskoczyło, a przed oczami przemknął mi obraz jego palców wdzierających się do mojej cipy w toalecie. Niemal czułam ten fantomowy nacisk jego ciała we mnie, co sprawiało, że pragnęłam więcej, mimo że powtarzałam sobie, iż powinnam uciekać gdzie pieprz rośnie.
Podświadomie mój wzrok powędrował w dół. Moje oczy spoczęły na jego kroczu, śledząc linie jego drogich spodni. Nie był jeszcze twardy, ale wiedziałam, co kryje się pod tym materiałem. Wiedziałam dokładnie, jak gruby i ciężki jest jego chuj.
– Nie powinnaś gapić się na krocze Tatusia, Sera – powiedział, a jego głos obniżył się o oktawę. – Jesteś moją córką.
Fala buntu, podsycana czystym absurdem tej sytuacji, wezbrała we mnie. Spojrzałam mu prosto w oczy, a mój głos był drżący, ale ostry.
– Ale w toalecie przyjęłam twojego chuja – odparłam, a te słowa smakowały jak miedź i miód. – A żadna córka nie powinna znać smaku swojego ojca.
Cisza, która po tym nastąpiła, była ogłuszająca. Alistair się nie poruszył, ale powietrze wokół niego jakby zgęstniało. Jego uścisk na mojej dłoni się zacisnął, a ten nacisk przypomniał mi, jak mnie przytrzymywał, jak nade mną dominował. Nie powiedział ani słowa, ale spojrzenie jego szmaragdowych oczu wystarczyło, by ścianki mojej cipy zacisnęły się w desperackim, mimowolnym skurczu.
Winda wydała dźwięk i drzwi się otworzyły. Wyprowadził mnie na zewnątrz szybkim krokiem, a ja musiałam się natrudzić, by dotrzymać mu kroku. Szliśmy długim korytarzem wyłożonym pluszowym dywanem, aż dotarliśmy do drzwi na samym końcu. Wpisał kod na eleganckiej klawiaturze i drzwi się otworzyły.
To było jak małe niebo. Apartament składał się z prywatnego salonu z designerskimi meblami, najnowocześniejszego systemu rozrywki i okien sięgających od podłogi do sufitu, z których roztaczał się widok na światła miasta. Ale na tym nie poprzestał. Poprowadził mnie przez kolejne drzwi do głównej sypialni – całkowicie białej świątyni z łóżkiem tak wielkim, że mogłoby pomieścić pięć osób.
W końcu otworzył trzecie drzwi, ukazując garderobę, która była większa niż całe moje dawne mieszkanie. Był to przeszklony pałac luksusu, wypełniony rzędami designerskich ubrań, półkami z torebkami i większą liczbą butów, niż mogłabym założyć przez całe życie. Gucci, Prada, Chanel – metki zlały się w jeden zawrotny pokaz bogactwa.
– To twój pokój, Sera – wyjaśnił. – Salon, pokój główny i to.
Moje serce zatrzepotało z mieszaniny przytłaczającej wdzięczności i czystej, niczym niezmąconej radości. Zapomniałam o strażnikach, zapomniałam o Julianie, zapomniałam o dziwaczności naszych relacji. Odwróciłam się do niego, łzy piekły mnie pod powiekami i zanim zdążyłam pomyśleć, rzuciłam się na niego.
Skoczyłam, a on złapał mnie bez wysiłku. Jego dłonie zacisnęły się na moim tyłku, unosząc mnie tak, bym mogła owinąć nogi wokół jego talii. Ten kontakt był elektryzujący. Przez cienki materiał sukienki poczułam, jak jego chuj pulsuje na moim tyłku. Nie był już „spokojnie uśpiony”. Budził się, twardy i wymagający.
– To... to jest takie piękne, Tatusiu – wyszeptałam przy jego szyi.
His dłonie wbiły się w mięso mojego tyłka, ściskając go mocno. Odsunął się na tyle, by spojrzeć mi w oczy. Te szmaragdowe głębiny były przeszywające, badały moją duszę, a ja poczułam, jak moja cipa robi się mokra, a wilgoć wsiaka w moje koronkowe majtki.
– Wiem, że ci się podoba, Sera – powiedział, a jego głos był zachrypnięty od głodu, którego nie mógł już dłużej ukrywać.
Powietrze między nami stało się rozżarzone do białości. Trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę, moje ramiona były zarzucone na jego grubej szyi, jego dłonie zawłaszczały mój tyłek, jakby to było jego przyrodzone prawo. Nasze piersi były mocno dociśnięte, moje małe piersi były zmiażdżone o jego twarde mięśnie klatki piersiowej. Czułam, jak jego serce wali o moje.
– Tatusiu... – tchnęłam jego imię niczym modlitwę.
Poczułam, jak jego chuj znów pulsuje, ciężkim, natarczywym rytmem o moją kość ogonową.
– Kurwa! – zakląłem, a ten dźwięk był niski i gardłowy.
Zanim zdążyłam mrugnąć, wbił swoje usta w moje. To nie był delikatny pocałunek; to był szturm. Pocałował mnie z surowym, desperackim głodem, a jego język wdarł się do moich ust, zawłaszczając mnie. To było szorstkie, wymagające i niezwykle przyjemne.
Moje wnętrze zamieniło się w płyn. Moja cipa zaczęła ciec, a stały strumień gorąca moczył moje majtki, gdy ocierał się o mnie kroczem. Jego dłonie nie tylko trzymały mój tyłek; pieścił mnie, jego palce ugniatały moje ciało przez materiał, przyciągając mnie bliżej, próbując połączyć nasze ciała w jedno.
Owinęłam ramiona mocniej wokół jego szyi, pogłębiając tę więź. Nie chciałam, żeby przestawał. Chciałam zostać przez niego pochłonięta. Gdy jęknął w moje usta – głębokim, pełnym wibracji dźwiękiem, który rezonował w całym moim szkielecie – wiedziałam, że nie ma już odwrotu. Byłam jego, pod każdym względem.
Smak jego ciała, zapach jego drogich perfum zmieszany z piżmem jego podniecenia wypełniały moje zmysły. Był moim opiekunem, moim „ojcem” i mężczyzną, który w tej chwili doprowadzał mnie do utraty zmysłów jednym pocałunkiem. Odpowiedziałam na jego zapał, mój język tańczył z jego, a moje ciało wyginało się ku jego twardej, nieugiętej posturze.
Czułam żar jego skóry przez koszulę, czystą potęgę w jego ramionach, gdy trzymał mnie w górze. Był bogiem, a to była jego świątynia. Każdy nacisk jego warg, każde ściśnięcie jego dłoni na moim tyłku mówiło mi to samo: nie zamierza przestać, dopóki nie posiądzie każdego mojego centymetra. I niech mi Bóg pomoże, zamierzałam mu na to pozwolić.
Garderoba z jej ubraniami wartymi tysiące dolarów nagle wydała się nieistotna w porównaniu z surową, pierwotną energią między nami. Nie byłam już dziewczyną, którą rzucił Julian. Byłam Seraphiną i byłam dokładnie tam, gdzie powinnam być – dociśnięta do twardego, pulsującego chuja najpotężniejszego mężczyzny, jakiego kiedykolwiek znałam.
Jego jęki stawały się głośniejsze, bardziej szaleńcze, gdy odchylił moją głowę w tył, by gryźć moją szyję. Sapnęłam, a palce u moich stóp się podkurczyły, gdy tarcie mojej cipy o jego udo posłało impuls czystej elektryczności przez mój układ nerwowy.
– Jesteś taka mokra, Sera – warknął przy mojej skórze, a jego oddech był gorący i urywany. – Taka cholernie mokra dla mnie.
– Tak – skomlałam, a moja głowa opadała w tył. – Tak, Tatusiu. Proszę.
Powrócił do moich ust z ponowną gwałtownością, a jego pocałunek zamienił się w szaleńczą wymianę śliny i gorąca. Mój świat zawęził się do dotyku jego dłoni, smaku jego ust i nieustannego pulsowania chuja między nami. Naznaczał mnie, zawłaszczał w środku tego szklanego nieba i po raz pierwszy w życiu czułam, że naprawdę żyję.
Designerskie torebki i buty na półkach zdawały się nas obserwować w milczącym osądzie, ale miałam to gdzieś. Nie obchodziło mnie nic poza tym, jak jego język ociera się o mój i jak jego palce zaczynają podciągać rąbek mojej sukienki, szukając przemoczonego jedwabiu moich majtek. Pragnął mnie, a ja chciałam, żeby wziął wszystko, co miałam do zaoferowania.














