Żal byłego męża miliardera: Ukrywając jego sekretnego dziedzica

Żal byłego męża miliardera: Ukrywając jego sekretnego dziedzica

Autor: Isabella Thorne

Rozdział 3
Autor: Isabella Thorne
28 kwi 2026
SIENNA Ciężar sytuacji i nieoczekiwany obrót wydarzeń wisiały w powietrzu jak burzowa chmura. Dominic i ja szybko udaliśmy się do sali szpitalnej mojego ojca. Dominic szedł cicho za nami, gdy wchodziliśmy do pokoju. Wszystkie oczy były zwrócone na nas w momencie, gdy przekroczyliśmy próg. Nie mogłam nie zauważyć tych gniewnych spojrzeń, które rzucała mi moja przyrodnia siostra od chwili mojego przyjazdu. Jednak moja uwaga pozostawała skupiona wyłącznie na sylwetce leżącej na szpitalnym łóżku. "Tato..." szepnęłam, a w moim głosie brzmiała mieszanka ulgi i troski. Jego krucha postać leżała tam, stanowiąc ostry kontrast z silną, imponującą sylwetką, którą znałam przez całe życie. Mój ojciec odwrócił wzrok w moją stronę, a w jego oczach, choć zmęczonych, błysnęła iskra rozpoznania i ciepła. W tamtej chwili poczułam, jakby całe życie spędzone z dala od siebie po prostu zniknęło, a ja znów byłam małą dziewczynką szukającą pocieszenia w obecności ojca. "W końcu miałaś czelność się zjawić po tych wszystkich latach?" Brenna, moja macocha, nie mogła oprzeć się pokusie rzucenia w przestrzeń zjadliwej uwagi. Jej słowa, przesiąknięte goryczą, stanowiły ostre przypomnienie o napiętych relacjach, które zdefiniowały moje życie. "Nie było mnie tylko przez rok, Brenno," odpowiedziałam, a mój ton był podszyty odrobiną sarkazmu. Jej wrogość wobec mnie zawsze była źródłem napięć, ale zdążyłam się do niej przyzwyczaić. "Cóż, dla nas to wydawało się latami!" odparowała Brenna, w ogóle nie kryjąc wrogości. "Spójrz, co się działo, odkąd wyjechałaś. Z twojego powodu spotykał nas sam pech." Nie mogłam powstrzymać przewrócenia oczami w odpowiedzi na jej oskarżenie. Pomysł, że moja nieobecność sprowadziła nieszczęście na ich życie, był równie irracjonalny, co irytujący. Jak można obwiniać jedną osobę za zrządzenia losu? "Wystarczy, Brenno," wtrącił się mój ojciec, a jego głos był słaby, acz stanowczy. Jego słowa niosły ze sobą poczucie znużenia, jakby zdążył już zmęczyć się rodzinnymi sporami, które nękały nas od lat. Apel mojego ojca o pokój nie uszedł mojej uwadze, i wzięłam głęboki oddech, tłumiąc w sobie potrzebę wchodzenia w bezcelową kłótnię z Brenną. Mieliśmy na głowie pilniejsze sprawy, a dobro mojego ojca było ważniejsze niż dawne żale. "Ojcze, jak się czujesz?" zapytałam, a moja troska była szczera. Odpowiedział zmęczonym, lecz uspokajającym uśmiechem. "Bywało lepiej, Sienno, ale wciąż tu jestem. To się liczy. Poza tym, Dominic nam pomagał i zajął się wszystkim." Dominic, który do tej pory stał milcząco u mojego boku, w końcu się odezwał. "To właśnie robi dobry zięć, prawda?" Na te słowa mimowolnie zmarszczyłam brwi. Mój wzrok przeniósł się na Vanessę, która ciągle patrzyła na mnie gniewnie. Zniżyłam spojrzenie na jej płaski brzuch. Wygląda na to, że wreszcie urodziła. A słysząc, jak Dominic nazywa siebie zięciem mojego ojca, wydawało się, że w końcu wzięli ślub, tak jak powinni. Gorzkie słowa cisnęły mi się na usta, gdy wpatrywałam się w Dominica – mężczyznę, który kiedyś był moim mężem, ale zdradą roztrzaskał nasze małżeństwo. "Cóż, cieszę się, że wszystko ułożyło się między tobą a moją siostrą. Byłoby wielką szkodą, gdyby nie wyszło, po tym, co oboje mi zrobiliście," powiedziałam z goryczą, której nie potrafiłam stłumić. Mój ojciec, leżący na szpitalnym łóżku, spojrzał na mnie z niewinnym wyrazem twarzy, jakby nie miał pojęcia o zamieszaniu, które rozegrało się pod moją nieobecność. "Co masz na myśli, Sienno? Czy coś się stało między tobą a Dominikiem?" zapytał z autentycznym zdezorientowaniem na twarzy. Dominic, zawsze opanowany, wkroczył, by rozładować sytuację. "Myślę, że moja żona jest po prostu zmęczona, ojcze. Dlaczego byśmy nie wrócili do domu, żeby mogła odpocząć? Odwiedzimy cię ponownie, gdy już się rozgości w domu," zaproponował miękkim tonem, zwracając się do mojego ojca. Bez ostrzeżenia chwycił mnie delikatnie za ramię i wyprowadził z pokoju. Byłam tak zszokowana jego zachowaniem, że nie stawiałam żadnego oporu, po prostu pozwalając mu wyprowadzić się z sali na szpitalny korytarz. Gdy w końcu byliśmy sami, z dala od wścibskich oczu i ciążącego spojrzenia mojego ojca, odzyskałam głos. "Chyba złapałeś nie tę żonę, Dominicu." Jego brwi zmarszczyły się w dezorientacji, gdy spojrzał na mnie. "O czym ty mówisz, Sienno? Jesteś moją jedyną żoną." Jego słowa podziałały na mnie jak cios w brzuch, a ja starałam się pojąć, co właśnie powiedział. To było tak, jakby mój świat zsunął się z osi, a zamieszanie tylko narastało, gdy usłyszałam za nami głos Vanessy. "Dominic, zaczekaj!" krzyknęła, a ja niemal słyszałam irytację w jego westchnieniu, gdy zareagował na jej zawołanie. W tym momencie stałam na rozdrożu jakiejś tajemnicy, z fragmentami układanki, które zupełnie do siebie nie pasowały. Moje serce biło szybko, a myśli wirowały wokół zagadki jego słów, podczas gdy obecność mojej siostry w środku tego wszystkiego tylko pogłębiała intrygę. Gdy Dominic odwrócił się twarzą do Vanessy, starałam się połączyć w całość tę niespójną narrację. Co zaszło pod moją nieobecność? Czy doszło do jakiegoś oszustwa, podstępu, w który zostałam nieświadomie wciągnięta? Splątana sieć emocji i relacji była bardziej skomplikowana, niż kiedykolwiek sobie wyobrażałam. Pojawienie się Vanessy w tej napiętej sytuacji tylko dołożyło kolejnych warstw do ogólnego zamętu. Jej głos drżał, gdy mówiła, a na jej twarzy malowała się mieszanka emocji, którą trudno było odczytać. "Dominic, nie możesz po prostu tak odejść. Obiecałeś mi, że zostaniesz." Rysy twarzy Dominica pociemniały; odwrócił się do niej, a w jego głosie brzmiała frustracja. "Vanesso, nic ci nie obiecywałem." Ich wymiana zdań toczyła się na moich oczach jak scena z jakiegoś dramatu, a ja walczyłam o znalezienie głosu pośród wichury emocji i pytań bez odpowiedzi. To było tak, jakbym weszła w sam środek sztuki, której scenariusza nigdy nie czytałam. "Dominicu, co tu się dzieje?" udało mi się w końcu z siebie wydusić, a mój głos drżał od zgiełku emocji, które we mnie wirowały. Dominic odwrócił się z powrotem do mnie, a jego spojrzenie kryło mieszankę poczucia winy i determinacji. "Chodźmy. Porozmawiamy w domu." Następnie ponownie chwycił mnie za rękę i odciągnął z dala od szpitalnego pokoju. ***************

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 3 – Żal byłego męża miliardera: Ukrywając jego sekretnego dziedzica | Czytaj powieści online na beletrystyka